„Wstyd w reklamówce”: jak teściowa przebrała miarę
Dominika przeglądała szafę, gdy niespodziewanie zadzwoniły drzwi. Na progu, szeroko się uśmiechając, stała teściowa – Elżbieta Januszewska.
– Cześć, córeczko! Wpadłam na herbatkę – oświadczyła energicznie.
– Proszę wejść – Dominika uśmiechnęła się z grzeczności, choć w środku zastygła. – Tylko poukładam ubrania i zrobimy herbatę.
Przeszły do salonu. Dominika zaczęła składać ubrania, a teściowa usiadła w fotelu i z zaciekawieniem obserwowała.
Elżbieta nie wytrzymała i zauważyła reklamówkę przy fotelu. Zajrzała do środka i aż klasnęła w dłonie:
– Dominiko! Co to za wstyd?!
– Znowu narobiłaś szmatek! – skarciła ją, obrzucając wzrokiem pozostałe torby na kanapie.
– To stare zakupy – odparła zmęczona Dominika, przewracając oczami. – Robię porządki w szafie.
– Mój syn wie, na co wydajesz pieniądze? – zapytała z przekąsem Elżbieta.
– Ja też pracuję, na marginesie – rzuciła sucho Dominika, przyspieszając sprzątanie, by przerwać niewygodną rozmowę.
Ale teściowa nie odpuszczała. Wyciągnęła jedną z sukienek i zaczęła ją uważnie oglądać.
– W takiej tylko na ulicę iść – zjadliwie skomentowała.
– Na niej metka wisi. Więc nigdzie w niej nie byłam – odparła lodowato Dominika, próbując odebrać sukienkę.
– I dobrze! – burknęła teściowa, oddając ją. – Nie wstyd ci w twoim wieku się tak młodzić?
– Mam dwadzieścia dziewięć lat, a nie pięćdziesiąt – przypomniała z zimnym uśmiechem Dominika.
– W twoim wieku trzeba nosić sukienki dłuższe i skromniejsze, a nie obnażać się przed całym światem – warknęła Elżbieta. – Dlatego właśnie nie mam wnuków!
– A co mój strój ma wspólnego z dziećmi? – spytała Dominika, ledwie powstrzymując irytację.
– Wszystko jasne: ubierasz się prowokująco, więc szukasz kogoś młodszego – oświadczyła z wyższością teściowa.
Dominika zbladła ze złości:
– Czyli, według pani, mężatka powinna chodzić w worku?
– Żona powinna się ubierać godnie! – pouczyła Elżbieta. – A ty… Żebym ci pokazała, co masz w bieliźnie!
– Przeszukiwała pani moje rzeczy?! – wybuchnęła Dominika, czując, jak krew jej wrze.
– Nikt niczego nie przeszukiwał! – odcięła się teściowa. – Po prostu widziałam w łazience. I wiesz co? Przyzwoita kobieta nie nosi takich sznureczków!
– Serio? – Dominika zaciśniętą dłonią. – Może powinnam założyć firmową gorsetkę?
– Przyzwoita kobieta w ogóle nie ma takich rzeczy, tym bardziej będąc zamężną! – Elżbieta aż uderzyła pięścią w podłokietnik.
– Mam dwadzieścia dziewięć lat, jestem młoda i mam prawo wyglądać atrakcyjnie – syknęła Dominika.
– Nie! Ubierasz się tak, żeby inni mężczyźni się na ciebie gapili! – załamała ręce Elżbieta.
– Myśli sobie pani, co chce – westchnęła Dominika. – Ale ubierać się będę, jak mi się podoba.
– Z tobą się nie da rozmawiać! – warknęła teściowa, wyszła i trzasnęła drzwiami.
Gdy z pracy wrócił mąż, Krzysztof, Dominika natychmiast mu wszystko opowiedziała.
– Mama mówiła, że ubierasz się zbyt prowokująco – uśmiechnął się nienaturalnie. – Nie przejmuj się. I… może przy niej nie zakładaj tych koronkowych pończoch – ją to wkurza.
– Ona się na wszystkim przyczepi! – wybuchnęła Dominika.
– Ponarzeka i przestanie – machnął ręką Krzysztof.
Ale się mylił.
Miesiąc później sytuacja się powtórzyła. Tym razem Elżbieta przyszła z nowym „argumentem”:
– Wstawiasz zdjęcia do internetu! Moje koleżanki widziały! Wszyscy się oburzają! – oświadczyła obrażona.
– Po prostu im zazdroszczą – spokojnie odparła Dominika.
Teściowa zerwała się, prychnęła i wyszła. Dominika odetchnęła z ulgą, myśląc, że to koniec.
Myliła się.
Gdy pół roku później wyjechali na wakacje, zostawiając klucze teściowej „na wszelki wypadek”, nie przypuszczali, co zastaną po powrocie.
Dominika z przerażeniem odkryła, że większość jej ubrań zniknęła.
– To ona! – szepnęła, obiegając pokoje. – Tylko twoja matka miała klucze!
– Niemożliwe – zawahał się Krzysztof. – Zadzwonię do niej.
Ale Elżbieta rozpłakała się w słuchawkę:
– Ja? Co ty, synku! Nigdy!
Dominika pokręciła głową:
– Wzywam policję.
Dopiero wtedy teściowa, przerażona konsekwencjami, przyznała się:
– Tak, to ja! Wyniosłam te twoje obrzydliwe szmaty i wyrzuciłam do kontenera. Zrobiłam to dla was, żebyś w końcu pomyślała o rodzinie!
Krzysztof wpadł w szał.
– Mamo, ty oszalałaś? – krzyczał do telefonu. – Teraz muszę zapłacić za nową garderobę!
– No… – zaczęła się tłumaczyć Elżbieta.
– Oddaj klucze i więcej się tu nie pokazuj! – odciął się Krzysztof.
Na urodziny Elżbieta dostała trzy pojedyncze róże – zamiast drogiego prezentu.
A Dominika tego samego dnia ruszyła na zakupy – tym razem za pieniądze męża, który sam nalegał: „Bierz, co chcesz, kochanie. Zasłużyłaś”.



