— Czemu taka ostro reagujesz? — zdziwił się Jakub, widząc Wandę pakującą walizkę. — Co się dzieje?
Wanda powoli przesunęła palcami po grzbietach książek na półce — tych, które on z prześmiewczym uśmiechem nazywał “babskimi romansidłami”.
— Pamiętasz, obiecałeś nauczyć mnie rozróżniać wina?
— No i co z tego?
— Właśnie nic — odparła krótko i rzuciła na stół klucze do mieszkania. — Jak zawsze.
— Przecież nie robię tego specjalnie! — uniósł głos. — Po prostu mam swoje sprawy.
— A ja, Jakubie, mam swoje życie. I mam dość czekania, aż zdecydujesz się w nim uczestniczyć.
Wanda zawsze marzyła o miłości jak z książek. Żeby spotkać i od razu — ach, to On! Burza emocji, bicie serca w rytm, czułość, troska i ta cała słynna “chemia”. A jeśli problemy, to tylko z zewnątrz, nie między nimi.
— Córko, miłość od pierwszego wejrzenia to tylko bajki — mówiła łagodnie mama. — W prawdziwym życiu dla miłości potrzebny jest powód. I to nie jeden.
Wanda wtedy prychała: — Powód? Mamo, to już nie miłość, tylko kalkulacja!
— Tak po prostu kocha się tylko kotki i niemowlaki. Ale nawet kotka chce się nauczyć korzystać z kuwety, jeśli sika ci w kapcie. A mężczyzna? Przecież będziesz chciała kogoś, kto o ciebie zadba, kto będzie twoją podporą. Piękne oczy to fajny początek, ale co dalej?
Mama miała rację. Tylko Wanda jeszcze tego nie rozumiała.
Szła za swoim wyobrażeniem idealnego, ignorując tych, którzy byli blisko. Aż pewnego dnia w jej ulubionym kawiarni pojawił się nowy barman. Wysoki, brązowooki, z aksamitnym głosem. I kiedy pierwszego wieczoru nalał jej kieliszek wina i zaczął opowiadać o nutach wiśni i wanilii, serce Wandy drgnęło.
Zakochała się. Na poważnie. Na zawsze. Tak jej się wydawało.
— On jest wyjątkowy — zapewniała koleżankę. — Utalentowany, pełen pasji, nie taki jak wszyscy.
— Wanda, to zwykły barman. I trochę za bardzo zadufany w sobie.
Ale Wanda nie słuchała nikogo. Nawet kiedy zachował się niegrzecznie na spotkaniu z jej rodzicami. Nawet kiedy z pierwszej wypłaty po długiej bezrobociu kupił sobie gitarę zamiast zapłacić czynsz. Nawet kiedy ona harowała na dwóch etatach, żeby utrzymać ich mieszkanie, a on całymi dniami grał w gry online.
Cierpiała. Wierzyła. Bo w nim było to ekscytujące uczucie — namiętność, ciągoty, obietnica bajki.
Ale bajka skończyła się szybko. Jakubie okazał się kimś, kto nie zamierzał inwestować w relację. Chciał, żeby go kochano tak po prostu. Karmiono, wspierano, inspirowano. A sam? Żył dla siebie. Ładnie, swobodnie. Bez zobowiązań.
Wanda pakowała walizkę w ciszy. Za oknem padał deszcz. W duszy czuła pustkę i gorycz.
Przypomniała sobie: rok w jej torebce leżał paragon z ich pierwszej randki. Wtedy obiecał, że to dopiero początek. A okazało się — koniec.
— Pomyliłam się — powiedziała głośno, ale do nikogo. — Pomyliłam miłość z zauroczeniem. Teraz wiem: tak po prostu kocha się tylko tego, kto na to zasługuje.
Kiedy Wanda wróciła do rodziców, mama tylko skinęła głową:
— No w końcu. Witaj z powrotem, dorosła córko. Teraz wiesz, że miłość to nie motyle w brzuchu. To kiedy ktoś cię widzi. Słyszy. Docenia. I odwzajemnia.
Wanda usiadła w kuchni, nalała sobie herbaty. Pierwszy raz od dawna — gorącej, mocnej, nie rozcieńczonej wymówkami. I pierwszy raz od dawna poczuła spokój.
Czasem, żeby naprawdę się zakochać, trzeba najpierw poznać, w kim nie warto się zakochiwać.



