Spotkanie o Zmierzchu

### Wieczór Spotkań

Ania była najmniej wyróżniającą się dziewczyną w klasie. Przynajmniej tak sama o sobie myślała. Niska, szczupła, jeszcze z rudymi włosami… Ania miała kompleksy związane ze swoim wyglądem, patrząc z zazdrością na blondowłose i niebieskookie koleżanki z klasy.

— Córeczko, jeszcze rozkwitniesz jak pączek róży — pocieszała ją mama — ja też późno zaczęłam wyglądać jak panna. Dopiero mając szesnaście lat. Więc nie spiesz się, jeszcze będziesz łamać chłopięce serca. A teraz masz dopiero trzynaście lat.

— Mamo, wcale mi się nie spieszy — spuszczała rzęsy Ania, ale jej zielone oczy ją zdradzały. Ania ze smutkiem patrzyła na swoje odbicie w lustrze i wzdychała.

Od dawna podobał jej się chłopak z równoległej klasy — Tomek. Wysportowany, wysoki, wesoły. Jego odwaga w zabawach bardziej przypominała brawurę. Patrząc na grę chłopaków w koszykówkę na WF-ie, Ania śledziła Tomka wzrokiem. Swoją pasją i energią motywował całą drużynę, a ich zespół niezmiennie wygrywał.

Gdyby Tomek nie był taki przystojny, i tak podobałby się Ani, ale jego wyrazisty wygląd nie dawał dziewczynie szans na przyjaźń z takim liderem.

Do tego wokół Tomka krążyły koleżanki i koledzy — nie było jak się przebić. Nigdy nie był sam. Zawsze w tłumie chłopców i dziewcząt. Nawet rzadkie spotkania na korytarzu podczas przerw były dla Ani radością. A tu znowu zawodziła ją jej niepewność. Gdy tylko mijała Tomka, z trudem na niego spojrzawszy, od razu odwracała wzrok…

Nikomu Ania nie mówiła o swojej dziecięcej sympatii, ale wydawało jej się, że cały świat widzi i zna jej tajemnicę, i czerwieniła się na samą myśl, że będą się z niej śmiać koledzy lub, co gorsza, sam Tomek…

Postanowiła więc za wszelką cenę zapomnieć przystojniaka, postarać się nie zwracać na niego uwagi i w ogóle o nim nie myśleć. Początkowo szło jej to słabo, ale wysiłek woli zrobił swoje. Ania się uspokoiła i stało jej się lżej. Nawet zaczęła być z siebie wewnętrznie dumna.

— Najważniejsze to nie spotykać się z nim twarzą w twarz — szeptała do siebie Ania. A gdy tylko zobaczyła obiekt swego uwielbienia w szkole, zaraz skręcała w inną stronę lub starała się szybko przejść, chowając się za plecami innych.

Minęły dwa lata. Ania dobrze się uczyła, urosła, przestała się tak wstydzić samej siebie, bo prognozy matki się spełniły: z dziewczyny Ania przemieniła się w delikatną, smukłą pannę, dosłownie przez jedno lato.

Po ósmej klasie Ania poszła do technikum. O losach Tomka i innych dowiadywała się z rzadkich spotkań z byłą wychowawczynią. Pani Marta mieszkała na tej samej ulicy co Ania.

Na spotkania szkolne Ania nie chodziła. Jakoś ich klasa nie była zbyt zgrana, a Ania nie miała szkolnych przyjaciół. Tylko raz, gdy jednak zebrali się na wieczór z powodu jubileuszu pani Marty, Ania zdecydowała się pójść, by złożyć ulubionej nauczycielce życzenia.

Minęło przecież trzydzieści lat od ukończenia szkoły przez ich klasę! Spotkanie było wzruszające, bo wielu nie widziało się od lat szkolnych. Przybyli uczniowie także z równoległej klasy.

