Jeden naszyjnik zmienił wszystko: jak żona przywróciła męża do życia
— Kochanie, dziś wpadnę do Olgi — powiedziała Kasia, szybko poprawiając włosy przed lustrem. — Już wieki się nie widziałyśmy.
— Jasne — skinął głowy Wojtek. — Miłego wieczoru.
Kasia wyszła, a w domu zapanowała znajoma cisza. Wojtek, zadowolony z rzadkiej okazji, by spokojnie posiedzieć przy komputerze, zagłębił się w grze. Wkrótce jednak przerwał mu dzwonek telefonu.
— Cześć, stary! — rozległ się w słuchawce głos Jacka, dawnego przyjaciela Wojtka. — Wpadam do ciebie! Żony nie ma w domu? A właśnie widziałem twoją Kasię koło mojego biura…
Wojtek zastygł, trzymając słuchawkę. Mechanicznie zapytał:
— Koło biura?… Jesteś pewien? Mówiła, że idzie do Olgi.
— Na sto procent — potwierdził Jacek. — Wyszła z jubilera, z jakąś torbą. Wsiadła do auta i odjechała. Swoją Kasię poznałbym wśród tysięcy…
Wojtek poczuł, jak coś ciężkiego opada mu w piersi. Ufał Kasi bezgranicznie. Przez pięć lat małżeństwa nigdy się poważnie nie pokłócili, ich związek był wzorem dla przyjaciół. Ale teraz…
Gdy Jacek przyszedł, Wojtek wciąż łamał głowę nad tym, co usłyszał.
— No to chodź, zaczynamy! — Jacek postawił na stoleń torbę z piwem.
— Czekaj… Na pewno to była Kasia? — uparcie dopytywał się Wojtek.
— Pewnie. Była taka rozpromieniona, z torbą… Prezent może? Coś jej kupiłeś?
— Nie — zachrypiał Wojtek.
W głowie wirowały mu myśli. „Czyżby miała kogoś?” — zadawał sobie pytanie. Postanowił zadzwonić do Kasi.
— Hej, skarbie. Gdzie u nas są te duże szklanki? Jacek przyszedł, a ja nie mogę znaleźć… — powiedział, udając wesołość.
— W szafce, po prawej — odparła Kasia. — My tu z Olgą przymierzamy jej zakupy. Wszystko w porządku.
Z telefonu dobiegł głos Olgi, potwierdzając słowa Kasi.
Wojtek odetchnął z ulgą. Pewnie Jacek się pomylił.
Kasia wróciła późnym wieczorem. Pachniała perfumami i czymś jeszcze — ledwo wyczuwalnym zapachem nowości.
— Jak było? — spytał Wojtek.
— Cudownie — uśmiechnęła się Kasia, całując go w policzek. — Przymierzałyśmy jej nowe rzeczy. Chciała iść jeszcze do klubu, ale bez ciebie nie poszłam.
Na duszy Wojtka zrobiło się lńżej. Postanowił nie dręczyć się już pustymi podejrzeniami.
Rano Wojtek, jak zwykle, przygotował śniadanie. Od pół roku nie miał pracy, szukał czegoś odpowiedniego — ale starał się wynagradzać Kasi drobnymi gestami. Podał jej śniadanie do łóżka, patrząc z dumką, jak się uśmiecha.
Lecz wtedy Kasia, dziękując mu, niespodziewanie dodała:
— Może jednak byś znalazł pracę?… Ile można siedzieć na mojej głowie?
Słowa zabolały. Wojtek chciał coś odpowiedzieć, ale w tej chwili jego wzrok padł na jej szyję — lśnił tam mały wisińrek w kształcie serca, którego wcześniej u niej nie było.
— Skąd ten naszyjnik? — ochrypł.
— Prezent — odparła lekko Kasia. — Kupiłam sobie z premii.
Ale wątpliwości już zapuściły korzenie w sercu Wojtka. Mimo zapewnień Kasi, w głowie tkwiła jedna myśl: „Ona ma kogoś”.
Tamten dzień spędził, gorączując na stronach z pracą. Musiał znaleźć coś natychmiast, za wszelką cenę.
Po kilku godzinach Wojtek siedział na rozmowie kwalifikacyjnej. A po dwóch dniach zaczynał nową posadę — w firmie produkującej okna. Pensja była przeciętna, ale stabilna.
— Od teraz wszystko się zmieni — obiecał sobie.
Tydzień później, wieczorem, postanowił zrobić Kasi niespodziankę — upiekł kurczaka w rękawie, nakrył do stołu.
Gdy Kasia wróciła, zdziwiona uniosła brwi:
— Świętujemy?
— Jutro pierwsza wypłata — powiedział dumnie Wojtek. — Czas na świętowanie.
Kasia uśmiechnęła się zmieszaniem. Gdzieś głęboko ukłuło ją poczucie winy. W końcu ten wisiorek był tylko jej małą sztuczką…
Następnego dnia zadzwoniła do matki:
— Mamo, udało się! Znalazł pracę! Dźwiga mnie na rękach. A ten naszyjnik… — roześmiała się. — Wystąpił tylko jeden naszyjnik, aby go otrzeźwić.
W tej chwili Kasia patrzyła na śpiącego po pracy Wojtka i rozumiała: czasem mała prowokacja to najlepszy sposób, by przypomnieć o prawdziwych uczystkaniach.



