Mam 23 lata i niedawno ukończyłam studia na kierunku księgowy-audytor. Na początku taki zawód wydawał mi się dość nudny i monotonny, a w ogóle poszłam na takie studia, bo tak poradziła mi mama. Potem spodobało mi się to, czego się uczę i marzyłam o znalezieniu takiej pracy.
Teraz kiedy byłam na trzecim roku, często odwiedzała nas jedna firma, która specjalizowała się w audycie. Szukali nowych pracowników i byli zainteresowani, aby to studenci i absolwenci naszej uczelni poszli do nich do pracy, lub po prostu — na staż.
Ich występ bardzo mi się wtedy podobał. Moje oczy się rozjaśniły, chciałam jak najszybciej pójść na rozmowę kwalifikacyjną. Pierwszą rzeczą, która mi się podobała, był młody zespół. Było też niesamowite biuro w samym sercu miasta ze wszystkimi udogodnieniami. Kierownictwo obiecało wysokie płace i możliwości, które pojawią się, gdy będziemy dla nich pracować. „Jak fajnie byłoby, gdybym pracowała właśnie u nich” – pomyślałam, ale nie było to takie proste. Nie będę mówić, jak nazywa się ta firma, ponieważ nie będzie o nich zbyt dobrej narracji, a nie chciałabym mieć problemów…
Aby dostać się do pracy, musisz najpierw przejść rozmowę kwalifikacyjną. Prawdopodobnie myślisz, że trzeba po prostu przyjść, zostaniesz poproszony o kilka pytań lub po prostu opowiesz o sobie. Nie wszystko jest jednak takie łatwe. Na początek istnieje kilka wymagań, które trzeba spełnić, żeby dostać się na rozmowę kwalifikacyjną- jest to posiadanie komputera, bycie studentem tej specjalności i to, aby mieć najmniej 20 lat, mieć dość wysoki poziom angielskiego i nie mieć poważnych problemów zdrowotnych. Pasowałam do wszystkich kryteriów, więc od razu się zapisałam.
Wywiad składał się z pięciu etapów. Zajęło mi to cały miesiąc, a mimo to nie przeszłam dalej… Wtedy byłam bardzo zdenerwowana, ale dziewczyna, która mnie nadzorowała, zachęciła mnie do spróbowania ponownie za pół roku.
Zrobiłam to, ale znowu nie przeszłam… Rok później wszystko powtórzyłam — ale wtedy był to punkt zwrotny w moim życiu i nie mogłam dostać się do ostatniej selekcji.
Kiedy wszystko się poprawiło, zebrałam się na siłach i ponownie przeszłam przez wywiad. Wtedy wreszcie-udało mi się! Prawie 2,5 roku szłam do celu i oto moje marzenie się spełniło — będę pracować w najfajniejszej firmie!
Przez pierwsze trzy dni przyzwyczajałam się do otoczenia. Wszystko było nowoczesne, czułam się swobodnie, biuro było bardzo przestronne i wygodne. Wybrano mi dobre miejsce — od razu miałam biuro z różnymi artykułami biurowymi. Wszystko było fajne, dopóki nie zaczęła się podstawowa praca…
To, czym zalewali nas szefowie, po prostu nie mogło być wykonane w wyznaczonych terminach! Mnóstwo informacji, liczb-moja głowa pękała i musiałam zwolnić. Wracałam do domu bardzo późno, ponieważ nie miałam czasu zrobić wszystkiego do końca dnia roboczego.
Cierpiałam i pocieszałam się, że to praca i wszyscy pracują, a ja jestem po prostu pierwszy raz u nich, potrzebuję trochę więcej czasu i wszystko zacznie mi się układać. Uspokoiłam się również dużą wypłatą, którą mi obiecano. Po przepracowaniu miesiąca powiedzieli, że będzie małe opóźnienie.
To piekło trwało, a ja czekałam, aż nadejdzie dzień wypłaty. Kiedy przyszła, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Na ekranie telefonu, kwota była zupełnie inna, niż opisali menedżerowie i ogólnie ta kwota była za dwa miesiące… Kiedy zapytałam, dlaczego moje wynagrodzenie jest tak małe, odpowiedzieli mi: „nie spełniasz normy. Jaka jest Twoja praca, takie jest wynagrodzenie!”.
Oto fajna firma z ogromnymi perspektywami. Już po 2.5 miesiącu zrezygnowałam — nie mogłam dłużej znieść takiego upokorzenia, pracuję od rana do nocy, a co dostałam? Pensję jak sprzątaczka.
Dopiero wtedy domyśliłam się, że ta firma zatrudnia młodych i naiwnych studentów. Najpierw oczy zostaną zamydlone, a potem będziesz ciężko pracować…
Teraz powiem moim znajomym, że praca w tej firmy nie jest tego warta.



