Spotkanie klasowe
Ola była najbardziej niepozorną dziewczyną w klasie. Przynajmniej tak sama uważała. Niska, szczupła, a do tego z rudymi włosami… Ola miała kompleksy z powodu swojego wyglądu, z zazdrością patrząc na blondynki o niebieskich oczach, które były jej koleżankami z klasy.
– Córeczko, jeszcze rozkwitniesz jak pączek róży – pocieszała ją mama. – Ja też późno zaczęłam przypominać pannę. Dopiero około szesnastego roku życia. Więc nie spiesz się, jeszcze zdobędziesz serca chłopców. A teraz masz dopiero trzynaście lat.
– Mamo, ja wcale się nie śpieszę – odpowiadała Ola, opuszczając rzęsy, ale jej zielone oczy ją zdradzały. Ola ze smutkiem patrzyła w lustro i wzdychała.
Już od dawna podobał jej się chłopak z równoległej klasy – Piotrek. Sportowy, wysoki, wesoły. A jego odwaga w grach i pomysłach była bardziej podobna do brawury. Oglądając chłopaków grających w koszykówkę na WF-ie, Ola śledziła ruchy Piotrka. Jego zapał i energia zarażały wszystkich graczy i drużyna niezmiennie zwyciężała.
Nawet gdyby Piotrek nie był tak przystojny, Ola i tak czułaby do niego sympatię, ale jego wyrazista uroda nie dawała dziewczynie żadnych szans na przyjaźń z takim liderem.
W dodatku wokół Piotrka kręcili się znajomi – nie dało się przebić. Nigdy nie był sam. Zawsze wśród gromady chłopców i dziewcząt. Nawet sporadyczne spotkania na korytarzu podczas przerw były dla Oli radością. Ale znów zawodziła ją brak pewności siebie. Przechodząc obok Piotrka, ledwie na niego spojrzała i zaraz odwracała wzrok.
Nikomu Ola nie zdradzała swojej dziecięcej miłości, ale wydawało jej się, że cały świat widzi i zna jej tajemnicę, i rumieniła się tylko na myśl, że będą z niej drwić koledzy z klasy, albo co gorsza, sam Piotrek…
Dlatego dziewczyna postanowiła za wszelką cenę zapomnieć o Piotrku, starać się nie zwracać na niego uwagi i wcale o nim nie myśleć. Na początku nie wychodziło jej to najlepiej, ale silna wola zrobiła swoje. Ola się uspokoiła i poczuła się lżej. Zaczęła nawet być dumna z siebie.
– Najważniejsze, to nie spotykać się z nim zbyt blisko – mówiła sama do siebie. Kiedy tylko zauważyła obiekt swoich westchnień w szkole, zaraz skręcała w inną stronę lub starała się szybko przejść, chowając się za plecami innych uczniów.
Minęły dwa lata. Ola dobrze się uczyła, urosła i przestała się tak wstydzić swojego wyglądu, bo prognozy mamy się spełniły: z dziewczynki Ola przemieniła się w delikatną, zgrabną dziewczynę dosłownie przez jedno lato.
Po ósmej klasie Ola zaczęła uczęszczać do technikum. Losy Piotrka i innych uczniów poznawała dzięki rzadkim spotkaniom z byłą wychowawczynią. Pani Janina mieszkała na tej samej ulicy co Ola.
Na szkolne spotkania Ola nie chodziła. Jakoś ich klasa nie była zbyt zżyta, a Oli brakowało szkolnych przyjaciół. Tylko jeden raz, gdy zwołano spotkanie z okazji jubileuszu pani Janiny, Ola zdecydowała się pójść, by pogratulować ulubionej nauczycielce.
Minęło trzydzieści lat od ukończenia ich klasy! Spotkanie było wzruszające, ponieważ wielu nie widziało się od czasów szkolnych. Przybyli także uczniowie z równoległej klasy.
