Przedstawiam historię: Opiekunka do dziecka
Była w kapeluszu, a na rękach trzymała mopsa. Najważniejsze było to, że zarówno kobieta, jak i pies, widząc Andrzeja – jak mu się wydawało, uśmiechali się tym samym uśmiechem.
Zaskoczony, odpowiedział uśmiechem.
— Ile lat ma nasze dziecko? – zamiast powitania, zapytała kobieta.
— Co? – nie zrozumiał Andrzej.
— Kiedy rozmawialiśmy przez telefon, nie podał pan wieku syna.
— Ma trzy… prawie cztery…
— Doskonale… — kobieta postawiła psa na podłodze. — Gracja, leć się zaznajomić.
Gracja, zabawnie przetaczając się na swoich krótkich łapkach, ruszyła na zwiad po nowym mieszkaniu.
— A ona… wasza Gracja, nie gryzie? – zaniepokoił się Andrzej.
Jednak z pokoju syna rozległ się już pełen zachwytu okrzyk dziecka…
Zgodnie z umową, Andrzej wrócił o dziewiątej wieczorem.
Otwierając drzwi swojego mieszkania, zaskoczyła go cisza. Na palcach przeszedł do pokoju syna i przy słabym świetle ujrzał dziwny obraz – Janek spał, a u jego stóp leżała Gracja.
— Wrócił pan? – usłyszał szept za plecami.
Andrzej odwrócił się.
— Tak jak obiecałem. Oto… — wyszeptał, wręczając kobiecie banknoty. – Dziękuję… A dlaczego Janek śpi? Zazwyczaj nie zasypia przed dziesiątą.
— Ponieważ było mu bardzo wesoło – powiedziała kobieta z wyraźnym zmęczeniem. – Za pozwoleniem… — Podeszła do łóżka dziecięcego, wzięła Grację na rękę i przeniosła ją do przedpokoju.
— Może zamówię taksówkę? – zaproponował Andrzej. – Na mój koszt…
— Nie trzeba… Jeszcze z Gracją nie byłyśmy na spacerze przed snem…
— Nalegam! – stanowczo powiedział Andrzej. – Pogoda okropna. Dojedziecie do domu, tam pójdziecie na spacer.
Kobieta zgodziła się, podała adres, a on zadzwonił po taksówkę i słysząc kwotę, dopłacił kobiecie.
— Dziękuję… — skinęła opiekunka. – Poczekam na zewnątrz na samochód.
Kiedy odeszła, Andrzej przypomniał sobie, że zapomniał się z nią w pełni zaznajomić. Poszedł do łazienki i ze zdziwieniem zauważył, że na suszarce wiszą uprane przez opiekunkę dziecięce ubrania – cała góra rzeczy.
„Tego tylko brakowało! Na to się nie umawialiśmy!” – pomyślał z irytacją. Ale kiedy wszedł do kuchni, zezłościł się jeszcze bardziej. Na kuchence stał garnek z karteczką: „Śniadanie dla Janka!”
W jego głowie znów pojawiło się zdanie siostry, która planowała go ożenić, i postanowił, że do tej opiekunki nigdy więcej nie zadzwoni.
Następnego ranka Janek wskoczył do jego łóżka.
— Tato, a kiedy ciocia Magda przyjdzie? — krzyknął wesoło syn.
— Jaka ciocia Magda? — mruknął Andrzej niezadowolony. – Janek, daj mi pospać.
— No, ciocia Magda. Opiekunka. Która była wczoraj.
Sen szybko minął.
— Ona już nie przyjdzie! – powiedział stanowczo do syna. — Nigdy.
— Tato… – W oczach Janka pojawił się strach i Andrzej się przestraszył. – A Gracja? Też nie przyjdzie?
— Nie… — odpowiedział cicho Andrzej, potem przytulił syna. – Chcesz, żebym ci kupił psa? Dziś! Małego pieska!
Janek jakoś wyrwał się z objęć ojca i poszedł do swojego pokoju.
Jedli śniadanie w milczeniu. Syn patrzył nieobecnym wzrokiem.
— No, Janek, co jest?.. – mówił łagodnie Andrzej. – Co ci w tej Gracji? Żyliśmy bez niej i jeszcze będziemy. Kto jest ci bliższy, ja czy pies?
— Ty, — odpowiedział syn martwym głosem, wstał i odszedł do swojego pokoju.
