Agnieszka patrzyła na teściową i myślała: „Co za pokorna służebnica trzeba być, by zdejmować mężowi buty. Nie dość, że się upił, że sam ich nie ściągnie, to jeszcze łapie go za palce u nóg, mamrocząc: »Chwała Bogu! Ciepłe stopy, nie zmarzły. A skarpety wełniane, gęste, sama dziergałam.«”
Zdumienie synowej nie miało granic. Teściowa poderwała męża z kanapy, wzięła go pod ramię, mocno przytulając, i powlokła do łóżka. Okryła go kołdrą jak dziecko, postawiła na stołku duży kubek kompotu i odeszła zadowolona napić się herbaty. Agnieszka aż chciała zażartować:
– A gdzież te krzyki, rzucanie butami, szturchańce?
Zamiast tego zobaczyła zadowoloną twarz teściowej i usłyszała, jak męża nie tyle chwaliła, co tłumaczyła:
– Dawno nie pił, widocznie spotkał kogoś ze starych kumpli. Niech trochę odpocznie, bo przecież tylko praca i praca. Pewnie, przesadził z ilością, wątroba nie najlepsza. Ale nic to, potem tydzień na dietę, poprawimy to, podleczymy.
Synowa, od roku zamężna z ich synem, zauważyła, że teściowa zawsze przed mężem się ugina. Nigdy nie podniesie głosu, wszystko wyjaśni, rozgryzie, choć finalnie zrobi po swojemu. Gdy teść zachorował, teściowa biegała na palcach.
Kiedyś odpowiedziała synowej, że siebie, gdy zachoruje, łatwo wyleczyć – ale męża… Tu oprócz choroby trzeba uleczyć jego kaprysy, niechęć do tabletek, złość na siebie, że zachorował akurat, gdy pracy po uszy.
Agnieszka obserwowała teściową i nabiła sobie niezłego wąsa. Na przykład gdy siadali do obiadu, a jej mąż głośno cmoknął, pałaszując gorący żurek, Agnieszka już przewracała oczami, przestawała jeść, kładła łyżkę i patrzyła. Mąż domyślał się o co chodzi i jadł, dławiąc się, bojąc westchnąć. Teściowa zaś mówiła:
– Nie śpiesz się, dziecko ci nie ucieknie, krowy nie trzeba doić.
Na głośne mlaskanie odpowiadała, że skoro tak smaczne, to niech się nie boi, że mu zabiorą. Teść, łapiąc aluzję, jadł spokojnie.
Raz przyszli do teścia kumple. Teściowa zaraz zakrzątnęła się, zastawiła stół zakąskami i spokojnie zajęła swoimi sprawami. Siedzieli, czasem przy piwie wyrywało się mocniejsze słowo, ale zachowywali się przyzwoicie. Dla Agnieszki zasiedzieli się za długo. Nie wytrzymała:
– Czy nie pora im się rozchodzić? Może już czas wiedzieć, gdzie jest drzwi?
Teściowa odparła:
– To oni zdecydują. Drzwi otwiera się, gdy goście przychodzą, a gdy wychodzą, nie na drzwi się pokazuje, lecz na stół, by wypili na drogę. Raz do roku się zebrali w domu, nie w garażu, nie pod płotem – niech posiedzą. Idź, zapytaj, czy czegoś nie brakuje.
Istotnie, wyszli weseli, spokojni, a teść, dumny z żony, przytulił i ucałował ją.
Gdy mąż Agnieszki spóźniał się z pracy, po jej minie widać było złość, niepokój. Teściowa uspokajała ją:
– Nie myśl źle. Zarabiać niełatwo – to nie tylko siła, ale i czas. Może szef zatrzymał. A jeśli myślisz to, co myślisz, to czas tu nic nie znaczy – może i na czas wracać, i być obcym.
I rzeczywiście – mężowi zaproponowano nadgodziny. Wrócił do domu, a tam nie kwaśna żona, lecz czuła, troskliwa. Powiedział:
– A ja myślałem, że będzie awantura.
Agnieszka pomyślała, jak się zachowuje, skoro mąż, harując, by zarobić dodatkowe złotówki, boi się wracać.
Pewnego dnia teściowa wróciła zmęczona, ale zadowolona. Na pytanie synowej odpowiedziała:
– Pomagałam mężowi. Przenosiliśmy deski, chce przebudować kurnik.
Agnieszka skrzywiła się:
– Toż to nie kobiece zajęcie – dźwigać, nosić? Niech syn pomoże.
Teściowa, nie obrażając się, odparła:
– W gospodarstwie trzeba sobie pomagać. Razem każda robota się uda. Jak mówią: w dobrej rodzinie cztery ręce, cztery nogi i jeden język, a w złej – dwa języki. Wybierając deski, wiele wspomnień wróciło. Czasy były ciężkie, po wojnie – byle przeżyć. Ale trzymaliśmy się razem, cenili rodzinę. Mężowie rozumieli, że nam ciężko, ale co mogli zrobić, gdy wszystko zniszczone? Jan zawsze brał ciężary na siebie, a ja starałam się pomóc. Przy każdej pracy żona powinna być blisko! Mąż wie, że główny ciężar na nim, ale miło mu, gdy żona docenia trud i chce pomóc. Wspominaliśmy młodość i cieszymy się, że wy macie lżejsze życie. Ale miłość w rodzinie zawsze jest potrzebna.
Gdy teść wrócił, żałował, że żona się zmęczyła, ale widać było, że wspólna praca dała im radość.
Agnieszka zamyśliła się i przyznała, że teściowa postępuje mądrze. Ona sama często marudzi, nie umie przemilczeć. A można przecież być wyrozumiałą, nie pokazywać dumy.
Na święta teściowa szykowała wiele mięsnych dań, zwłaszcza te, które mężczyźni lubili. Mówiła:
– Agnieszka, choćbyś się- Choćbyś się gniewała, obiad dla męża zawsze gotuj – głodny mężczyzna to dziki zwierz, a najpierw trzeba nakarmić, a potem można prawdy nauczyć.



