-Nie potrzebujemy od ciebie niczego
-Synku, zastanów się, zanim będzie za późno! Młody wcale nie jest do ciebie podobny! Twoja Ela miała go z byłym, a tobie chce go wcisnąć! Ja wiem, co mówię!
-Mamo, dość już tego! Damian to mój syn… Po co ciągle robisz zamęt? Dobra, wracam do domu.
Grażyna Nowak całe życie wychowywała syna sama. Między nią a Piotrem były świetne relacje: nigdy nie był niegrzeczny, nie kłócił się, dobrze się uczył. A gdy dorósł, został inżynierem, jak mama sobie wymarzyła. Teraz była kolej na ułożenie życia osobistego syna. Wybrała mu więc narzeczoną. Dobrą dziewczynę Zosię, córkę swojej przyjaciółki Antoniny.
Za namową matki Piotr i Zosia zaczęli się spotykać, ale ich romans jakoś się nie kleił, więc po kilku miesiącach się rozstali. Potem Piotr poznał Elenę. Ich związek rozwijał się bardzo szybko, młody mężczyzna od razu poznał w niej bratnią duszę. Pobrali się po trzech miesiącach, co bardzo nie spodobało się Grażynie Nowak. A pół roku później Elena zaszła w ciążę. Urodził się chłopczyk, nazwali go Damian. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że teściowa nie znosiła synowej. I przy każdej okazji narzekała na syna, mimo że od ślubu minęły cztery lata:
-Popatrz, co z tobą zrobiła? Jakiś pomięty, niechlujny…
-Mamo, jakie niechlujny! To tylko koszula się trochę w pralce pomięła…
-Siadaj, zjedz chociaż coś! Twoja pewnie nic nie ugotowała. Cały dzień będziesz głodny.
-Mamo, zjem w domu. Ela dobrze gotuje.
-Ja wiem, co ona potrafi… Kupione kotlety albo, co gorsza, pierogi. A Zosia zapisała się na kursy cukiernicze. Taka zdolna dziewczyna…
Piotr odpierał ataki matki jak mógł. Starał się nie słuchać jej opowieści i oczywiście nie przekazywał pretensji żonie. Wszystkie były bezpodstawne. Ale Grażyna Nowak nie zaprzestawała swojej zimnej wojny przeciwko synowej. I pewnego dnia jej taktyka odniosła skutek…
-Cześć, synku… Coś twoja Ela mnie nie lubi… Ciągle sam przychodzisz!
-Mamo, jak mogłaby tu przychodzić, skoro czepiasz się jej o każdą drobnostkę?
-Czepiam się, bo jest za co. Uwierz mi! A jak tu siedzisz i pijesz herbatę, ona pewnie spotyka się z byłym. Wiem, kto był wcześniej jej chłopakiem. Ten Marcin! I chłopiec cały do niego podobny. Ona z nim zaszła, a ty go teraz utrzymujesz.
Tej nocy Piotr mocno pokłócił się z matką. Miał dość pretensji i tych wszystkich rozmów. Do domu wrócił w złym humorze.
-Tato, tato, cześć! – wybiegł naprzeciwko mały Damian.
-Cześć, synku. Jak się masz? Co robiłeś?
-Byłem z mamą na placu zabaw. Był tam wujek Marcin. Kupił mi czekoladę i sok!
W głowie Piotra przemknęła myśl — a może matka ma rację. Wieczorem zapytał żonę:
-Dlaczego spotkałaś się z byłym?
-Piotr, to było przypadkowe. Szliśmy na spacerze, on przechodził obok i zaczęliśmy rozmawiać. A potem odprowadził nas do domu.
-Dlaczego odprowadza moją żonę i syna? A może Damian nie jest mój, tylko jego?!
-Piotr, co ty mówisz? Jesteś poważny?
Tego wieczoru małżonkowie bardzo się pokłócili. Po raz pierwszy od ślubu. Od tego czasu kłótnie były coraz częstsze. W końcu Elena nie wytrzymała, spakowała się, zabrała małego synka i wróciła do rodzinnego miasta do rodziców.
Potem rozwiedli się, a Piotr musiał płacić alimenty. Był pewien, że dziecko nie jest jego. Ale nie zdecydował się na proces i postanowił płacić. Najbardziej cieszyła się z tej sytuacji Grażyna Nowak. Rozpoczęła kampanię mającą na celu odbudowanie związku syna z tą właśnie Zosią, którą nazywała „idealną synową”.
