Po tym, jak podrzucono mi niemowlę, moje życie legło w gruzach: nie byłam gotowa na taki zwrot wydarzeń
Gdy w naszym życiu pojawiło się adoptowane dziecko, wszystko się zmieniło – niestety, nie na lepsze.
Kamila i jej mąż Bartek wychowywali ośmioletnią córkę Zuzannę. Choć ich rodzina wydawała się kompletna, małżonkowie czuli, że mogą obdarzyć miłością jeszcze jedno dziecko. Postanowili adoptować chłopca z domu dziecka, mimo ostrzeżeń ze strony rodziny.
– Rodzice nie poparli naszego pomysłu – wspomina Kamila. – Mama mówiła: „Po co wam obce dziecko? Kto wie, jakie ma geny i choroby?”. Ale z Bartkiem byliśmy pewni swojej decyzji i nie słuchaliśmy innych.
Po długich formalnościach i papierach w ich domu zamieszkał pięcioletni Tomek. Chłopiec był cichy i nieśmiały, ale małżeństwo wierzyło, że otoczy go ciepłem i troską.
Od początku Kamila i Bartek postanowili nie mówić Tomkowi, że jest adoptowany. Mieli nadzieję, że z czasem zapomni o przeszłości i poczuje się pełnoprawnym członkiem rodziny.
Jednak po kilku miesiącach zaczęły dziać się niepokojące rzeczy. Pewnego dnia Kamila znalazła ulubioną lalkę Zuzanny pociętą nożyczkami.
– Byłam w szoku – opowiada kobieta. – Tomek stał obok i patrzył na mnie w milczeniu. Spytałam, dlaczego to zrobił, ale tylko wzruszył ramionami.
Kamila postanowiła skonsultować się z psychologiem dziecięcym. Specjalista wyjaśnił, że takie zachowanie może wynikać z traumy z domu dziecka, i zasugerował więcej cierpliwości i czułości.
Małżonkowie starali się stosować do rad, lecz sytuacja się pogarszała. W przedszkolu Tomek opowiadał wychowawcom, że rodzice go nie karmią i karzą. Wkrótce do domu Kamili i Bartka zawitali pracownicy opieki społecznej.
– To było upokarzające – wspomina Kamila. – Zawsze dawaliśmy dzieciom wszystko, co najlepsze, a tu oskarżają nas o znęcanie się.
Kontrola nie wykazała nieprawidłowości, ale osad pozostał. Bartek zaczął nalegać, by oddać Tomka z powrotem do domu dziecka.
– Nie mogę tak dalej żyć – mówił żonie. – On niszczy naszą rodzinę. Zuzia się go boi, a ja czuję się bezradny.
Kamila była rozdarta między miłością do męża a poczuciem odpowiedzialności za Tomka. Miała nadzieję, że z czasem wszystko się ułoży, lecz było tylko gorzej. Chłopiec stawał się agresywny, groził rodzicom i siostrze.
W końcu Bartek nie wytrzymał i złożył pozew o rozwód. Postawił ultimatum: albo Kamila zwróci Tomka do domu dziecka, albo się rozstaną.
– To była najtrudniejsza decyzja w moim życiu – przyznaje Kamila. – Kochałam męża, ale nie mogłam zdradzić Tomka.
Po rozwodzie Kamila została sama z dwójką dzieci. Starała się poświęcać uwagę i Zuzi, i Tomkowi, ale czuła, że nie daje rady. Stres i napięcie doprowadziły ją do załamania nerwowego.
– Zrozumiałam, że tak dalej być nie może – mówi. – Nie byłam w stanie zapewnić Tomkowi opieki, której potrzebował.
Z ciężkim sercem Kamila zdecydowała się oddać Tomka z powrotem do domu dziecka. To było bolesne dla wszystkich, ale wiedziała, że tak będzie lepiej.
– Mam nadzieję, że znajdzie rodzinę, która da mu to, czego ja nie potrafiłam – mówi Kamila ze łzami w oczach.
Teraz skupia się na wychowaniu Zuzi i odbudowie własnego spokoju ducha.



