Zdrajcy

**Zdrajcy**

Krzyki siostry Anna usłyszała, jeszcze zanim zbliżyła się do drzwi mieszkania. Bez udziału woli się przysłuchała.

Siostra Irena krzyczała coś o niej i z jakiegoś powodu o Igorze, jej mężu.

Anna otworzyła drzwi. Usłyszała:

— A w ogóle, jestem w ciąży z Igorem, mamo! Ania… niech się przeprowadzi do starej kawalerki babci. Mąż i tak jej nie kocha, więc niech zamieszka sama.

Ania wbiegła do kuchni, skąd dochodziła kłótnia, i zastygła na widok zaskoczonych twarzy.

Trzy pary oczu wpatrywały się w nią: matki, siostry i męża.

Na stole stał bukiet kwiatów, butelka szampana i pudełko czekoladek.

Kiedy Ania i Igor się poznali, kończyło się lato.

Już po kilku miesiącach, gdy nadeszła złota jesień, pobrali się.

Igor miał swoje mieszkanie, do którego się przenieśli po ślubie.

Wspólne życie wydawało się rajem. Miesiąc miodowy za granicą, praca i dobre zarobki, udany dom, każdy miał własny samochód.

Jednak ani rok, ani dwa, ani trzy – Ania nie mogła zajść w ciążę.

Oczywiście nie wypominali jej tego. Tylko teściowa stała się do niej chłodniejsza, a mąż częściej zostawał dłużej w pracy.

Liczne próby zajścia w ciążę nie przyniosły rezultatów.

Ania zrozumiała, że jedyną szansą na zostanie matką dla niej było in vitro. Mąż się zgodził.

Rozpoczęły się przygotowania. Po kolejnej wizycie u lekarza Ania zastała w kuchni teściową z siostrą.

Nie było skandalu. A młoda kobieta nie lubiła podnosić głosu. Zachowała się inaczej.

Wyjechała. Po prostu spakowała się i wyjechała – do babci na wieś. Do tej samej babci, do której chciała ją wysłać siostra.

Przed wyjazdem musiała przeprowadzić ciężką rozmowę z mężem.

Siostra Ani, Irena, próbowała uczestniczyć w ich rozmowie, ale matka ją powstrzymała. Widocznie znalazła sposób na młodszą córkę:

– Siedź, – przywołała do porządku matka Irenę, – przynajmniej teraz się nie wtrącaj! I tak już narobiłaś kłopotów, cudzą rodzinę zniszczyłaś.

Na małej kuchence mama Anny rozmawiała z mężem jeden na jeden. Rozmowa była krótka.

Najpierw Igor próbował prosić o wybaczenie. Potem przysięgał na miłość, że wszystko stało się przez pomyłkę, potem tłumaczył się, że jest niewinny, bo bardzo chciał dziecko.

A ona, Ania, jakoś nie mogła zajść w ciążę – i tu pojawiła się jej młodsza siostra.

W zasadzie próby usprawiedliwienia brzmiały jak stary, klasyczny scenariusz.

Tylko że Ania w nie nie uwierzyła.

– Dlaczego milczysz? – w końcu nie wytrzymał mąż, właściwie już były. – Zdradziłem cię pod twoim nosem z twoją własną siostrą, zrobiłem jej dziecko, a ciebie to nie obchodzi!

– A co mogę powiedzieć, – westchnęła i gorzko się uśmiechnęła, chociaż w środku wszystko się gotowało, – już za nas oboje się wypowiedziałeś.

Widocznie będziemy się rozwodzić. W końcu dziecko nie jest winne.

Tylko jedno sprawdź, – zwróciła się do męża przed wyjściem, – czyje to dziecko?

Może przez te trzy lata nie udało nam się mieć dziecka nie z mojego powodu.

– Co? – wybuchnął Igor, – jestem normalnym, zdrowym mężczyzną, zorientowanym na rodzinę. Chcę dzieci! Po co mi ty, wadliwa?

Irena jest całkowicie zdrowa, zaszła w ciążę za trzecim razem. I teraz nie będzie trzeba wydawać pieniędzy, wkrótce urodzi mi dziecko.

– Tak to jest… – uśmiechnęła się Ania, – za trzecim razem, mówisz. I długo za moimi plecami romansowałeś z moją siostrą?

– A jakie to ma znaczenie? Wkrótce się rozwiedziemy, to nie powinno cię już obchodzić!

Anna wyszła.

Były mąż stał zszokowany w środku kuchni: ostatnie słowa żony wyraźnie wybiły go z równowagi.

Może to prawda?..

