Maria miała wrażenie, że żyje marzeniem — robiła na drutach pierwsze buciki, kupowała pajacyki, a w internecie szukała informacji, jakie zabawki są niezbędne dla noworodków. Tymczasem Anna i Krzysztof wcale nie zamierzali zmieniać swojego stylu życia – ciągle były podróże, spotkania, wystawy, nowe projekty. Anna powtarzała: „Nie jestem chora, tylko w ciąży”.
Problemy zaczęły się w siódmym miesiącu, gdy nie pozwolono jej wsiąść na pokład samolotu lecącego do Indii. Anna była rozczarowana, ale nie mężem, który poleciał sam, tylko linią lotniczą. „Co za koszmarny serwis”, narzekała.
Rodził się chłopiec, któremu dano na imię Jędrzej. Jasny i niebieskooki — prawdziwy aniołek. Maria płakała ze szczęścia, ale radość nie trwała długo. Natalia jeszcze w szpitalu powiedziała: „Nie będę karmić piersią. Niech się do mnie nie przyzwyczaja. Chcę żyć swoim życiem”. Była już umówiona z agencją na znalezienie niani. Maria spojrzała na nią jednak w taki sposób, że Anna zamilkła. „Niania — po moim trupie”, powiedziała stanowczo Maria. I tak się zaczęło.
Od trzeciego miesiąca Jędrzej stał się częścią codziennego życia babci. Codziennie jeździła do mieszkania Anny i Krzysztofa jak do pracy: rano tam, a wieczorem do domu. Zmieniała pieluchy, karmiła, kąpała, usypiała. Wszystko dla wnuka. Kiedyś Krzysztof zadzwonił: znajomi sprzedawali dom w Tajlandii za niską cenę. Okazja. Polecieli z Anną, zostawili dziecko z babcią „na tydzień”.
Tydzień minął. Potem miesiąc. Potem dwa. Anna nie wróciła. Pojawiła się dopiero po prawie roku, gdy Jędrzej skończył rok. Spędziła z nim dwa dni i znowu zniknęła – „załatwić sprawy”. Na pożegnanie pocałowała syna w czubek głowy i przekazała babci pieniądze. „Wrócimy, gdy skończy pięć lat. Zatrudnij nianię, nie męcz się.”
Ale Maria odmówiła. Nie widziała wnuka jako „tymczasowego obciążenia”. Stał się jej sensem życia. Wstawała z nim, kładła się obok niego, szeptała bajki, uczyła pierwszych słów. Tak, było jej ciężko. Tak, wiek dawał się we znaki. Ale serce nie starzeje się.
Teraz codziennie towarzyszy mu — na placu zabaw, na spacerze, u lekarza. Tymczasem Anna przysyła zdjęcia z plaży, surfingu, koktajli, „nowych horyzontów” życia. Jednak w tych horyzontach nie ma Jędrzeja. Ale babcia jest pewna: pewnego dnia zrozumie, kto naprawdę był obok niego. I choć rodzice są daleko, on ma osobę, która nigdy go nie opuści.
Bo wnuków nie podarowuje się na jubileusz. One się rodzi, by je kochać.



