Nie licz cudzych pieniędzy
– Znowu przesadzasz z wydatkami!
Ania westchnęła. Od tego wykrzyknika zaczynała się prawie każda rozmowa z mężem w ostatnim czasie, gdy tylko pokazywała mu coś z nowych nabytków. Ostatnio Ania przestała w ogóle chwalić się przed Michałem czymkolwiek, czy to nowym swetrem, butami, czy torebką. Mąż oczywiście i tak dostrzegał nowości w jej garderobie. I się kłócili.
Choć obiektywnie Anię nie było za co ganić. Zarabiała na równi z mężem, a oboje wkładali równą część do domowego budżetu. Mimo wszystko Michał nie mógł powiedzieć, że utrzymuje żonę czy wydaje na wspólne potrzeby więcej niż ona. Jednak każda nowa rzecz kupiona przez Anię dla siebie wzbudzała w mężu ostatnio irytację.
Ania nie mogła zrozumieć, o co chodzi. Nie brakowało im pieniędzy – spłacali kredyt hipoteczny, mogli pozwolić sobie na dobry letni wypoczynek, a po wszystkich comiesięcznych wydatkach pozostawało im wystarczająco na drobne przyjemności jak nowe ubrania. Ale skądś u Michała pojawiła się ta niespodziewana skąpstwo. Ania długo zastanawiała się, co może być przyczyną. Z Michałem znali się wiele lat – spotkali się jeszcze na pierwszym roku studiów, sympatia przerodziła się w zauroczenie, a następnie w silne przywiązanie i wreszcie w miłość. Pobierali się zaraz po ukończeniu studiów. Już pięć lat byli w związku małżeńskim. Szczęśliwym – do niedawna.
Michał pracował w kancelarii prawnej, zajmował się prawem cywilnym i wróżono mu, że w przyszłości zostanie partnerem. Ania pracowała w dużym biurze nieruchomości jako księgowa. Grafik pracy obojga na razie nie pozwalał im myśleć o powiększeniu rodziny – choć oboje mieli już po dwadzieścia dziewięć lat. Rodzice obojga niejednokrotnie dawali do zrozumienia, że najwyższa pora pomyśleć o dzieciach.
– Anitko, nie ociągaj się – mówiła córce Helena, energiczna kobieta o sportowej sylwetce. – Późne narodziny to duże ryzyko, dziecko może być chore.
Sama Helena urodziła Anię w wieku trzydziestu trzech lat, o czym córka regularnie jej przypominała, podkreślając, że nie miała żadnych wad rozwojowych ani wrodzonych chorób. Na co Helena tylko rozkładała ręce:
– Miałam szczęście. Ale nie zwlekaj, mnie się udało, ale tobie może się nie udać! Przypadek to kapryśna sprawa.
W takich chwilach zazwyczaj przesądnie spluwała przez lewe ramię albo się żegnała. Ania wzdychała – w duchu. Bo nie było żadnej szansy przekonać mamę.
Rodzice Michała także nie ustępowali – oboje przekonywali syna, że przyszła pora, by pomyśleć o wnukach. Dwóch, a najlepiej – trzech.
– Macie wszystko – zaczynał ojciec Michała – mieszkanie, samochód, pracę. Pieniądze się znajdują. No to niech Ania zostanie w domu i niech rodzi! Kobiety przecież po to są.
– Oj, nie naciskaj – podchwytywała niby oburzona jego żona. – Kobiety są zdolne do wszystkiego! Ale Michałku, oczywiście, pospiesz się, bo chcemy się waszymi wnuczkami cieszyć.
Czas mijał. Ania i Michał powoli przywykali do tych rozmów, poddając się im jak nieuchronności. Ale rodzice oczywiście ani myśleli się uspokoić. Widząc, że proste namowy do niczego nie prowadzą i młodzi małżonkowie nadal nie spieszą się z potomkiem, przeszli do bardziej aktywnej taktyki.
Mama Ani, pełna energii, nagle zaczęła “chorować”. Porzuciła ulubione nordic walking i basen, a na każdej wizycie u córki nie przegapiła okazji, by opowiedzieć, jak ciężko jej było dotychczas robić nawet domowe prace. Mąż Heleny coraz częściej milczał, otwierając usta tylko wtedy, gdy żona zwracała się do niego o potwierdzenie jej słów. Wtedy krótko kiwał głową, patrząc w podłogę, i odwracał się, jakby rozmowa była mu nieprzyjemna.
Ania doskonale rozumiała, że to wszystko to kłamstwo i manipulacje. Nie było żadnych poważnych chorób poza nieco podwyższonym ciśnieniem. Helena była znana z wyjątkowo dobrego zdrowia. Od młodości była sportsmenką, brała udział w zawodach regionalnych, zdobywała nagrody. A nawet po ukończeniu sześćdziesiątki nie straciła formy. Ania nie pamiętała, by jej mama chorowała na cokolwiek poza zwykłym przeziębieniem, i to zwykle przebiegało lekko.
