Kasia siedziała w kuchni, wpatrując się w pierścionek z małym kamykiem, który niedawno podarował jej Wojtek. “Tak po prostu”, jak zwykle. Kiedyś takie prezenty rozkochiwały ją, teraz wywoływały tylko pustkę. Nie było nic gorszego niż żyć z kimś, kogo się nie kocha…
Poznali się jeszcze na uniwersytecie. Wojtek był “tym przyjacielem” – solidnym, cichym, dobrym. Zawsze blisko, zawsze gotów pomóc. Kasia nigdy nie traktowała go poważnie, dopóki nie zaczął się o nią starać. Długo, cierpliwie. Nawet śmiała się z niego w rozmowach z przyjaciółkami.
A on się nie poddawał.
W końcu zaczęli się spotykać. Potem zamieszkali razem. Wszystko działo się jakby samo. Tylko prawdziwe uczucie nigdy nie nadeszło.
Wojtek był zadowolony. Parzył jej rumiankową herbatę, mył naczynia, prasował sukienki. A Kasia denerwowała się nawet na jego oddech. Wydawał się jej słaby, bez charakteru, nudny.
Przyjaciółki mówiły, że ma szczęście – takich mężczyzn trzeba doceniać. Ale w sekrecie szeptały – Kasia na niego nie zasługuje, jest cyniczna, zimna.
A on wciąż znosił. Nawet gdy flirtowała z jego kolegami. Nawet gdy go odtrącała. Nawet gdy pewnego dnia rzuciła: “Nie czekaj, wyjeżdżam. Mam cię dość”.
Stał w drzwiach, blady, z przygaszonym wzrokiem. I nie zatrzymał jej.
Po dwóch tygodniach Kasia poznała Darka – hardego, charyzmatycznego. Spotkali się w barze, gdy była podpita i tańczyła na ladzie. On usiadł obok i powiedział: “Za rok będziesz żałować, że porzuciłaś kogoś, kto cię kochał”.
Roześmiała się.
Z Darkiem było jak w filmie: restauracje, noce bez snu, drogie prezenty. Aż zaczęły się zimne spojrzenia, pretensje o głośny śmiech, krytyka jej ubrań. Potem – zdrada. Nawet nie przeprosił:
— A czego się spodziewałaś? Nic nie obiecywałem.
Kasia wyszła w deszcz. Dzwoniła do Wojtka. Ale nie odebrała.
W domu wyciągnęła stare zdjęcia – on i ona, szczęśliwi. On trzyma ją za ramiona, a ona patrzy na niego z miłością. Czy tylko udawała?
Kilka dni później dostała załamania nerwowego. Serce odmówiło posłuszeństwa. W szpitalu po raz pierwszy zobaczyła w oczach Wojtka nie miłość, ale obojętność.
— Po co przyszedłeś? — szepnęła.
— Nie wiem. Z przyzwyczajenia.
I wyszedł. Zostawił rumianki – te, które kiedyś wolała nad róże.
— Dlaczego bałaś się być kochaną? — zapytała psycholog.
Kasia łkała:
— Bo to ryzyko. Bo wszyscy, którzy mnie kochali, w końcu odeszli. Tata zniknął, gdy miałam siedem lat. Mama powiedziała: “Nigdy już nikomu nie wierz”. Próbowałam. Chowałam się za cynizmem, ostrym językiem. A Wojtek przebił się…
Płakała. Cicho, jakby wreszcie pozwalając sobie czuć.
— Chcesz go odzyskać?
— Bardziej niż cokolwiek. Ale on nie chce mnie widzieć. I rozumiem dlaczego.
Minęły dwa lata.
Kasia zobaczyła Wojtka w kawiarni. Siedział przy oknie, przeglądał menu, wystukując palcami znajomy rytm. Podeszła.
— Cześć. Mogę usiąść?
Skinął głową. Milczał. Patrzył uważnie.
— Nie oczekuję, że wybaczysz. Chciałam tylko podziękować. Za to, jaki byłeś. I przepraszam, że nie umiałam kochać.
Wstała i wyszła.
Tydzień później napisał: “Spróbujmy jeszcze raz. Tylko powoli”.
Teraz nie mieszkają razem. Chodzą na randki, śmieją się, milczą. Uczą się na nowo ufać.
Na jej lodówce wisi magnes z cytatem: “Jeśli ci zimno – zachowuj się cieplej”.
I każde ich “powoli” to krok w stronę siebie. Krok tam, gdzie znów można poczuć, że ktoś cię kocha. I że ty też potrafisz.



