Jutro zaczyna się dziś

**Jutrzejszy dzień**

Weronika mieszkała z Marcinem pięć lat, lecz nigdy nie doczekała się propozycji małżeństwa. Była wzorową gospodynią, pedantką. Czułą i delikatną. Ostatnio jednak wyczuła chłód między nimi. A raczej – to on stał się zimny, często markotny i unikający rozmów. Po kolacji zamykał się przed telewizorem, wciągając kolejne seriale.

Na jej czułości machał rękę, tłumacząc się zmęczeniem i potrzebą samotności.

– Posłuchaj, Kasiu – zwierzała się siostrze – o co tu chodzi? Takie traktowanie ciągnie się już prawie dwa miesiące.

– A śpicie razem? – spytała Kasia.

– Rzadko. I nawet to nie poprawia relacji – westchnęła Weronika – Próbowałam już wszystkiego: pierogi, kolacje przy świecach… A on wciąż z kwaskową miną. Znudziłam mu się? Co myślisz?

– A ty jak sądzisz: ma inną? – rzuciła Kasia.

– Skąd mam wiedzieć? Po pracy wraca do domu. Ale to mi nie pomaga.

– Może spotyka się w dzień? W przerwie obiadowej albo romansuje w pracy. Cudza dusza to mrok – zamyśliła się Kasia – Czemu nie porozmawiasz z nim szczerze? W końcu nie jesteście małżeństwem. Może uważa, że ma prawo szukać nowej.

– Naprawdę? – łzy napłynęły do oczu Weroniki – Jak on może? Przecież nigdy go nie skrzywdziłam…

– No już, przestań. Jesteś piękna, zaradna. Jakby co, znajdziesz męża, póki młoda. Na twoim miejscu nie czekałabym, tylko wyjaśniła wszystko. Lepiej gorzka prawda niż niepewność.

Tego wieczoru Weronika po kolacji zwróciła się do Marcina:

– Jeśli jestem ci ciężarem, odejdź. Nie będę cię trzymać, choć wciąż cię kocham…

– Skąd te myśli? – zaczął, lecz urwał, widząc łzy spływające po jej policzkach.

– Brakowało mi tylko takich scen… – Marcin z nerwów zaczął pakować torbę. Weronika stała jak rażona gromem. Nie sądziła, że partner, choć nieoficjalny mąż, tak szybko ucieknie.

Wrzucał koszule i frotki do sportowej torby, po czym wyszedł, nie odwracając się.

– Marcin! – krzyknęła – I to wszystko? Ani słowa wyjaśnienia? Pięć lat…

– Co mam mówić? Wszystko już powiedziałaś. Tak, nie kochamy się…

– Ty mnie nie kochasz… – poprawiła. Lecz on zszedł już po schodach. Wybiegła za nim:

– Masz inną? Czemu mi nie powiedziałeś?!

– Nie, nikogo nie ma. Po prostu… jesteś moim wczorzym dniem. Rozumiesz? Ślepy zaułek. Koniec – odparł chłodno.

– Wczorajszy dzień? – Słowa sparaliżowały ją. Wpadła do mieszkania, dusząc się jak po policzku.

– Wczorajszy dzień… Jak znoszona sukienka. Pięć lat młodości… – Nie mogła ochłonąć. Rozmawiała, mając nadzieję, że to przejściowe, że może ma kłopoty w pracy… A tu – ślepy zaułek.

Weronika podupadła na zdrowiu. Lżej się jej zrobiło, gdy Kasia namówiła ją na remont.

– Z nowym wystrojem – w nowe życie! – śmiała się siostra, wieszając zasłony – Smutek to grzech. Cieszmy się, że żyjemy. Reszta to detal.

Czas mijał. Weronika awansowała w redakcji, jeździła na szkolenia do Poznania. Poznała Szymona – lokalnego poetę, publikującego w ich gazecie. Szczupły, w okularach i znoszonej marynarce, przychodził coraz częściej, by rozmawiać tylko z nią. W końcu zaprosił ją do kawiarni, by posłuchała nowych wierszy.

– Pani opinia wiele dla mnie znaczy – mówił nieśmiało – Jest pani świetną fachowczynią i… wspaniałą osobą.

– Skąd pan wie? – zaśmiała się.

– Widzę po oczach – uśmiechnął się – Zgadza się pani?

W kawiarni spędzili dwie godziny. Weronika odkryła wrażliwego poetę, łączącego liryzm z humorem.

– Dlaczego pan tak rzadko przynosi wiersze? – dziwiła się – Powinien pan wydać tomik.

– Dziękuję… – Szymon spuścił wzrok – Nie przychodzę tylko przez wiersze. Jesteś… czarującą kobietą. Czy mogę mieć nadzieję na spotkania?

Milczała. Od dawna czuła jego uczucie. Gdy go nie było, myślała o tym niezdarnym, dobrotliwym człowieku. Teraz chciała wtulić się w jego ramiona.

– Nie spieszmy się – szepnęła, gdy całował jej dłoń.

– Zrobię, jak zechcesz… Możemy przejść na „ty”?

– Możemy… Szymku.

Miesiąc później, w Dzień Kobiet, Weronika zaprosiła go na kolację. Nakrywała stół przy dźwiękach ABBY, gdy zadzwonił dzwonek. W progu stał Marcin z bukietem róż.

– Ty? – zdziwiła się – Nie spodziewałam się.

– Pozwolisz wejść? – wręczył kwiaty – Piękniejesz…

– Po co przyszedłeś? – spięła się. Nie czuła już dawnego bólu, tylko zdumienie.

– Żeby pogratulować. Nie jesteśmy przecież obcy – rozglądał się po mieszkaniu – Gości oczekujesz? Pachnie twoim pierogiem z kapustą…

– Gratulacje przyjęte – wypchnęła go do klatki – Czekam na kogoś. Jesteś pijany.

– Aha, więc nie jestem mile widziany. Kogoś lepszego znalazłaś? – syknął.

– Tak. Kocha mnie. To mój… jutrzejszy dzień – odcięła, zatrzaskując drzwi.

Na schodach Marcin minął szczupłego mężczyznę z mimozami. Szymon wszedł do mieszkania, witany radosnym okrzykiem.

„Więc taki ten jutrzejszy dzień… Nic specjalnego. Sam sobie winien, kura domowa” – pomyślał Marcin. Przez dwa lata zmieniał kochanki, żadnej nie kochając. Zaczął pić, by zachować „wolność”. „Nic straconego – myślał – Mam trzydzieści lat, kobiet jak mrówków…”

Weronika i Szymon wzięli ślub. Cała redakcja świętowała.

– Nieszczęście pomogło – szepnęła Kasia siostrze – Gdyby nie on, nie poznałabyś Szymona. A on tak cię kocha!

Rok później urodził się im syn. Szymon chodził jak w transie. Jego wiersze stały się pełne słońca i miłości…

Rate article
Fajna Tajna
Jutro zaczyna się dziś