PRZYJAŹŃ Z ANIOŁEM
Anna była w doskonałym humorze. Trudny poród zakończył się pomyślnie. Tego dnia pomogła przyjść na świat nowemu mieszkańcowi planety. Anna pracowała jako położna w centrum perinatalnym. Po ciężkiej zmianie spieszyła do domu.
Ręce ciążyły od torby i siatki z zakupami. Mąż próbował nauczyć ją prowadzenia samochodu, żeby nie musiała polegać na autobusach, gdy go nie ma, a często wyjeżdżał służbowo. Dał jej kilka lekcji jazdy, ale nie była w stanie. Bała się… bała się okropnie.
Chodziło o to, że w dzieciństwie Anna cudem uniknęła potrącenia przez samochód. Do dziś pamięta ten nadciągający strach! Szczerze mówiąc, nawet na miejscu pasażera czuje się niekomfortowo, a sama za kierownicą? Nigdy!
Jutro ma wolne, a także kończy 40 lat. Zdecydowała się, wierząc w przesądy, nie obchodzić urodzin. Tylko w rodzinnym gronie, kiedy wszyscy zbiorą się w domu.
Do przystanku zostało tylko kawałeczek. Anna poczuła, że naprawdę jest zmęczona. Nagle poślizgnęła się (to zawsze dzieje się niespodziewanie), noga poszła w bok, a Anna razem z torbami wylądowała w zaspie! Pogratulowawszy sobie miękkiego lądowania, zastanawiała się, jak wstanie z elegancją.
– Dziewczyno, nie potłukłaś się? – Głos dobiegł zza prawego ramienia. – Nie możesz wstać? Podaj mi rękę!
A kto jej oferuje pomoc? Mężczyzna w jej wieku, o przyjaznej twarzy i ciepłym uśmiechu…
Pomógł Annie wydostać się z zaspy, otrzepać śnieg z ubrania. – Jak zawsze się spieszysz, – powiedział z dobrodusznym głosem, który wydawało się Anna już wcześniej słyszała… ale nie, wcześniej się nie spotkali. Podziękowała mu. Musi iść dalej.
– Jesteś bardzo zmęczona, Anno, – powiedział bez uśmiechu. Z troską, jakiej mógłby udzielić tylko ktoś bliski. – Nie możesz tak się przemęczać, – powtórzył nieznajomy cicho. – Odpocznę w weekend. Poza tym, jutro mam urodziny, – powiedziała Anna. Nieznajomy znów się uśmiechnął.
– Gratulacje! Chciałbym dać Ci prezent. Dziś przed snem powiedz: Niech jutro moje życie zmieni się na lepsze! I Twoje życie na pewno się zmieni. Ale nie zapomnij! – – Nie zapomnę, – uśmiechnęła się Anna.
Nieznajomy pożegnał się i zniknął za rogiem. Niedługo później podjechał autobus. Dom jak zawsze przywitał Anię w nieładzie. W korytarzu bałagan, w kuchennym zlewie stos brudnych naczyń. Piesek Felek skomlił przy swojej pustej misce, patrząc na gospodynię z wyrzutem.
Trzeba nakarmić Felka i wyjść z nim na spacer. Półzmarzniętego pieska Ania znalazła dwa lata temu na ulicy. Córka przyniosła go do domu i uprosiła matkę, by go zatrzymały, obiecując się nim zajmować. Zajmowała się… przez dwa tygodnie, potem odpowiedzialność przeszła na Annę.
Jak długo to trwało? W końcu skończyła wszystkie obowiązki domowe. Dobrze, że nikt nie marudził o nieprzygotowanym obiedzie. Mąż w delegacji w sąsiednim mieście. Córka u babci. Jutro wrócą. Mąż uprzedził, że nie da rady przyjechać. Trzeba przygotować jakieś świętne danie, a teraz można odpocząć w samotności.
Samotność to taki luksus, nikt nie zawraca głowy swoimi problemami, nie psuje nastroju. Można cieszyć się nią, posłuchać muzyki, poczytać książkę… ale tak naprawdę chciała zasnąć.
