— Po co mi to wszystko powiedziałaś? — zapytała Krystyna cicho, obcym głosem.
— Sama nie wiem — odparła równie bezdźwięcznie Zofia.
Chciała dodać coś jeszcze, ale zatrzymał ją wzrok Krystyny: przeszywający, pełen nieufności. Tak patrzy się na kogoś, komu już się nie wierzy.
W tamten piątek, jak zwykle po pracy, Krystyna i Zofia wstąpiły do swojej ulubionej kawiarni. Ten rytuał towarzyszył im od lat: kieliszek wina, ciepłe pogawędki, śmiech, czasem łzy. Dwie kobiety, zmęczone życiem, rodziną, codziennym zgiełkiem. Przy tym stoliku pod oknem mogły być po prostu sobą.
Ale tamtego wieczoru wszystko poszło nie tak.
Krystyna nagle zerwała się z miejsca, rozpromieniona, i rzuciła: — Przepraszam, zaraz wracam! — wybiegając na ulicę. Zofia, zaskoczona, uniosła brew i spojrzała za nią.
Przez szybę zobaczyła, jak Krystyna obejmuje jakąś kobietę. Smukłą, zadbaną, o łagodnym uśmiechu. Zofia zastygła.
Sekunda. Druga. Twarz tej kobiety nagle stała się znajoma. I Zofią ogarnął chłód.
Znała ją.
Gdy Krystyna wróciła, atmosfera była już inna. Zofia wymusiła uśmiech:
— Kto to był?
— Ach, Ewelina. Moja kuzynka. Czemu pytasz?
— Tak tylko… wydało mi się, że kogoś kojarzę.
— Znacie się? Chcesz, żebym was lepiej poznała? Ewelina jest cudowna!
— Nie! — wykrzyknęła Zofia zbyt głośno, zbyt ostro. Kilka osób się odwróciło. — Przepraszam… po prostu nie ma sensu.
Krystyna zmarszczyła brwi:
— O co chodzi?
Zofia spuściła wzrok, kurczowo ściskając dłonie pod stołem:
— Krysiu… Ewelina miała męża. Nazywał się Dariusz, prawda?
— Tak. I co z tego?
— To ja byłam z nim. Ja zniszczyłam ich małżeństwo.
Wszystko, co Krystyna wiedziała o rozstaniu Eweliny z mężem, pochodziło od kuzynki. Zdrada. Rozczarowanie. Cichy rozwód. Ból, niewypowiedziany i palący.
A teraz — wyznanie od Zofii. Przyjaciółki. Kobiety, której ufała.
Zofia zaczęła mówić, jakby odwiązywała węzeł, który piekł ją od lat:
— Przyjaźniłyśmy się z Eweliną od dzieciństwa. Razem: podwórko, szkoła, studia. Potem poznała Darka. Początkowo się cieszyłam. A potem… straciłam głowę. Jego spojrzenie, głos… przytulił mnie na ich weselu, podczas tańca. A we mnie serce zamarło. Nie wiem, jak to się stało. Wiedziałam tylko jedno: chcę go. I już nie wystarczało mi bycie przyjaciółką Eweliny. Zapragnęłam zostać jej rywalką.
Najpierw były spojrzenia. Potem dotknięcia. Potem nocne powroty. A w końcu — ten wieczór, gdy Ewelina leżała w szpitalu. Przyszłam, by pomóc. A wyszłam jako kochanka jej męża.
Przyszedł do mnie. Myślałam, że zacznie się nowe życie. A to okazał się piekło.
Darek porównywał. Oskarżał. Wyrzucał mi, że Ewelina była idealna, a ja — nie. W rocznicę ich ślubu upijał się i płakał. Zawsze płakał.
Żyłam w iluzji. Aż zrozumiałam: on nigdy mnie nie kochał. Byłam dla niego tylko schronieniem, gdzie mógł się ukryć. Ale nie zostać.
Krystyna słuchała, zaciskając usta. Trzęsła się. Tyle lat przyjaźni. Rady, wieczorne rozmowy, wsparcie. A wszystko z kobietą, która zdradziła jej rodzinę. Zraniła duszę kuzynki.
— Wiedziałaś, że jestem spokrewniona z Eweliną? — zapytała głucho.
Zofia pokręciła głową:
— Nie. Zrozumiałam to dopiero teraz. I wiesz… cokolwiek teraz powiesz, przyjmę. Zasłużyłam na to. Już dawno wszystko pojęłam.
Krystyna wstała:
— W takim razie koniec. Żegnaj, Zosiu. Powodzenia. Wychodzę.
Zofia wróciła do domu. Zobaczyła: porozrzucane ubrania, wino na stole, brudne talerze. Darek był tutaj. I nie sam.
W sypialni spała młoda dziewczyna.
Zofia odwróciła się i w milczeniu wyszła do kuchni. Po chwili w drzwiach stanął Darek. W jej szlafroku. Pijany.
— No dalej. Awantura, łzy, wyrzuty. Tylko że mnie to już nie obchodzi. Wychodzę. Na zawsze.
— Pakuj się sam. I wynoś się.
Nie spodziewał się tego. Czekał na scenę. Na opór. To ona miała płakać.
Ale ona nie płakała. Łzy dawno wyschły. W środku został tylko pusty pulsujący żal.
Krystyna opowiedziała wszystko Ewelinie. Ta wysłuchała w milczeniu. Na końcu tylko powiedziała:
— Zosia dawno dla mnie umarła. Tak jak Darek. Wybaczyłam im. Ale nigdy więcej nie wpuszczę ich do swojego życia. Wybaczyć jest łatwo. Uwierzyć ponownie — nie sposób.