Nie, potrząsnął głową, dziecko na pewno jest jego!

I wtedy przypomniał sobie, że nigdy nie przeszedł badań medycznych: tylko Ania biegała po lekarzach z ich problemem.

***

Za oknem drzewa w kolorowych żółto-czerwonych koronach szumiały na wietrze. Znowu była jesień – piękna, jak wtedy, gdy Anna i Igor pobrali się, i pojechali w podróż ślubną.

Tylko teraz jechała sama, bez niego. I nie na miesiąc miodowy, tylko do odległej południowej wsi do babci, tysiąc kilometrów stąd.

Kilka godzin pociągiem, potem autobusem i pół godziny taksówką – i oto była na miejscu.

Szła ulicą do domu babci – i odrzucała kolejny telefon od niewiernego męża.

Ich od niego nagromadziło się setki – tak samo jak wiadomości.

Ania tam, na wsi, starała się składać siebie na nowo, uczyła się żyć i znowu ufać ludziom.

Naprawdę Ania komunikowała się tylko z mamą. Ta opowiedziała, że po jej wyjeździe Igor stał się sam nie swoim.

Najpierw chciał jechać za nią, potem chciał zabrać Irenę na test DNA – sprawdzić, czy to rzeczywiście jego dziecko.

Wtedy już teściowa nie wytrzymała, powiedziała mu wszystko. Że skoro jednej z jej córek z drugą zdradził, to przynajmniej niech się nie kompromituje i przyjmie dziecko.

— Może pogodzisz się z nim, córko? – nieśmiało zapytała mama w ostatniej rozmowie. – Trzy lata już przeżyliście. A Irena… Sama wiesz, jaka jest hałaśliwa.

Dziewiętnaście lat dopiero… sama jeszcze dziecko. Wychowalibyśmy maluszka, jak własnego – nie byłby obcy. A Irenka by studiowanie skończyła, odwiedzałaby malca.

— Mamo, porozmawiamy później. Sama zadzwonię. Daj mi jeszcze kilka dni, by się pozbierać. – I rozłączyła się. Naprawdę potrzebowała kilku dni ciszy i spokoju.

Okna domu babci świeciły w wieczornym mroku ciepłym żółtym światłem. Staruszka, wydawało się, jeszcze nie spała, choć było już około 20.00.

“Chyba ma gości, – pomyślała Ania, – dlatego światło”…

Okazało się, że miała rację. Ania Markowska rzeczywiście gościła: sąsiadkę-staruszkę i jej wnuka.

Babcia była bardzo zaskoczona, widząc wnuczkę: ona przecież nie zapowiedziała swojego przyjazdu.

— Aniu! – radośnie-zaskoczona babcia zakrzyknęła, – kiedy przyjechałaś?! Nawet nie zadzwoniłaś!

Poznajcie się, – po chwili uspokoju się babcia zwróciła do gości, – to moja najstarsza wnuczka, Ańka.

Anneczka, to Barbara Michałowicz, moja sąsiadka, i jej wnuk Jerzy.

Jerzy to pisarz, zbiera różne lokalne opowieści do swoich książek i dołączył do naszego babskiego towarzystwa, – trajkotała babcia, sadzając wnuczkę do stołu i starając się ukryć zaskoczenie.

Ania poczuła się zakłopotana. Powinna była uprzedzić babcię o swoim przyjeździe – a pogrążyła się tak bardzo w swojej problemie, że zapomniała.

Ale goście okazali się taktowni i szybko zaczęli szykować się do wyjścia – bo było już późno.

W kilka minut Ania i babcia zostały same w domu. Wtedy młoda kobieta nie wytrzymała. Wylała się z niej lawina: popłynęły łzy, słowa i wyrzuty.

Dopiero nad ranem Annie Markowskiej udało się uspokoić wnuczkę i położyć ją spać – podając przed tym solidną dawkę waleriany.

Sama się nie położyła. Wyszła na ganek i patrzyła na wschód słońca. I myślała, jak pomóc wnuczce.

***

Anna mieszkała u babci już od pół roku.

Kończył się kwiecień. Dlaczego tak długo? Nawet sama nie mogła odpowiedzieć. W tym czasie obawa przeszła do przeszłości, a Anna spojrzała na sytuację bardziej trzeźwo i spokojnie.

Tak, Igor zawinił. I Irena też. Tylko kto bardziej? W przeciwieństwie do byłego męża (rozwiedli się 4 miesiące temu), Anna dobrze znała swoją młodszą siostrę.