Gdy już zasypiała, przypomniała sobie radę nieznajomego i nie rozumiejąc, dlaczego szepnęła: – Niech jutro moje życie zmieni się na lepsze. –
Rano dzwonek do drzwi okazał się całkowitą niespodzianką. Na progu stał mąż. Najbardziej zadziwiające, że uśmiechał się jak polerowany grosz, a nie marszczył się jak zazwyczaj. – Witaj, moje słońce, – powiedział łagodnie mąż.
Anna była w szoku. Dawno nie słyszała takich słów. Kiedyś mocno przeżywała jego brak czułości, a potem się przyzwyczaiła. A teraz, kiedy już jest przyzwyczajona… No i proszę! Spokojny, w rękach duża torba.
– Wszystkiego najlepszego! Tak się stęskniłem, dogadałem się i wymknąłem do domu. Dokończą beze mnie, – i znów tym samym łagodnym tonem.
Anna cofnęła się z niedowierzaniem. Krzysztof wszedł, postawił torbę, objął ją, pocałował, szepcząc czułe słowa.
Gdzie zniknęło to narzekanie i niezadowolony wyraz twarzy? Anna była coraz bardziej zdziwiona. Zapomniane już uczucie szczęścia zalewało ją falą ciepła. Zadzwonił telefon.
– Wszystkiego najlepszego, mamo! Najmilsza, najukochańsza, najpiękniejsza! Przyjadę na obiad z babcią. Mamy dla ciebie wspaniały prezent, – zachwycała się córka.
Potem naczelny lekarz poinformował o możliwość wzięcia zaległego urlopu. Potem przyjaciółka, ciotka, kolega z klasy, wdzięczne pacjentki…
Do dobrego przyzwyczaja się szybko. Ania czuła, jakby tak było zawsze. Obfitość dobrego nie wydawała się dziwna. Wieczorem, po pożegnaniu gości, Ania wybrała się na spacer do pobliskiego parku z Felkiem.
Wczorajszy nieznajomy pojawił się całkowicie niespodziewanie, – Czy to był dobry dzień, Anno? Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! –
– Zaczekaj, skąd znasz moje imię? Nigdy się nie spotkaliśmy, jeśli mnie pamięć nie myli, – spytała Anna bezpośrednio.
– Znamy się 40 lat, Anno. To może być trudne do zrozumienia, ale spróbuj. Jestem z tobą od pierwszego dnia twojego życia. Jestem twoim aniołem stróżem.
Pamiętasz, kiedy miałaś 5 lat i wybiegłaś za piłką na ulicę? Wtedy nikt nie mógł zrozumieć, jak to się stało, że ciężarówka minęła? Nie było szans na uratowanie się. Nikt nie widział, jak przeniosłem cię na drugą stronę, ale to tajemnica między nami.
A kiedy ze studencką ekipą udałaś się nad rzekę, skręciłaś nogę (to moja robota) i zostałaś w akademiku. Tam była niebezpieczna wirówka i mogłaś w nią wpaść. A wczoraj, kto cię posadził w zaspie? Upadniesz minutę wcześniej, z pewnością złamałabyś nogę.
Wspieram cię stale, dyskretnie i niezauważalnie. Będę z tobą dalej, taka to służba. Ale… Ciężko mi z tobą. Kochasz męża, córkę, mamę, przyjaciół, pacjentki, a siebie? Nie kochasz siebie!
Nakładasz na siebie ogromny ciężar. Nie kochasz siebie i naiwnie oczekujesz miłości od innych, ale to tak nie działa! Jeśli nie kochasz siebie, nikt cię nie pokocha, będą tylko z ciebie korzystać!
Naruszyłem zasady, aby ci to uświadomić, musisz pokochać siebie! – – Naprawdę wiesz o mnie wszystko, ale anioły powinny mieć skrzydła, – powątpiewała Anna.
– A wy, ludzie, wszystko kwestionujecie. Zauważyłaś, że mam szeroki płaszcz? – Rozpiął go, obrócił bokiem i Anna zobaczyła jego złożone skrzydła.
– A teraz żegnaj! Muszę iść, – powiedział jej, po czym rozpłynął się w opadającym śniegu.
P.S. – Bajka, – powiecie, drodzy czytelnicy.
– Bajka, – odpowiem wam, ale w niej jest pewna myśl. Kochajcie siebie i bądźcie szczęśliwi! Życzę wam tego z całego serca!



