Dziś przyjechałem z ciężką wiadomością, ale rodzice zaskoczyli mnie jeszcze bardziej.
Wojtek jechał starym autobusem przez zakurzone drogi do rodziców na podkrakowskie przedmieścia, a serce ściskało mu się z żalu. Musiał im powiedzieć coś, co mogłoby przewrócić ich świat do góry nogami – o rozwodzie z żoną. Ale to, co usłyszał w domu rodzinnym, okazało się prawdziwym ciosem. Jego starzejący się rodzice, których zawsze uważał za wzór trwałego małżeństwa, ogłosili, że sami się rozchodzą, i ta drama przyćmiła wszystko, co zamierzał wyjawić. Teraz Wojtek stał przed wyborem, który mógł zmienić jego życie, a w duszy szalała burza z lęku, winy i niezrozumienia.
Myśl o rozwodzie z Kasią nie przychodziła mu łatwo. Mógłby milczeć, ale plotki w ich małej miejscowości rozchodziły się szybko. Kasia mogła zadzwonić do rodziców i ze złości wszystko wyjawić, a brat czy siostra mogli niechcący się wygadać przy okazji. Wojtek uznał, że lepiej sam powie prawdę, by nie musiał później tłumaczyć. Wiedział, że życie bywa nieprzewidywalne i nikt nie jest wolny od błędów.
Wojtek wszedł po znanym schodach, nacisnął dzwonek. Drzwi otworzył ojciec, Jan Kowalski, z ponurą miną, jakby już wiedział, po co syn przyszedł.
— Cześć – burknął. – Dobrze, że jesteś. Wchodź.
— Cześć, tato – odparł Wojtek, ale w głowie przemknął mu niepokój: „Czy ktoś już im powiedział?” – Mama w domu?
— W domu, w domu – odparł ojciec z irytacją. – Gdzie miałaby iść?
— O co ci chodzi? – Wojtek nie rozumiał. – Co się stało?
— A to, że mam już dość! – nagle wybuchnął ojciec, odwrócił się i, sapiąc ze złości, poszedł w stronę pokoju.
Wojtek, oszołomiony, podążył za nim. W salonie ojciec opadł na kanapę, skrzyżował ręce. Mamy, która zwykle siedziała z drutami, nie było. Wojtek zajrzał do sypialni i zobaczył ją – Elżbietę Nowak, stojącą przy oknie. Jej twarz była ciemniejsza niż deszczowa chmura.
— Przyszedłeś? – spytała zimno. – Już się wyprowadziłeś od Kasi, czy dopiero się wybierasz?
— Skąd wiesz? – serce Wojtka zabiło mocniej. – Dlaczego o to pytasz?
— Bo muszę wiedzieć, czy już wynająłeś mieszkanie! – odcięła się matka.
— Jakie mieszkanie? – zbił go z tropu.
— To, w którym będziesz mieszkał po rozwodzie! – wypaliła.
— Jeszcze nie – odpowiedział Wojtek. – Ale skąd wiecie, że się rozwodzę?
— Wiemy – mruknęła matka. – Słuchaj, synu, szukaj szybko mieszkania, bo ja się do ciebie wprowadzam!
— Co? – Wojtek zastygł, nie wierząc własnym uszom.
— Nie! – w salonie zagrzmiał głos ojca. Stanął w drzwiach, czerwony z gniewu. – Z Wojtkiem będę mieszkał ja! A ty zostajesz tutaj, mieszkanie jest na ciebie!
— Nigdy! – pisnęła matka. – Nie zostanę w tym domu przesiąkniętym twoim uporem!
— Stop! – Wojtek patrzył to na jednego, to na drugiego. – O czym wy w ogóle mówicie? Gdzie niby się wybieracie?
— Tam, gdzie ty! – warknął ojciec. – Brawo, synu, że w porę wpadłeś na pomysł z rozwodem! O, jaki z ciebie mądrala!
— Dlaczego brawo? – Wojtek czuł, jak ziemia usuwa mu się spod nóg.
— Bo to idealny moment! My z matką też się rozchodzimy! – wybuchnął ojciec.
— Co?! – Wojtek oniemiał. Spodziewał się wyrzutów, a usłyszał coś, co go kompletnie zaskoczyło.
— Koniec! – ciągnął ojciec. – Jesteś dorosły, nikomu nic nie jestem winny. Matka i ja mamy się dość, tak jak ty i Kasia. Wyprowadzam się z tobą, będziemy żyć po męsku!
— Nie, syn będzie mieszkał ze mną! – przerwała matka. – Ty mi nie jesteś potrzebny, a jemu się przydam. Bez żony się zagubi, a ja jeszcze coś ugotuję. Prawda, Wojtku? Lubisz moje kotlety?
— A ja nie umiem gotować? – ojciec uniósł głos. – Zrobię lepszy barszcz czy bigos niż niejedna gospodyni!
— Cha! – zaśmiała się matka. – Kiedy ty ostatnio gotowałeś? Pół wieku temu?
— I co? My, faceci, damy sobie radę! Kobiet nam nie trzeba, tylko pralka, mikrofala i lodówka z zapasami! – oznajmił ojciec.
— Czego ty syna uczysz?! – oburzyła się matka.
— Dosyć! – Wojtek nie wytrzymał. – Oszuścieście? Macie prawie osiemdziesiąt lat, a gadacie jak dzieci! Obejrzyjcie się!
— A ty sam! – jednogłośnie krzyknęli rodzice. – Pięćdziesiątkę masz za pasem, a tyle rozumu, co nastolatek! Nie waż się nas pouczać! Lepiej zdecyduj, z kim zamieszkasz!
— Skąd wzięliście, że ja się gdzieś wyprowadzam? – Wojtek stracił cierpliwość. – Mam z Kasią wspólne mieszkanie!
— Jak to? – zdziwiła się matka. – Przecież się rozwodzisz!
— Kto wam powiedział? – spytał.
— Kasia. Twoja siostra mówiła, że do niej dzwoniłeś i wszystko wyznałeś – odparła matka.
— Nie rozwodzę się! – stanowczo rzekł Wojtek. – To był żart!
— Żart? – ojciec zaniemówił. – A my już się nastawiliśmy na nowe życie, plany układaliśmy… I ty nam to psujesz?
— No, Wojtku – mruknęła matka. – Nieładnie tak żartować. Podjudziłeś nas do zmian, a teraz to tylko żart… Dobrze, jeszcze jakoś się dogadamy.
— Ale pamiętaj, synu – dodała – jeśli jednak się rozmyślisz i naprawdę się rozwieciesz, to ja i ojciec staniemy w kolejce, by z tobą zamieszkać. Jasne?
— Jasne – Wojtek ponuro skinął głową. Zrozumiał, że rozwód z Kasią, o którym myślał, raczej nie dojdzie do skutku. – Uciekam.
— Dokąd? – matka ocknęła się. – Nie przyszedłeś tak ot, sobie? Może coś zjesz?
— Nie trzeba – machnął ręką. – Chciałem was odwiedzieć. I, jak widać, nie na darmo. Przestańcie się kłócić. Powinniście być dla nas, dzieci, przykładem. A wy… No dobra, na razie.
Gdy tylko Wojtek wyszedł, rodzice spojrzeli po sobie i z ulgą westchnęRodzice spojrzeli na siebie z uśmiechem, wiedząc, że ich mały podstęp może uratować małżeństwo syna.