Andrzej stracił apetyt. Cicho podszedł do zamkniętych drzwi syna i nasłuchiwał. Z pokoju dochodził cichy płacz dziecka.
Andrzej wrócił do kuchni, chwilę myślał, wziął telefon komórkowy i wybrał numer opiekunki.
Długo nikt nie odbierał, potem rozległ się cichy głos:
— Słucham…
— Z tej strony ojciec Janka, tego wczorajszego chłopca, — zaczął Andrzej, ale nagle w rozmowę wtrącił się męski pijany głos:
— Kto to dzwoni?! – I Andrzej usłyszał serię przekleństw.
— Co się tam dzieje?.. – zaniepokojony, zapytał. — Kto tam jest?
— Nic… — odpowiedziała opiekunka z trwogą… — Były mąż, nie może się uspokoić… Przepraszam… Oddzwonię…
— Ja ci oddzwonię!.. — krzyczał pijany głos.
Potem dało się słyszeć histeryczne szczekanie psa, kobiecy krzyk i żałosne skomlenie Gracji.
Połączenie zostało przerwane. Andrzej poczuł skurcz serca. W domu „damy z psem” działo się coś strasznego.
W myślach Andrzeja pojawił się adres opiekunki, na który zamówił wczoraj taksówkę. Numer mieszkania był nieznany, ale trzeba było coś zrobić…
Krzyknął do syna: „Na chwilę muszę wyjść”, po czym rzucił się do wyjścia. Po minucie już odpalał samochód, a po piętnastu minutach był pod właściwym domem.
— Babciu, — zwrócił się pospiesznie do napotkanej starszej pani. — W pani domu mieszka pani z psem. W kapeluszu. Które mieszkanie?
Po kilku minutach Andrzej był już na piątym piętrze, pod drzwiami, zza których nadal dobiegał pijacki męski krzyk.
Andrzej nacisnął dzwonek do drzwi i nie puszczał go, dopóki nie otworzyły się drzwi, za którymi pojawiła się męska sylwetka.
— Kim jesteś? — zapytał wulgarnie, i natychmiast upadł po mocnym ciosie…
Andrzej, opanowując swoją nienawiść, cierpliwie czekał, aż typ podniesie się z podłogi.
— Jeszcze raz tu przyjdziesz, to cię wyrzucę przez okno. A teraz — wyjazd. — Andrzej wskazał drzwi. — I postaraj się nie ruszyć…
Były mąż zniknął. Andrzej wszedł do mrocznego pokoju. Opiekunka siedziała w fotelu i cicho, podobnie jak Janek, płakała, przytulając do siebie psa.
Andrzej poczuł ukłucie w sercu.
— Cała? – zwrócił się do niej. Widząc jej niezrozumienie, doprecyzował: — Pytam, czy Gracja jest cała? Słyszałem, jak skomlała…
— Wszystko z nią dobrze, — skinęła opiekunka zmęczonym głosem. Potem wyszeptała: — Jak go nienawidzę…
— Więcej nie przyjdzie. Obiecuję.
— Przyjdzie… — powiedziała z rezygnacją. – Pan go nie zna…
— A pani nie zna mnie! – Uśmiechnął się, podszedł do niej, wziął drżącą Grację, pogłaskał ją niezgrabnie. – Jaka ona przyjemna w dotyku… Dlatego Janek ją uwielbia… Chodźmy, Magda…
— Co? – zapytała z niedowierzaniem. — Dokąd?
— Do Janka, gdzieżby indziej… Czeka na panią z Gracją. Bardzo.
— Żartuje pan?.. — Spojrzała na niego uważnie.
— Nie… Nie żartuję… — Odrzekł Andrzej, patrząc jej prosto w oczy. Sam nie wiedział, co się z nim dzieje, ale wiedział jedno — wszystko, co robi, jest właściwe.
— Nie może pani tu zostać. Poza tym… śniadania, które zrobiła pani Jankowi, jeść bez pani nie chce…
Andrzej, z Gracją na rękach, odwrócił się i poszedł do drzwi.
– Pospiesz się, Magda. A przy okazji, nazywam się Andrzej. Czekam na panią przy samochodzie.
— Dobrze… — skinęła nie wstając z miejsca. — Muszę tylko zebrać myśli… I dołączę…



