Cień zdrady: Droga do wolności

**Cień zdrady: Droga do wolności Agnieszki**

Agnieszka, zmęczona po długim dniu pracy, wciągnęła ciężkie torby z zakupami do mieszkania w Poznaniu. Rzuciła je w kuchni, przebrała się w dresy i zauważyła, że męża nie ma w domu.
— Dziwne — mruknęła, marszcząc brwi. — Gdzie on się tak późno wałęsa? Znowu w pracy go zatrzymali?
Ich syn Kuba przebywał u cioci w sąsiednim mieście. Agnieszka ugotowała rosół, zjadła sama i rozsiadła się na kanapie, przeglądając media społecznościowe. W polecanych pojawił się profil nieznanej dziewczyny — młodej, pełnej życia, z olśniewającym uśmiechem. Agnieszka, ulegając ciekawości, weszła na jej stronę, otworzyła zdjęcia i aż się zachłysnęła, jakby dostała pięścią w żołądek.

— W końcu jesteśmy! — Agnieszka wysiadła z taksówki, czując, że żołądek wciąż jej podchodził po podróży. Łapczywie wypiła ciepłą wodę z butelki.
Podróże morskie znosiła kiepsko, a miejscowy taksówkarz chyba nie wiedział, co to hamulce.
— Mamo, wszystko w porządku? — Kuba, który kochał samochody tak jak jego ojciec, patrzył na nią z niepokojem.
— Wszystko w porządku, Kubusiu, tylko mnie trochę mdli. Odpocznę chwilę i jedziemy do hotelu!

Ten wyjazd nie był planowany. Agnieszka nagle zrozumiała, że nie może dłużej mieszkać pod jednym dachem z mężem. Brała nadwykonania, godzinami spacerowała z synem po parku, byle tylko go nie widzieć. Każde spojrzenie w okna ich mieszkania, w którym był Piotr, wywoływało u niej mdłości.

— Mamo, patrz, są tu zjeżdżalnie! Mogę iść się pobawić? — Kuba pociągnął ją za rękę.
— Jasne, skarbie, idź. Ja w przestawiam rzeczy.

Do Agnieszki podbiegła pulchna dziewczyna z szerokim uśmiechem:
— O, nowi goście! Jaki śliczny chłopczyk! Ja mogę na niego popatrzeć, a ty mi potem pomożesz? U nas wszyscy sobie pomagają! A wieczorami są koncerty! Śpiewacie, tańczycie? Ja uwielbiam śpiewać piosenki ludowe! Zapisać was? A tak w ogóle, ja jestem Ewelina! — zaserwowała jednym tchem.

Agnieszkę wciąż mdliło, marzyła tylko o tym, żeby wcisnąć się pod klimatyzer i położyć. Koncerty nie były dla niej.
— Dzięki, ale nie uczestniczę. Syn sobie poradzi, a ja nie mam ochoty pilnować waszych dzieci. Przepraszam, muszę iść — odcięła się.

Ewelina nadąsała się, ale odeszła. Agnieszka, ledwo trzymając się na nogach, dotarła do pokoju. Klimatyzator na pełną, zasłony zasłonięte, łóżko… W końcu sama. Zamknęła oczy, a myśli poniosły ją w przeszłość. Kiedy Piotr, jej najbliższa osoba, zaczął wywoływać w niej tylko irytację?

Może wszystko zaczęło się, gdy zamiast pomóc z remontem łazienki, pojechał do kumpla?
— Agnieszka, u Jacka w garażu bałagan, musiałem pomóc, a potem nas uraczył piwem i kiełbaską! — opowiadał wesoło, gdy ona zmywała trzymiesięcznego Kubę z farby, którą się umazał, gdy kleiła płytki.

Albo tamten raz, gdy Kuba miał cztery lata? Potłukł nogę na placu zabaw. Agnieszka, zalana, łzami, nie wiedziała, co robić. Zadzwoniła do Piotra, a on rzucił:
— Wezwij karetkę, czego się rozklejasz? Zawieź go sama, nie szukaj problemów!
Zawiozła, trzymała syna, gdy lekarze opatrywali ranę, szeptała mu czułe słowa, żeby nie płakał. A wieczorem Piotr wrócił, spojrzał na Kubę i prychnął:
— Widzisz, nic się nie stało, do wesela się zagoi.

Agnieszka zapadała w drzemkę, ciężkie myśli ustępowały. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
— Kto tam jeszcze? — burknęła, podnosząc się.

Za drzwiami stała Ewelina.
— O, zapomniałam powiedzieć! My tu sobie pomagamy. Jak coś potrzebujesz, to z mężem pojedziemy, tylko daj znać!

— Już na „ty”? — pomyślała Agnieszka, zmęczona. Ale Ewelina wydawała się szczera, więc poczuła się niezręcznie.
— Dzięki, Ewelina, ale jestem bardzo zmęczona. Chcę tylko odpocząć.
— No jasne, odpoczywaj! — Ewelina uśmiechnęła się szeroko i odbiegła.

Agnieszka położyła się, ale nie zdążyła zamknąć oczu, gdy drzwi otworzyły się i do pokoju wpadł Kuba z zapłakaną dziewczynką lat ośmiu.
— Mamo, pomóż! Zosi warkoczyk się rozpadł, a mama powiedziała, żeby nie wracała rozczochrana! Płacze!
— O, dobra, chodź tu, kochanie — westchnęła Agnieszka.

Z trudem zaplotła Zosi warkoczyk, otarła jej łzy.
— Gotowe, umyj buzię i biegnij!
— Mamo, jesteś najlepsza! Idziemy się bawić! — Kuba z Zosią wybiegli.

Sen nie nadchodził. Agnieszka wierciła się, ale już się nie wyśpi. Zawsze na wyjazdach od razu rozpakowywała rzeczy, tworzyła przytulność. Piotr natomiast biegł na plażę albo do baru, a gdy ona z synem go znajdowała, był już w centrum towarzystwa, z piwem i opowieściami.
— Twój mąż to dusza towarzystwa! — zazdrościli znajomi.
A Agnieszka marzyła, żeby choć raz stał się duszą ich rodziny.

Wyszła na balkon. Morze lśniło w słońcu, tak jak obiecywało biuro podróży. Nagle poczuła zapach dymu. Spojrzała w bok i dostrzegła unoszący się z sąsiedniego balkonu dymek. Zakaszlała.
— O, przepraszam, przeszkadzam? — zza ściany wychyliła się kobieta około trzydziestym roku życia.
— Nie, tylko wiatr — machnęła ręką Agnieszka.
— Już się przyzwyczaiłam, że obok nikogo nie ma, więc palę. Jestem Olga — uśmiechnęła się.
— Agnieszka. Jestem tu z synem.
— A ja z córką, Zosią!
— To ty jej zabroniłaś wracać z rozpuszczonymi włosami? — zaśmiała się Agnieszka.
— Już cały hotel wie? — roześmiała się Olga. — Słuchaj, po co rozmawiamy przez ścianę? Zejdziesz na dół? Mam wino. Na powitanie?
— Chodźmy! — nastrój Agnieszki zacząOlga okazała się bystrą brunetką z figlarnym błyskiem w oku, a przy ich stole szybko znalazły się plastikowe kubki, winogrona i butelka wina, które pomogły Agnieszce otworzyć się i opowiedzieć o zdradzie Piotra.

Rate article
Fajna Tajna
Cień zdrady: Droga do wolności