Ola zadrżała, widząc Piotrka. Wysoki, dostojny mężczyzna z siwiejącymi włosami i zadbaną brodą. Niewiele przypominał tego chłopaka rozrabiakę. Tylko oczy były te same – Piotrkowe, wesołe, z iskierkami.
W auli było gwarno. Po gratulacjach dla pani Janiny zgromadzeni rozmawiali ze sobą w grupach i wielu się przytulało.
Jakie było zdziwienie Oli, gdy Piotrek podszedł do niej z szerokim uśmiechem i przywitał się:
– A oto moja tajna szkolna miłość… Ola.
Lekko skłonił się i pocałował jej rękę. Jakby nie minęły dziesiątki lat – Ola zarumieniła się.
– Miłość? Ja? – wykrzyknęła z uśmiechem – Dlaczego dowiaduję się o tym tak późno?
Oboje wybuchli śmiechem. Oczywiście, wszyscy obecni mieli już swoje rodziny i dzieci, również Piotr i Ola.
Piotr i Ola stali z boku. Opowiadał jej o swojej pracy, rodzinie i synu.
– Ja też mam syna – przyznała Ola, jak kiedyś marzyła. Westchnęła i spojrzała na Piotra, po czym zapytała:
– Ale powiedz mi: dlaczego? Dlaczego podobałam ci się? Przecież byłam cichą i skromną dziewczyną… A do tego nieurodziwą…
– Właśnie dlatego. Bo nie chciałaś być z nami jak wszystkie inne. I zawsze przechodziłaś obok z podniesioną głową… Nawet nie pomyślałem, by do ciebie podejść. Duma. Ale bardzo mi się to podobało. Choć to już tylko słodkie wspomnienie młodości.
– A ty podobałeś mi się nie mniej, nawet ci tego nie potrafię opowiedzieć… – niespodziewanie wypaliła Ola, – ale nie mogłam się przedrzeć przez tłum twoich znajomych… I nie mogłabym podejść pierwsza. Ale to wszystko, naprawdę, tylko dziecinna sympatia.
– Kto wie… – z zamyśleniem odparł Piotr, – może niechcący coś przegapiliśmy w naszym życiu.
– Być może – zaśmiała się Ola, – Może spotkamy się ponownie. W kolejnym życiu…
– Będę szukał twoich zielonych oczu – szepnął Piotrek i smutno się uśmiechnął. Było widać, że Ola go urzekła. A ona była rzeczywiście piękną kobietą. Późny kwiat – jak mówiła kiedyś jej mama.
Nagle Ola usłyszała swoje imię.
– Mamo! Tata i ja przyjechaliśmy po ciebie, jak prosiłaś…
Do Oli i Piotra przedzierał się przez tłum młody mężczyzna.
– Poznaj, to mój syn… – powiedziała Ola. Uśmiechała się.
– Piotr – podał pewnie rękę syn Oli.
– Piotr Kowalski – podał szeroką dłoń Piotr. Spojrzał na Olę, w jego oczach było zdziwienie, czułość i zagubienie.
A Ola pomachała mu ręką i ruszyła w stronę wyjścia. Już na progu szkoły Piotr dogonił ją.
– Posłuchaj, Olu… – spojrzał na nią wilgotnymi oczami, – dziękuję ci…
– Za co? – zdziwiła się Ola.
– Za syna. Rośnie kolejny Piotrek. Dziękuję za te wspomnienia…
Ola skinęła głową. Zbliżyła się do samochodu i usiadła na tylnym siedzeniu.
Mąż Oli zapytał:
– No, jak minęło?
– Dobrze – odpowiedziała Ola, – wielu z nas przyjechało. Miło było zobaczyć i trochę smutno, oczywiście. Czas nas zmienia… Cieszę się za panią Janinę. Wspaniała nauczycielka. Niech Bóg da jej zdrowie na jeszcze wiele pokoleń uczniów…



