W małej wiosce na północy Polski, gdzie zimowe wichury wyją wokół starych drewnianych domów, Jadwiga z mężem daremnie czekali na przyjazd syna. Ich nadzieje rozpadały się, a serce ściskało się z żalu i bólu.
— Chyba nie przyjedzie — westchnęła Jadwiga, patrząc na męża, Stanisława. — Już się przyzwyczailiśmy, nawet nie złoszczymy się.
— Co się stało? Znowu synowa nie puściła? — zmarszczył brwi Stanisław. — Nigdy z nią nie dogadywaliście się.
— Może i tak — odparła Jadwiga, a jej głos drżał od tłumionych emocji. — Ale Dariusz nigdy nam takich rzeczy nie mówił. Kiedyś przyjeżdżał częściej, a teraz… Jego żona zawsze ma asa w rękawie. Chyba będziemy musieli wynająć ludzi do naprawy dachu. Syn nie może poświęcić nam nawet jednego dnia.
Jadwiga opowiadała o swoim 40-letnim synu Dariuszu z goryczą. Dwanaście lat temu wyjechał do miasta, zostawiając rodzinną wioskę za sobą. Dariusz jest mechanikiem samochodowym, dawniej wszystko robił własnymi rękami, ale teraz tylko zarządza. W mieście ożenił się z Kingą i kupił mieszkanie.
— Sam robił remont — wspominała Jadwiga. — A Kinga tylko wskazywała, co i jak. Pobrali się późno, ona miała już ponad trzydzieści lat. Nigdy wcześniej nie była zamężna, i wiem dlaczego — z takim charakterem nie każdy dałby radę. Od pierwszego wejrzenia nie polubiliśmy się.
— Nic dziwnego, że tak długo była sama — dodał Stanisław. — Pamiętam, jak próbowałaś z nią rozmawiać. To był koszmar. Co Dariusz w niej znalazł?
Kinga prawie nie utrzymywała kontaktu z rodzicami męża. Tylko raz w roku pozwalała Dariuszowi ich odwiedzić. Tym razem obiecał Jadwidze, że weźmie w maju urlop, by naprawić przeciekający dach. Ale, jak się okazało, Kinga miała inne plany, które zburzyły wszystkie nadzieje.
— Kinga spodziewa się dziecka — powiedziała z goryczą Jadwiga. — Zakazała Dariuszowi zostawiać ją samą. Choć to dorosła kobieta, pracuje jako pielęgniarka — co jej może się stać? Już na dwa tygodnie przed urlopem zaczęła go męczyć, choć bilety były kupione.
— Dlaczego tak postępuje? — spytał Stanisław, choć znał odpowiedź.
— Najpierw mówiła, że boi się zostawać sama, a potem… — Jadwiga zamilkła, jej oczy wypełniły się łzami.
— Co potem? Ona go za rękę prowadzi do pracy? Ma przecież rodziców, którzy za nią staną murem! — oburzył się Stanisław.
— Myślę, że to jej rodzice ją podjudzają — ciągnęła Jadwiga. — Powiedzieli jej, że nie wolno puszczać męża samego na wypoczynek. Mieli zięcia, który jeździł do rodziców, a potem wnios— rozwód wzięli — dokończyła Jadwiga, a w powietrzu zawisło gorzkie milczenie.