Ania drgnęła, widząc Tomka. Wysoki, reprezentatywny mężczyzna, z siwizną, zadbaną bródką. Niewiele przypominał tamtego łobuza z dzieciństwa. I tylko oczy były te same — Tomkowe, wesołe, z iskrą.

W sali teatralnej było głośno. Po gratulacjach składanych pani Marcie, uczniowie stali grupkami, rozmawiając z sobą, wielu się obejmowało.

Jakże była zaskoczona Ania, gdy Tomek podszedł do niej z szerokim uśmiechem i przywitał się:

— A oto moja tajemna szkolna miłość… Ania.

On lekko się ukłonił i pocałował Anię w rękę. Jakby te dziesiątki lat nie minęły — Ania zarumieniła się.

— Miłość? Ja? — zaśmiała się, — a jakoś dopiero teraz się o tym dowiaduję?

Oboje się zaśmiali. Oczywiście, wszyscy od dawna mieli rodziny, dzieci się rodziły. U Tomka i Ani także.

Tomek i Ania stali na uboczu. Opowiadał jej o swojej pracy, rodzinie i synu.

— Ja też mam syna — odpowiedziała Ania, dokładnie jak marzyła. Westchnęła i spoglądając na Tomka, nagle zapytała:

— Ale powiedz mi: dlaczego? Dlaczego Ci się podobałam? Byłam przecież najcichszą i najskromniejszą… I jeszcze brzydką…

— Właśnie. Że nie chciałaś być ze mną jak wszyscy. I zawsze przechodziłaś obok z dumnie podniesioną głową… Nawet nie śmiałem pomyśleć, żeby do Ciebie podejść. Dumna. Ale bardzo mi się podobałaś. Chociaż teraz to już tylko słodkie wspomnienie młodości.

— A ty mi się podobałeś równie mocno, nie mogę Ci opowiedzieć wszystkiego… — nagle wyznała Ania, — ale trudno było się przebić przez tłum twojej obstawy… I nie mogłam podejść pierwsza. Ale to wszystko naprawdę tylko dziecięca fascynacja.

— Kto to wie… — pomyślał Tomek, — może coś nieumyślnie przegapiliśmy w życiu.

— Możliwe — zachichotała Ania, — Może spotkamy się następnym razem. W następnym życiu…

— Będę szukać Twoich zielonych oczu — szepnął Tomek z melancholijnym uśmiechem. Było widać, że jest zauroczony Anią. A ona rzeczywiście była piękna. Późny pączek — jak kiedyś powiedziała jej mama.

Nagle Anię ktoś zawołał.

— Mamo! Przyjechaliśmy z tatą po Ciebie, jak prosiłaś…

Do Ani i Tomka przedzierał się przez tłum młody człowiek.

— Poznaj, to mój syn… — powiedziała Ania. Uśmiechała się.

— Tomek — energicznie podał dłoń syn Ani.

— Tomasz — podał szeroką dłoń Tomek. Spojrzał na Anię, w jego spojrzeniu była ciekawość, czułość i zaskoczenie.

A Ania pomachała mu i skierowała się do wyjścia. Już na progu szkoły Tomek ją dogonił.

— Posłuchaj, Aniu… — spojrzał na nią z wilgotnymi oczami — dziękuję Ci…

— Za co? — zdziwiła się Ania.

— Za syna. Kolejny Tomek rośnie. Dzięki za wspomnienie…

Ania skinęła głową. Wsiadła do samochodu, siadając na tylnym siedzeniu.

Anin mąż zapytał:

— I jak było?

— Dobrze — odpowiedziała Ania, — wielu kolegów przyjechało. Przyjemnie było zobaczyć. I trochę smutno, oczywiście. Czas nas zmienia… Cieszę się za panią Martę. Heroiczna nauczycielka. Niech Bóg da jej zdrowie na kolejne pokolenia uczniów…

Rate article
Fajna Tajna
Spotkanie o Zmierzchu