Postanowiliśmy z mężem przygarnąć psa ze schroniska. Mąż chciał kupić rasowego psa. Twierdził, że rasa to szlachetność, inteligencja, wierność.
Jednak ja bardzo nalegałam, aby pojechać ze mną do jednego ze schronisk, na co mąż niechętnie się zgodził. Przez całe nasze wspólne życie, a spędziliśmy razem wiele lat, Jan nigdy mi nie odmówił. Dlaczego pies, a nie dziecko? Jesteśmy osobami samotnymi i w podeszłym wieku. Oboje rozumiemy odpowiedzialność za istotę, którą się oswaja.
Dziecko trzeba wychować, wykształcić, to długoterminowy “projekt”, a z psem będziemy razem do końca. To będzie nasz wspólny z Jankiem “maluszek”. W schronisku ujrzeliśmy koszmarny widok. Napierający smród, nieustający szczek i skowyt rozdzierający duszę. Wszystkie psy, jak bezdomne dzieci, patrzyły na nas z nadzieją, wyciągając w naszym kierunku swoje niewidzialne ręce.
Szliśmy z mężem wzdłuż ciasnych boksów, a setki oczu śledziły każdy nasz krok. Boże, za co te zwierzęta tak cierpią?! Wydaje mi się, że gdyby nie było porzuconych zwierząt, to i dzieci bez opieki by nie było, a domy dziecka zniknęłyby z braku potrzeby.
Zwierzę, jak dziecko, wymaga cierpliwości, miłości, troski, a na dodatek mówi w “obcym” języku, który nie zawsze chcemy zrozumieć i często przekładamy, jak nam wygodnie.
Nagle Jan stanął jak wryty przed jednym z boksów. Tam leżał pies, obojętny na cały świat z gasnącym spojrzeniem. Nie zareagował na nasze nagłe pojawienie się. Wyglądał, jakby był głuchy i ślepy. “Dlaczego ten, a nie tamten rasowy?” – pośpieszył do nas “stróż schroniska”.
“Ten pies był wiele razy zdradzany i zwracany, wygląda, jakby chciał zakończyć swoje życie strajkiem głodowym” – opowiadała z goryczą wolontariuszka, przekazując historię tego smutnego stworzenia. Jan próbował nawiązać kontakt, lecz pies wzgardliwie odwrócił się; przestał wierzyć ludziom.
“Wiecie, to bardzo dobry pies, posłuszny, i choć kundelek, to wierny, w przeciwieństwie do ‘królów natury’,” – w głosie dziewczyny pojawiła się nadzieja, sunęła za nami, obserwując każdy gest. Wyciągnęłam rękę przez kraty, aby pogłaskać psa. Pies niespodziewanie spojrzał na mnie, dotknął nosem mojej dłoni. Nos był lekko wilgotny, a gorący oddech łaskotał skórę.
Roześmiałam się. Pies westchnął, podniósł się na łapach i zamerdał ogonem. “Cud!” – zawołała wolontariuszka, -“Jesteście pierwszymi, na których zareagował”. “Weterynarz przygotowywał go już do uśpienia” – wcisnął się kierownik schroniska, człowiek raczej dobry, lecz obojętny wobec swojej pracy.
Wolontariuszka gorączkowała się: “A wiecie, pies zdaje się wszystko rozumie, nocami cichutko skowycze, opłakuje swój los, a z oczu płyną mu łzy”. “Nigdy nie widzieliście płaczących psów, ale ja tak!” – z goryczą wypaliła i odwiodła wilgotne oczy.
Trzeba było widzieć wtedy Jana. Był tak podobny do tego psa, zranionego przez życie. Nigdy nie zapomnę jego oczu, tak psio błagalnych o łaskę. Obok oczy psiaka. Patrzyliśmy sobie długo w oczy. W głębi jego duszy szalała burza emocji, nie zapomniał o ludzkich zdradach, ale tak bardzo chciał mieć rodzinę! Nagle obudziła się w nim chęć życia!
Zawył, przeciągle i z żalem, jakby wyrzucając z siebie cały ból. Do naszego boksu zbiegli się wszyscy pracownicy schroniska. Wielu płakało, nie kryjąc łez. Jan klęczał przed psem, jakby błagał o przebaczenie za grzechy całego rodzaju ludzkiego.
“On nazywa się Wierny,” – powiedział jeden z pracowników, przekazując nam smycz. Odprowadzano nas całym schroniskiem. Ktoś bardzo pobożny ukradkiem nas przeżegnał. I ten krzyż na zawsze złączył naszą trójkę.
Mąż całkowicie zapomniał o zakupie rasowego psa. Zresztą, “kupić psa” brzmi dość dziwnie, czyż nie? Czy można kupić przyjaciela, a czy wierność i miłość da się sprzedać?
Pies szedł tuż obok nas, Jan puścił go ze smyczy, niech nacieszy się wolnością. A ten, jakby wiedział, że z nami jest do samego końca i że już nigdy nie zapłacze.



