Spacerem do gwiazd

Przygotowując się do dnia, sanitariuszka wjechała do sali z wózkiem. Kiedy weszła, obudziła Zuzannę.

– Zuzanna, śniadanie. – powiedziała z uśmiechem.

– Nie chcę, dziękuję – odpowiedziała Zuzanna, odwracając głowę.

– Ach, proszę, musisz nabierać sił – serdecznie nalegała pielęgniarka. Wkrótce po niej do pokoju wszedł doktor Janusz.

– Jak się dzisiaj czujesz? Czujesz wiosnę? – zapytał z nadzieją.

– Nie bardzo – odpowiedziała Zuzanna, patrząc za okno z troską.

– Operacja zaplanowana jest na jutro – z poważnym tonem poinformował Janusz.

– Czy mam jakieś szanse? – zapytała, nie kryjąc niepokoju.

– Szanse rosną, choć na pełne wyleczenie nie możemy jeszcze liczyć – stwierdził doktor z ostrożnością.

– Czy będę mogła znowu chodzić? – zapytała z napięciem w głosie.

– Nie chcę dawać fałszywych nadziei – po krótkiej chwili dodał Janusz. – Ale musimy wykorzystać każdą możliwość.

Zuzanna odwróciła się ponownie do okna. Nie zauważyła, kiedy doktor Janusz wyszedł. Ptaki za oknem ćwierkały radośnie, zapowiadając wiosnę, choć ona tego nie słyszała.

Wypadek był straszny. Za kierownicą była jej przyjaciółka Ewa. W nieudanej próbie uniknięcia auta z naprzeciwka, gwałtownie skręciła, co doprowadziło do zderzenia. Zuzanna odzyskała przytomność dopiero w szpitalu. Jak się później dowiedziała, Ewa wyszła z wypadku z mniejszymi obrażeniami – złamanie ręki i wstrząśnienie mózgu. Ale Zuzanna miała połamane kilka żeber, otwarte złamanie nogi, a najgorsze, uszkodzony kręgosłup. Prognozy były niekorzystne, szanse na ponowne chodzenie były znikome. Dla niej jednak życie bez tańca było nie do przyjęcia. Taniec był dla niej wszystkim – celem, zarobkiem, inspiracją. Co teraz?

Kolejnym ciosem była reakcja Adama. Byli parą już dwa lata, niedawno się jej oświadczył. Kiedy ją odwiedził, zrozumiała bez słów, że do ślubu nie dojdzie. Kiedy poinformowała go o prognozach lekarzy, długo wpatrywał się w podłogę, a potem niepewnie powiedział:

– Powinnaś myśleć pozytywnie. Wszystko się ułoży.

Przez następne dni nie przyszedł. Po kilku dniach przysłał krótką wiadomość: „Przepraszam. Nie dam rady.” W środku rozpadła się ostatnia nić nadziei. Zuzanna leżała, patrząc pustym wzrokiem na biały sufit, marząc o końcu wszystkiego.

Matka, głaszcząc ją po ręce, próbowała pocieszać, mówiąc, że nic nie jest stracone, że będą walczyć razem. Ale Zuzanna widziała łzy w matczynych oczach, które pojawiały się, gdy tylko wychodziła z sali. Doktor Janusz również powtarzał, że trzeba walczyć.

– Po co? – zapytała kiedyś Zuzanna.

– Żeby być szczęśliwą – odpowiedział Janusz.

– Już nigdy nie będę szczęśliwa – mówiła Zuzanna. Janusz spojrzał na nią poważnie:

– Będziesz. To bardziej zależy od ciebie niż od innych. Spotkałem ludzi, którzy pokonali, wydawałoby się, nie do pokonania, zostawiając swoje choroby w szpitalach, bo chcieli żyć, cieszyć się życiem.

Zuzanna milczała. Nie chciała tak żyć. Nie widziała w tym szczęścia.

– Nie śpisz? – Janusz delikatnie otworzył drzwi, wpuszczając nieco światła do ciemnego pokoju.

– Nie śpię – odpowiedziała, nie zauważając, że przeszedł na “ty”.

– Martwisz się? – zapytał, siadając obok.

– Nie – wzruszyła ramionami Zuzanna.

– Wyobraź sobie, że wypadku nie było, minęło dziesięć lat. Jak wyglądałoby twoje życie? – zapytał Janusz, patrząc w okno.

– Nie wiem. Może nadal występowałabym. A może już nie, tylko córkę na zajęcia prowadziłabym. – Zuzanna lekko się uśmiechnęła. – Zostawił mnie. Od razu, gdy tylko się dowiedział.

– Myślisz, że naprawdę cię kochał? – zapytał Janusz z powagą.

– Nie wiem. – Zuzanna wzruszyła ramionami. – Może tylko obiecywał złote góry, a w rzeczywistości…

Janusz zrozumiał i odpowiedział:

– Śpij, Zuzanno. Dla ciebie też spadną kiedyś gwiazdy z nieba.

Następnego dnia, po operacji, Janusz przyszedł z garścią konfetti w kształcie gwiazdek. Obiecał, że ciężką pracą dotrze do prawdziwych gwiazd.

Rehabilitacja była długa i wyczerpująca, ale dzięki Januszowi, który często ją odwiedzał, Zuzanna zaczęła wierzyć, że to wszystko nie idzie na marne.

– Jak poszło dziś? – zapytał, przychodząc po codziennych ćwiczeniach, które miały pobudzić jej nogi do życia.

– Bez zmian – odpowiedziała Zuzanna z rezygnacją.

– Bez zmian? – Janusz uśmiechnął się, wręczając jej gałązkę kwitnącej bzu. Zuzanna wciągnęła jego zapach i zaczęła szukać pięciolistnego kwiatku.

– I nie ma. – Zuzanna wydęła usta.

– A tutaj? – Janusz podał jej małe pudełeczko. Wewnątrz migotał mały kamień na pierścionku.

– Wyjdziesz za mnie? – zapytał Janusz. Zuzanna milczała, ale nagle poczuła coś niesamowitego.

– Uszedłeś mi na nogę… – powiedziała cicho. – Czuję ją!

Janusz wstał i zaczął się śmiać razem z nią. Zuzanna płakała i śmiała się jednocześnie.

– Co się stało? Boli? – zatroskał się Janusz.

– Nie, nie boli. Po prostu nie wiedziałam, że mogę być taka szczęśliwa – mówiła, uśmiechając się przez łzy.

***

– Mamo, widziałaś? Udało mi się! – Krzyknęła Hania, biegnąc do ławki, na której siedziała Zuzanna.

– Oczywiście, że widziałam. Nawet dla taty wszystko nagrałam. Jesteś niesamowita – Zuzanna objęła córkę.

– Pani Olga powiedziała, że tańczę w centralnej części. Czy to znaczy, że jestem najlepsza? – Pochwaliła się Hania.

– Tak – szepnęła Zuzanna, zdradzając jej tajemnicę. – Ale tsss, bo jeszcze się zarozumiesz.

Czas upłynął, ale Zuzanna nigdy nie zapomniała, co znaczy wierzyć w lepsze jutro i marzyć, niezależnie od przeszkód. Janusz pomógł jej zobaczyć, że do gwiazd naprawdę można sięgnąć ręką, jeśli tylko się tego zapragnie.

Rate article
Fajna Tajna
Spacerem do gwiazd