I udało jej się. Piotr ożenił się z Zosią. A zaraz po ślubie nowa żona pokazała swoje prawdziwe oblicze. Krytykowała męża o pierdoły i bez powodu. Chciała żyć na wysokim poziomie, dobrze jeść i pić.
-U Irki to Wacek już drugie futro jej kupuje! A Surkowscy zmienili samochód na wyższej klasy. A ja, jak biedna sierota, chodzę w zeszłorocznym płaszczu puchowym i jeżdżę KIA! Co z ciebie za mężczyzna!
Tak minęło długie piętnaście lat. Piotr pracował na dwóch etatach, a Zosia jeździła po kurortach i nie odmawiała sobie niczego. Dzieci mieć nie chciała, najpierw chciała „żyć dla siebie”, a dopiero później… Grażyna Nowak widząc to, chciała zaprowadzić swoje porządki, ale synowa szybko ją postawiła do pionu.
Pewnego dnia zatelefonowano do Piotra ze szpitala. Grażyna Nowak została przewieziona karetką po udarze. Była ciężko chora i po wypisie potrzebowała opieki. Zosia od razu stwierdziła:
-Nie zamierzam dniami i nocami siedzieć przy łóżku tej staruszki. Oddajemy ją do domu opieki.
-Zosiu, ja mogę zrezygnować z pracy…
-Jesteś normalny? Z czego będziemy żyć? Przez cztery lata musimy jeszcze spłacać kredyt za mój samochód…
W efekcie Grażyna Nowak trafiła do domu opieki, Piotr wyjechał do kolejnej pracy, a Zosia została w domu. Miesiąc później Grażyna Nowak odeszła na zawsze. Piotr wrócił do domu, by pożegnać matkę, ale w przygnębieniu zapomniał uprzedzić żonę o powrocie. Otworzył drzwi kluczem i ujrzał interesującą scenę – żona w objęciach sąsiada… Nie robił awantur. Po prostu spakował swoje rzeczy i przeniósł się do mieszkania matki.
Po pogrzebie Grażyny Nowak Piotr siedział w jej mieszkaniu, pełen żalu wspominając matkę i jej „cenne” rady. Dlaczego ich słuchał… Teraz miał już ponad czterdzieści lat. Wielka część życia minęła. Okazało się, że nie miał ani rodziny, ani dzieci, ani przyjaciół… Nawet samochodu, wszystko było dla Zosi… Przewijał swoje życie i nagle przypomniał sobie o Elenie i Damianie. Nigdy nie dowiedział się, do kogo należał Damian, do niego czy do byłego Eleny. Ale to teraz już nie ma znaczenia…
-A przecież Damian ma już pewnie dziewiętnaście lat… Pewnie już jakiś dorosły… Ciekawe, jaki teraz jest? – Piotr wypowiedział te słowa w pustkę i nikt mu oczywiście nie odpowiedział.
…Nazajutrz kupił bilet na pociąg i pojechał do rodzinnego miasta Eleny. Dom i klatkę schodową znalazł bez trudu. Zadzwonił do znanych drzwi, ale nikt nie otworzył. „Pewnie w pracy” – pomyślał i postanowił poczekać w pobliżu. Stanął na dwadzieścia minut, odwrócił głowę i oniemiał… W kierunku wejścia szedł chłopak – jego dokładna kopia, tylko o dwadzieścia lat młodszy.
-Damian… Damian… Synu…
-Ty?… Co tu robisz? – zapytał chłodno Damian.
-Synku, jestem ci bardzo winien… Jakim się stałeś… I jak podobny do mnie, jak dwie krople wody! A gdzie jest mama?
-Mamy nie ma. Już dawno. Zginęła dziesięć lat temu. W wypadku…
-A ty? Z kim mieszkasz? Może ci w czymś pomóc? Jestem gotów, na cokolwiek! Mam pieniądze. Powiedz tylko!
-Mieszkam z babcią. Niczego nam nie potrzeba.
-Ale synku. Przecież chciałem, ja…
Piotr nie dokończył. Damian wszedł do klatki schodowej i zamknął drzwi przed jego nosem.
-Synku! Synku, otwórz! Jak to tak, synku? Przecież ja twój ojciec! Ojciec!!!
Długo jeszcze stał przed zamkniętymi drzwiami, szlochając i rozmazując po twarzy skąpe męskie łzy. A może to nie były łzy, tylko deszcz? Potem przyjeżdżał jeszcze kilka razy, próbował nawiązać kontakt z synem. Prosił, błagał, próbował się usprawiedliwiać. Ale Damian stanowczo odmawiał wszelkiego kontaktu…



