Dlaczego nasze córki myślą, że jeśli mają dzieci, to babcie są bardzo zadowolone z tego, że są ich opiekunkami? Czy taka jest reguła, czy tak jest gdzieś napisane? Nie mogę tego zrozumieć.
W wieku trzydziestu sześciu lat zostałam babcią. Życie kobiety w tym wieku dopiero się zaczyna, ale moja córka uznała, że teraz nie mogę mieć życia osobistego, ponieważ jestem babcią i muszę jej pomagać w opiece nad dziećmi.
Rozumiem, że tak może być, kiedy dzieci przyjeżdżają do babci, aby spędzić weekend lub babcia sama odwiedza wnuki. Tak też było u mnie.
Urodziłam córkę w tym samym wieku co ona, mając osiemnaście lat. Wtedy mój mąż miał dwadzieścia jeden lat i sami myśleliśmy o przyszłości naszych dzieci, bez niczyjej pomocy. Wręcz przeciwnie, pamiętam, że byliśmy bardzo zirytowani, gdy nasi rodzice próbowali nam pomóc lub wpychali nam pieniądze.
Moja córka wcale taka nie jest. Ona po prostu wchodziła mi na głowę! Zgodziłam się ją utrzymywać podczas studiów, ale nie chciała się uczyć, chciała wyjść za mąż. Cóż, nic nie mogłam zrobić. Miała już osiemnaście lat i sama miała prawo decydować, jak zarządzać swoim życiem. W jej wieku byłam już mężatką, miałam dziecko, ale nikt mi wtedy nie pomagał.
Kiedy moja córka zaszła w ciążę, byłam zadowolona z takiej wiadomości, chociaż ostrzegałam ją, że na macierzyństwo jest jeszcze za wcześnie. Niech żyje trochę dla siebie, ale córka mnie nie słuchała, a już w wieku dwudziestu trzech lat byłam babcią czterech wnucząt, a ona została samotną matką. Mój „ukochany” zięć odszedł od mojej córki, ponieważ nie wytrzymał złego stosunku do siebie. Córka z pewnością nie była aniołem, ale wiedziałam, że przerosła ją ilość dzieci w tak młodym wieku.
Córka zachowywała się wobec swojego męża bardzo źle. Słyszałam ich ciągłe kłótnie, ponieważ przez cały czas opiekowałam się wnukami. Kłócili się o to, że córka nadal chodziła do klubów nocnych i bawiła się, a dzieci w tym czasie zostawiała mężowi. Wiedziałam, że małżeństwo w takim kształcie nie przetrwa długo. Zięć w końcu odszedł, ale jak prawdziwy mężczyzna zostawił swój samochód córce, obiecał płacić alimenty i chciał spotykać się z dziećmi.
Jak można się domyślić, córka wraz ze swoimi dziećmi przeprowadziła się do mnie. Wtedy zaczął się dla mnie prawdziwy horror. Musiałam zrezygnować z pracy i znaleźć pracę w niepełnym wymiarze godzin, ponieważ musiałam opiekować się wnukami. Córka w tym czasie była w trakcie „poszukiwania siebie”.
Byłam już pogodzona z takim życiem, ale wkrótce miałam załamanie nerwowe. Moja przyjaciółka przyszła mnie pocieszyć i poradziła, żebym oznajmiła mojej córce, że nadszedł czas, aby sama zatroszczyła się o siebie i swoje dzieci, a ja będę jej pomagać jak babcia, a nie jak kolejna mama jej dzieci.
Tak właśnie zrobiłam. Najpierw postanowiłam porozmawiać z córką. Domyślałam się, że będzie to trudna rozmowa, ale nie mogłam dłużej tolerować takiego stanu. Miałam już tego dość.
– Córko, chcę z tobą bardzo poważnie porozmawiać, nie myśl, że ci źle życzę, ale chcę, żebyś zrozumiała, że nie możemy już żyć razem pod jednym dachem – zaczęłam rozmowę.
– Co ty mamo sugerujesz?– zapytała córka.
– Jesteś już dorosłą kobietą. Masz czworo dzieci i już czas najwyższy, abyś sama o nie zadbała. Myślę, że nadszedł czas, abyś znalazła pracę i mogę ci w tym pomóc. W mojej firmie oferują pracę sprzedawcy, zarobki są dobre, a czas pracy można dostosować do godzin przebywania dzieci w przedszkolu.
– Jaki sprzedawca, o czym ty mówisz!– przerwała mi córka, nie pozwalając mi dokończyć.
Dlaczego ona się tak zachowuje? Przez całe dzieciństwo starałam się ją dobrze wychowywać, zawsze ją wspierałam i niczego jej nie żałowałam.
Nasza rozmowa niestety nigdy się nie zakończyła. Nadal bawię wnuki, ale wiem, że moja cierpliwość wkrótce się skończy, nie wytrzymam i wystawię córkę z wnukami za próg. Myślisz, że jestem okrutna? Starałam się przekazać jej, że zachowuje się samolubnie i nieodpowiedzialnie i czas pomyśleć o przyszłości.