Tak więc ciągłe rozmowy o rzekomym złym samopoczuciu były kłamstwem. Ania doskonale widziała, że mama wygląda zdrowo, je z apetytem, wcina ulubione pierniki i sałatki warzywne. A gdy córka przyjeżdżała, zawsze na stole był mięsny pie, albo jakaś skomplikowana zupa – dania, które na pewno nie mogłaby przygotować poważnie chora i wyczerpana osoba.
Michał, słuchając skarg Ani na nieudolne próby manipulacji ze strony mamy, tylko się śmiał.
– Pewnie mówi, że zaraz umrze i nie zdąży wnuków poniańczyć, prawda? – Obejmuje żonę za ramię i całuje delikatnie w skroń. – Nie przejmuj się, Anitko. Po prostu chcą przyspieszyć sprawy. A my już wszystko ustaliliśmy, prawda?
Małżonkowie rzeczywiście mieli plan. Ania popracuje jeszcze rok – żeby zdobyć odpowiedni staż, który przyda jej się, gdy po urlopie macierzyńskim będzie chciała znaleźć pracę, nie ustępującą poprzedniej – i zrezygnuje z pracy. Zajmie się swoim zdrowiem, zrobi konieczne badania, na które teraz chronicznie brakowało jej czasu. Wówczas z mężem postarają się o dziecko. A może nawet o więcej.
Jednak na razie nie spieszyli się z ujawnianiem swoich planów rodzicom. Na pewno by zaczęli się zastanawiać, “czemu tak długo”, a Ania i Michał nie chcieli niepotrzebnie rozwijać sytuacji. Dlatego rozmowy o przyszłym potomstwie prowadzili wyłącznie we własnym gronie.
I wszystko szło jako tako normalnie, z wyjątkiem narzekań Heleny na temat rzekomo pogarszającego się zdrowia, aż do niedawna. Wszystko zaczęło się od tego, że Michał zaczął na pustym miejscu oskarżać żonę o nadmierne wydatki.
Ania przez jakiś czas nie mogła zrozumieć, o co chodzi. Potem usiadła i zaczęła przeglądać swoje wydatki w bankowej aplikacji na telefonie. Może rzeczywiście zaczęła na siebie wydawać więcej, ale sama tego nie dostrzegła? A Michał, jako oszczędny i gospodarny mąż, próbuje ją ostrzec?
Jednak analiza wydatków w aplikacji pokazała, że sytuacja pozostała na tym samym poziomie. Ania odłożyła smartfona i zadumała się. Więc faktycznie nie było powodów do wyrzutów. Może Michałowi coś nie idzie w pracy i martwi się, że rodzinie zacznie brakować pieniędzy?
Ania postanowiła porozmawiać o tym z mężem. W wolny dzień, gdy oboje, po zaparzeniu kawy, usiedli w salonie na kanapie, przedstawiła swoje podejrzenia.
Michał pokręcił głową, odstawiając filiżankę z niedopitą kawą.
– Nie, Aniu, w pracy wszystko w porządku. Naprawdę. Nie musisz się martwić o to, i tak nie ukrywałbym przed tobą takich rzeczy.
– To w czym rzecz? – zapytała Ania. – Patrz, przeanalizowałam swoje wydatki – nie są większe.
Wyjąła telefon i pokazała mu wykresy w aplikacji bankowej. Michał przewertował wykresy i zmarszczył brwi.
– W zeszłym miesiącu nawet wydałam mniej – dodała Ania, nie rozumiejąc, czemu mąż się chmurzy. – O co chodzi?
– To przez mamę – w końcu niechętnie przyznał Michał. – Truje mi, że trzeba oszczędzać, bo na dziecko nie starczy pieniędzy, trzeba odkładać, a wy wszystko wydajecie…
– Więc to przez nią? – powiedziała wolno Ania, zaczynając się domyślać, co – a raczej kto – stoi za Michałowymi pretensjami o wydatki. – Twoja mama już liczy moje pieniądze?
Mąż z winą kiwnął głową. Ania miała ochotę się zdenerwować, ale zamiast tego się roześmiała.
– Ale sprytna! – pokręciła głową. – Wiesz, twoja mama chce w ten sposób na nas wpłynąć? Najpierw mnie zmusić do oszczędzania, a potem przyjść z rozmową „macie oszczędności, dajcie już wnuki”.
– Wiem – niechętnie powiedział Michał. – Tylko jak ja jej to wytłumaczę?
– A wcale – Ania wzruszyła ramionami. Zamyśliła się nad swoją filiżanką z resztką kawy. – Michał, a może powiemy im o naszych planach? Tak, będą krzyczeć, że zwlekamy, ale przedstawimy im sytuację taką, jaka jest. O moim stażu i innych sprawach. Myślę, że zrozumieją. A nawet jeśli nie, gorzej i tak nie będzie.
– Tak, prawdopodobnie… – przeciągnął mąż.
– Jutro jest właśnie niedziela, zaprosimy ich na herbatę i w rodzinnym gronie wszystko omówimy. Dobrze? Upiekę coś. Twoi rodzice uwielbiają moje kruchez, mogę zrobić.
– Zróbmy tak – Michał objął żonę i, jak zwykle, pocałował ją w skroń. – Masz rację – lepiej otwarcie porozmawiać, niż planować za plecami.



