Zdrada przy filiżance herbaty: Historia Bożeny
Bożena wracała do domu z pracy, w sercu czuła lekkość – dziś zwolnili ich wcześniej. Uliczne zaułki podwarszawskiego Pruszkowa rozgrzewały się wiosennym słońcem, a ona zastanawiała się, jak spędzić niespodziewanie wolny wieczór.
— Może wpadnę do Haliny? — przemknęło jej przez myśl. — Dawno się nie widziałyśmy.
Decyzja przyszła natychmiast. Bożena wstąpiła do cukierni po sernik z jabłkami i pół godziny później dzwoniła już do drzwi przyjaciółki.
— Cześć! — Halina otworzyła szeroko, a w jej oczach błysnęło coś przebiegłego.
— A ja do ciebie w gości! — uśmiechnęła się Bożena, podając pudełko z ciastem.
— Wejdź, mam dla ciebie niespodziankę — nagle powiedziała Halina, a w jej głosie zadrżała dziwna nutka.
— Jaką znowu niespodziankę? — zaniepokoiła się Bożena, ale nie czekając na odpowiedź, weszła do kuchni. Tam zastygła jak rażona piorunem, widząc to, co Halina nazwała „niespodzianką”.
— Samotne przyjaciółki nie mają miejsca w domu mężatki — mawiała Bożeniej jej babcia. — Trzymaj je na dystans, nie otwieraj duszy, bo gorzkie łzy popłyną.
Bożena zawsze słuchała babcinych rad, a bliskich przyjaciół miała niewielu. Niektóre zniknęły w wirze lat, z innymi drogi rozeszły się po kłótniach, tylko Halina pozostała wierną towarzyszką. Ich przyjaźń, zahartowana jeszcze w pierwszej klasie, trwała prawie czterdzieści lat. Razem dzieliły radości i smutki: Bożena z mężem Jackiem wychowali dwójkę synów, wysłali ich na studia do Krakowa, a Halina cieszyła się sukcesami córki Ani i marzyła o jej szczęśliwej przyszłości.
— Mnie osobiste szczęście nie dopisało, ale niech chociaż Ania ma lepiej — wzdychała smutno Halina.
— Nie mów tak — pocieszała Bożena. — Ania to mądra dziewczyna, wszystko będzie dobrze. I tobie narzekać grzech: córka wspaniała, mieszkanie przytulne. No, z mężem nie wyszło — to ciężkie.
— Ciężkie, że tyle lat znosiłam jego wybryki, wszystko mu wybaczałam — odpowiedziała gorzko Halina. — Myślałam, że się opamięta, a on tylko się pogorszył.
Bożena znała historię przyjaciółki jak własną. Mąż Haliny, Robert, całe życie uganiał się za kobietami. Gdy ona sama ciągnęła córkę, pomagała rodzicom i harowała na dwóch etatach, on rozkoszował się adoracją innych. Czasem udawało mu się ukrywać romanse, ale częściej kończyło się awanturami. Robert przysięgał, że się zmieni dla rodziny, a Halina znowu wierzyła. Tak minęło dwadzieścia lat, aż trzy lata temu nie odszedł do młodszej kochanki.
— Ania dorosła, zrozumie, a my z tobą obcy ludzie, po co się męczyć — rzucił wtedy.
Gdy Halina próbowała ogarnąć życie po rozstaniu, Robert zabrał wszystkie ich oszczędności. Mieszkanie należało do rodziców, więc nie mógł go sobie rościć. Pieniądze uznał za „sprawiedliwą rekompensatę” za wspólne lata. W tych czarnych dniach Bożena była jedyną, która wspierała przyjaciółkę, pomagała jej trzymać się na nogach.
— Mamo, sama opowiadałaś o radach babci, że samotne przyjaciółki nie pasują do domu mężatki — przypominała Bożeniej starsza córka Magda.
— Nie wymyślaj — machnęła ręką Bożena. — Ja i Hala jesteśmy jak siostry, nie zostawię jej w biedzie.
— No co ty, mamo, żartujemy — włączał się młodszy syn Tomek. — Tylko już nas tymi babcinymi mądrościami zamęczasz, a samą Halę ciągniesz do nas prawie codziennie.
— Co za głupoty? — oburzyła się Bożena. — Naprawdę myślicie, że Halina będzie odbijać wam ojca albo niszczyć naszą rodzinę? My z nią i z Anią jesteśmy jak jedna rodzina, dosyć tych niedorzeczności!
— No żartujemy, no! — śmiała się Magda. — Hala to dla nas jak ciocia, jakie intrygi w waszym wieku?
Bożena ignorowała docinki dzieci. W młodości naprawdę stosowała babcine zasady, ale Jacek nigdy nie dał powodu do zazdrości. Spokojny, pewny, całe życie pracował dla rodziny, a weekendy spędzał w domu, przeglądając gazetę lub naprawiając coś w gospodarstwie. Kiedyś przyjaźnił się z Robertem, ale po rozwodzie Haliny kontakt się urwał. Bożena i Jacek stanęli po stronie przyjaciółki, a Robert sam zerwał wszystkie więzi, rzucając się w nowe życie.
— Halinie samej ciężko, trzeba ją zapraszać na święta — często mówiła Bożena, a Jacek przytakiwał.
— Hali kapi— Halinie zepsuł się kran, zajrzyj, co tam — prosiła męża, a ten bez słowa szedł naprawiać.



