Na dobre i na złe

– Tomek, spójrz, jaką sukienkę kupiłam! Podoba ci się?

Tomasz uniósł wzrok i uśmiechnął się.

– No dalej, pokręć się! Piękna. Absolutnie ci w niej do twarzy – powiedział czule.
– Też tak myślałam… Przeszłam cały sklep, już miałam wychodzić z niczym! A w ostatniej chwili zobaczyłam właśnie tę. Zakochałam się! Włożę ją na urodziny Marysi w lecie.

– Nie, nie zakładaj jej – zmienił nagle ton, patrząc poważnie.
– Dlaczego? – zmartwiła się Iga.
– Bo będziesz piękniejsza od solenizantki. A to nie wypada.
Iga wybuchnęła śmiechem, a Tomek pomyślał, jak pięknie się śmieje.
– Ach, ty!

Podbiegła do lustra, jeszcze raz podziwiając zakup. Błękitna sukienka naprawdę jej pasowała – podkreślała błękit jej szarych oczu.
Tomasz też na nią patrzył, ale w piersi ściskało go coś ciężkiego. Wciąż jej nie powiedział… Nie wiedział, jak to zrobić. Miał nadzieję, że sytuacja się poprawi…

– A kiedy mieliśmy jechać na wakacje? – spytała Iga, obserwując go w lustrze.
– We wrześniu… – odparł ochrypłym głosem.
– We wrześniu… Trzeba będzie wcześniej kupić kostiumy. Mam tylko dwa, to za mało.
Tomasz przymknął oczy. Nie mógł dłużej kłamać. Chciał ją chronić, ale rozumiał, że to bez sensu. Musi wyznać prawdę.
– Igo, usiądź proszę – powiedział stanowczo.

Obróciła się, wciąż uśmiechnięta, ale widząc jego minę, zgasła.
– Co się stało, Tomek? – spytała przestraszona, siadając obok.
– Mam złe wieści…

– Boże… Nie męcz, co się dzieje? Wszyscy żyją? Mama zdrowa?
– Wszyscy zdrowi! – uspokoił ją. A potem, biorąc ją za ręce, dodał: – Moja firma zbankrutowała.
Iga patrzyła na niego, próbując zrozumieć te słowa.

Pobrali się pięć lat temu. Tomasz był od niej dziesięć lat starszy, ale wtedy zakochała się w nim bez pamięci. Wiek nie miał znaczenia. Wtedy jego interesy właśnie szły w górę, i nikt nie mógłby powiedzieć, że wiązała z nim przyszłość dla pieniędzy. Każdy, kto ich znał, widział, jak bardzo się kochają.
Mówią, że niektóre małżeństwa są pisane w niebie. To był ich przypadek. Byli jak dwie połowy jednej całości. W ich życiu nie było brudu. Nie było kłamstw ani zdrady.

Po ślubie interes Tomka rozkwitł. Zaczął dobrze zarabiać, szybko zamienili malutkie dwupokojowe mieszkanko na duży dom. Kupili auta, często latali na wakacje. Ich i tak spokojne życie stało się jeszcze lepsze.
Tomek uważał, że mężczyzna biorąc ślub, bierze na siebie obowiązek utrzymania rodziny. Żona może pracować, ale jej zarobki nie powinny być głównym źródłem dochodu. Nawet nie wiedział, ile Iga zarabiała. Zwykle wydawała to na siebie: salony piękności, zakupy, drobiazgi. Czasem robiła zakupy spożywcze, płaciła rachunki, ale to było jej wyborem. Główny ciężar spoczywał na nim. Tak było dla niego wygodniej.

A teraz musiał przyznać się do porażki. Do swojej słabości.
Przyszła mu nawet myśl, że jeśli po upadku firmy Iga zechce odejść – zrozumie ją. Bo nie spełnił swojej roli.
– Od dawna jest źle? – spytała cicho.
– Od kilku miesięcy. Myślałem, że się wykaraskam, ale nie. Dziś ogłoszono bankructwo. Przepraszam…

Tomasz opuścił głowę. Wstydził się spojrzeć jej w oczy.
– Dlaczego mi nie powiedziałeś? – zapytała z wyrzutem.
– Nie chciałem ci tym zawracać głowy. Myślałem, że sam ogarnę.
– Tomek! – oburzyła się. – Jesteśmy rodziną. W zdrowiu i w chorobie, pamiętasz? Naprawdę myślałeś, że będę cię kochać tylko w dobrych chwilach?
– Po prostu nie chciałem kłaść tego na twoje barki – westchnął.
– Dobrze już – uśmiechnęła się, klepiąc go po ramieniu. – Poradzimy sobie. Co zamierzasz robić?

– Nie wiem – odparł. – Trzeba policzyć, ile mamy oszczędności. Znajdę jakąś pracę. Może potem znów spróbuję założyć firmę…
– Dobrze – wstała z kanapy. – Sukienkę zwrócę.
– Nawet się nie waż! – poderwał się. – Świetnie w niej wyglądasz i ci się podoba.
– Nic się nie stało – uspokoiła go. – Mam pełną szafę sukienek, a na urodziny Marysi i tak nie wypada w niej iść, sam mówiłeś.
Tomek uśmiechnął się, czując ucisk w sercu.

– To koszt dwóch tygodni zakupów. Teraz to ważniejsze – dodała. – A jak sytuacja się poprawi, kupię sobie nową, jeszcze ładniejszą.
Wieczorem przeliczyli budżet. Jeśli zacisną pasa i uwzględnią zarobki Igi, spokojnie starczy na pół roku.
– W najgorszym razie sprzedamy jedno auto – powiedziała.
– Od jutra zacznę szukać pracy – zapewnił. – Jeśli nie znajdę niczego przyzwoitego, pójdę na magazyn, do kuriera, taksówkarza… Byle nie wisieć ci u szyi.
Iga milczała. Wyglądała, jakby coś liczyła w myślach.
– Tomek, mówiłeś, że chcesz zacząć nowy biznes…
– Tak, mam pomysły, ale boję się, że teraz nie stać mnie na start. I ryzykować kolejną porażkę.

– Dobrze, pomyślimy – odparła.
Połowy nocy nie spała. Wiedziała, że Tomek ma żyłkę przedsiębiorcy. Jeśli teraz się wystraszy, to do końca życia będzie jeździł taksówką. A to nie dla niego. On musi coś tworzyć, budować.
Nie chodziło nawet o pieniądze. Każdy powinien robić to, co daje mu satysfakcję.
Rano poprosiła, by opowiedział o pomyśle. Wysłuchała toIga z uśmiechem wyjęła z szafy kopertę z odłożonymi oszczędnościami i położyła ją przed mężem.

Rate article
Fajna Tajna
Na dobre i na złe