Była jak zapałka. Lub jaskrawo kolorowy fajerwerk. Początkowo wybuchała, lśniła jasnym blaskiem – ideą, rzeczą, marzeniem czy mężczyzną, – a potem nagle gasła. Wystarczała jej na góra kilka miesięcy.

Tym razem, prawda, marzenie okazało się długotrwałe. Dziecko – to nie zabawki. I Ania się zastanawiała, kiedy po urodzeniu dziecka siostra “zgaśnie”.

Oczekiwała tego również babcia. Ona, nawiasem mówiąc, znalazła sposób na pomoc wnuczce: poznała ją z Jerzym, wnukiem sąsiadki.

Młody pisarz miał urok osobisty, a Anna Markowska uznała, że klin klinem się wybija.

Obliczenia okazały się trafne. Anna spędzała z Jerzym dużo czasu: początkowo był jej psychoterapeutą, opowiadającym o magii swoich opowieści wieczorami, których wątki zbierał po całej Polsce.

Później był przyjacielem, słuchającym o problemach. I trochę – kochankiem.

Tak, po rozwodzie Anna pozwoliła sobie na zaangażowanie się z nowym mężczyzną. I nie żałowała.

Mogła się domyślić, że babcia miała swój udział w tych spotkaniach z Jerzym i że poprosiła mężczyznę, by z jej wnuczką był szczególnie czuły po zdradzie męża. Babcia kochała ją i wiedziała, jak pomóc?

Jednak ich relacja nie mogła trwać wiecznie. Jerzy ciągle tęsknił za gromadzeniem opowieści do swoich książek – a choćby nie wiem, jak lubił Anię, jego natura nie pozwoliła mu na dłuższe pozostanie w jednym miejscu.

I wyjechał. Pozostawiając za sobą dobre, serdeczne wspomnienia.

***

Po 3 miesiącach przyjechał Igor. Nie sam: z nim była mama, a w jej rękach – nosidło z śpiącym w nim dzieckiem.

Anna Markowska tylko załamała ręce, widząc tych nowych gości: od razu wszystko dla niej stało się jasne.

Do Anny dotarło to gdzieś po pół godzinie – za kuchennym stołem, gdzie Igor z mamą opowiedzieli jej o wydarzeniach ostatnich dni.

– Irena wyjechała, ledwo się pozbierała po porodzie, – opowiedziała mama. – Zostawiła Stefanię dla Igora.

Powiedziała: jedzie zarabiać za granicę, tam ma znajomego, który pomoże na początki. Obiecała, że jak się ustatkuje, zacznie przesyłać pieniądze na utrzymanie maluszka.

Oj, jak długo próbowałam ją powstrzymać przed wyjazdem, ale czy ją można było zatrzymać? Spakowała swoje rzeczy, zostawiła dziecko sąsiadce i uciekła, kiedy byłam w pracy!

— Powiedziała, – w końcu stwierdził do tej pory milczący Igor, – że nie wie, czy Stefa to moja córka czy nie. Podobno wszystko zgadza się z terminem. Ale tam…

Okazało się, że nie ja jeden ją miałem. Krótko przed jej wyjazdem pokłóciliśmy się o to ostro, a wtedy wyznała mi w przypływie złości, że specjalnie wtrąciła się w naszą rodzinę.

Co zazdrościła ci przez całe życie, a chciała cię zranić. Ale czemu – nie powiedziała.

Ania podeszła po cichu do nosidła i wzięła śpiącą Stefanię na ręce. Maluszek spał cicho i spokojnie.

Na jej policzkach były podobne dołeczki jak u Ireny, a nos i linia podbródka – jak u Igora.

Były mąż przed nią był bardzo winien, Igorowi będzie długo trwało zdobywanie jej zaufania, a jak dziecko ma się tyczyć problemów dorosłych? Przecież rodziców się nie wybiera.

– Nic, wychowamy, – z uśmiechem powiedziała Anna, – zresztą zawsze marzyłam o córeczce. I Stefania to bardzo piękne imię.

Babcia, stojąca przy piecu, westchnęła z ulgą. Teraz w ich rodzinie pojawiła się kolejna nowa, mała osoba.

Tego wieczoru Ania, jej mama i Igor wyjechali do miasta, do domu.

Ania próbowała znowu przyzwyczaić się do wcześniej stałego męża, Igor robił wszystko, żeby ich rodzina jak najszybciej się zeszła.

Irena zniknęła z horyzontu, obietnice pomocy dla córki nie spełniła. Praw do Stefani pozbawiono nieodpowiedzialną matkę…

Rate article
Fajna Tajna
Zdrajcy