Pierwsze wrażenie

Pierwsze wrażenie

– Mamo, poznaj, to Kinga – przedstawił z lekkim zawstydzeniem Bartek dziewczynę, z którą późnym wieczorem wrócił do domu.

– Dobry wieczór – odparła Elżbieta, niechętnie spoglądając na niespodziewaną gościę. – Świetny czas wybraliście na poznanie się! Do północy tylko pięć minut…

– A ja mówiłam Bartkowi, że już późno – szybko znalazła odpowiedź dziewczyna. – Ale czy on słucha? Uparty jak osioł!

„No proszę, jaka sprytna” – pomyślała Elżbieta. – „Siebie usprawiedliwiła, jego obwiniła. Nieprzyjemna osoba”.

– No, wchodźcie – zaprosiła matka i, nie mówiąc ani słowa więcej, udała się do sypialni.

Co innego jej pozostawało? Przecież nie wyrzuci jedynego syna z domu? W środku nocy! I to przez jakąś niewiadomo skąd wziętą dziewczynę! Chcą mieszkać razem? Niech. Matka po to właśnie istnieje, by chronić syna i otworzyć mu oczy. A ona, Elżbieta, zrobi to szybko. I Bartek odesłałby swoją wybrankę bez żalu! Nawet ucieszyłby się, że się jej pozbył!

Całą noc Elżbieta rozmyślała nad planem pozbycia się Kingi z mieszkania.

Nie była przeciwko temu, by Bartek się ożenił. Chłopak skończył już trzydzieści lat, najwyższy czas na założenie rodziny.

Ale nie z tą!

Po pierwsze, była znacznie młodsza. Znaczy – wiatr w głowie.

Co za żona z niej będzie? Matka? Gospodyni?

Po drugie, jej zachowanie mówiło samo za siebie: zjawiła się w obcym domu nocą, nawet nie przeprosiła! W dodatku oskarżyła o nie wiadomo co ukochanego syna…

I jeszcze została na noc!

Ciekawe, czy to u niej pierwszy raz, czy może norma?

Po trzecie. Po prostu nie spodobała się Elżbiecie!

Więc i Bartkowi się znudzi.

Po co więc tracić na nią czas?

Plan okazał się niepotrzebny.

Kinga sama dała Elżbiecie mnóstwo powodów, by wszystko ustawić na swoje miejsca.

Pierwszy dzwonek rozległ się już rano.

Kinga poszła pod prysznic i wyszła dopiero po godzinie.

Bartek przez ten czas nerwowo krążył po mieszkaniu.

Krążył i wściekał się.

– Synku, co się stało? – zapytała słodkim tonem Elżbieta. – Dziewczyna się stroi, chce ci się podobać…

– A ja muszę iść do pracy!

– To zapukaj, wytłumacz, że nie jest sama – zaproponowała matka.

– Niemiło – odpowiedział Bartek. – Pogadam z nią później. A ty, mamo, nie spóźnisz się?

– Ja? Nie. Już dawno się ogarnęłam. Upiekłam racuszki. Siadaj jeść.

– Nie umyłem się jeszcze!

– Nic się nie stanie, umyjesz się później. A teraz – nie marnuj czasu – zjedz porządnie. Czeka cię cały dzień pracy.

Bartek usiadł przy stole.

W tej chwili z łazienki, z ręcznikiem na głowie, wyszła Kinga.

Wyglądała uroczo!

– Wreszcie! – krzyknął Bartek i rzucił się do zaparowanego lustra…

Szybko się umył, ogolił, pochłonął najmniejszego racuszka i, wybiegając do pracy, rzucił na odchodne:

– Do wieczora! Mam nadzieję, że się dogadacie.

– Bartek! – zawołała Kinga. – Mieliśmy dziś jechać po moje rzeczy.

– Pojedziemy. Wieczorem. Nie nudź się! – dobiegło już z klatki schodowej.

Elżbieta wstała, wyszła do przedpokoju, zamknęła drzwi za synem, odwróciła się do Kingi i zapytała wprost:

– Nie wstyd ci?

– Nie – uśmiechnęła się dziewczyna. – Powinnam?

– Bartek przez ciebie spóźni się do pracy!

– Nie spóźni. Pewnie złapie taksówkę. Nie martw się, wszystko będzie dobrze.

– Tak czy inaczej, pamiętaj: nie jesteś tu sama. Jeśli chcesz stać pod prysznicem godzinę, wstawaj wcześnie. Dobrze jeszcze, że mam dziś wolne.

– Nie będę tak robić więcej – spokojnie odparła Kinga. – Przepraszam.

Elżbieta się trochę speszyła. Liczyła na awanturę. A tu…

– No dobra – burknęła niechętnie i skierowała się do łazienki.

Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to nowa tubka pasty do zębów. Otworzona, choć obok leżała stara, jeszcze nie do końca zużyta.

– Kinga, po co otworzyłaś nową pastę?

– Bardziej mi smakuje…

– Mam nadzieję, że przywieziesz swoją i własny szampon?!

– Oczywiście, Elżbieto Janówno…

– I ręczniki!

– Przywiozę…

Choć Elżbieta starała się wywołać kłótnię, Kinga nie dała jej najmniejszej szansy. We wszystkim się zgadzała, potakiwała, „zapamiętywała” swoje przyszłe obowiązki.

W końcu Elżbieta zmęczyła się wymyślaniem pretekstów i postanowiła działać wprost.

– Po co tu przyszłaś?

– Bartek i ja kochamy się…

– Oczywiście, że taki chłopak musi ci się podobać! Tylko nie rozumiem: co on w tobie widzi?

– Nie pytałam…

– A kim są twoi rodzice?

– Mama pracuje w fabryce. Jest szwaczką.

– A ojciec?

– Nigdy go nie poznałam.

– Jasne. Bez ojca. I jak zamierzasz być dobrą żoną dla mojego syna?

– Postaram się…

– Staraj się, nie staraj – nic z ciebie, dziewczyno, nie będzie. Mój syn cię nie kocha. Tylko mu się wydaje! Ja go znam! I nigdy się z tobą nie ożeni! Po co? Przecież i tak na wszystko się zgadzasz.

– On mnie kocha – głos Kingi zadrżał. – Jestem pewna.

– Na próżno. Myślisz, że jesteś jego pierwszą?

– Nie sądzę… Ale to nie ma znaczenia…

– Nie ma znaczenia? Za tydzień się z tobą znudzi! Nie jesteś mu równa! Intelekt! Słyszałaś o czymś takim?

– Słyszałam. Tylko że to tu nie pasuje.

– A to dlaczego?

– Mam wyższe wykształcenie.

– I co z tego? Słuchaj, dziewczyno, lepiej byś poszła do domu. Nie ma tu dla ciebie miejsca. Pół dnia ci to tłumaczę, a ty nic nie rozumiesz.

– Dobrze, pójdę. Ale co powiesz Bartkowi? Nie spodoba mu się to.

– To już nie twój problem! Wynoś się i nie wracaj. Nie jesteś tu mile widziana.

Elżbieta mówiła i sama dziwiła się własnej agresji. Nigdy wcześniej nikomu nie powiedziała nawet setnej części tego, coElżbieta słyszała, jak drzwi się otwierają, i nagle zrozumiała, że nie chciała tego aż tak bardzo.

Rate article
Fajna Tajna
Pierwsze wrażenie