Opiekunka dla dziecka

Przyjechała w kapeluszu, a na rękach trzymała mopsa. Ale najważniejsze było to, że zarówno kobieta, jak i mops, zdawały się uśmiechać do Sebastiana w identyczny sposób.

Sebastian poczuł zakłopotanie i odwzajemnił uśmiech.
— W jakim wieku jest nasze dziecko? – zapytała kobieta zamiast przywitania.
— Słucham? – nie zrozumiał Sebastian.
— Podczas naszej rozmowy telefonicznej nie podał pan wieku syna.
— Ma trzy… prawie cztery lata…
— Doskonale… — kobieta postawiła mopsa na podłodze. — Hela, idź się przywitać.
Hela ruszyła powoli, zabawnie poruszając nogami, aby zbadać nowy dom.
— A czy… Hela… nie gryzie? – zaniepokoił się Sebastian.
Jednak z pokoju syna rozległ się już pełen podziwu dziecięcy śmiech…

Jak było umówione, Sebastian wrócił dokładnie o dziewiątej wieczorem.
Otwierając drzwi kluczem, zaskoczyła go cisza. Na palcach wszedł do pokoju syna i zauważył dziwną scenę: Jasio spał, a u jego nóg drzemała Hela.
— Już wróciłeś? – usłyszał szept za plecami.
Sebastian się odwrócił.
— Jak obiecałem. Oto… — wyszeptał, wręczając kobiecie pieniądze. — Dziękuję… Dlaczego Jasio śpi? Zwykle nie zasypia przed dziesiątą.
— Bo świetnie się bawił – odpowiedziała kobieta z wyczerpaniem. — Za pozwoleniem… — Podniosła Helę i zaniosła ją do przedpokoju.
— Może wezwę taksówkę – zaproponował Sebastian. – Na mój koszt…
— Nie, dziękuję… Jeszcze z Helą nie poszłyśmy na spacer przed snem…
— Muszę nalegać! – powiedział stanowczo Sebastian. – Pogoda jest okropna. Dojedziecie do swojego domu, a potem spacerujcie, ile chcecie.
Kobieta się poddała, podała adres, a on zadzwonił do centrali i po usłyszeniu ceny za kurs, dopłacił opiekunce.
— Dziękuję… — skinęła głową. – Poczekam na zewnątrz na samochód.

Po jej wyjściu Sebastian przypomniał sobie, że zapomniał się przedstawić. Przeszedł do łazienki i ku swojemu zdziwieniu zobaczył na suszarce dziecięce ubrania, które opiekunka wyprała – całą stertę rzeczy.
„Tego jeszcze brakowało! Tak się nie umawialiśmy!” — pomyślał zirytowany. Ale kiedy wszedł do kuchni, rozzłościł się jeszcze bardziej. Na kuchence stał garnek z karteczką: „Śniadanie dla Jasia!”
W jego głowie pojawiły się słowa siostry, że chce go ożenić i postanowił, że nie wezwie tej opiekunki ponownie.
Następnego ranka Jasio wskoczył do jego łóżka.
— Tato, kiedy przyjdzie ciocia Ania? — zawołał radośnie syn.
— Jaka ciocia Ania? — warknął niezadowolony Sebastian. — Jasiu, pozwól mi pospać.
— No, ciocia Ania. Opiekunka. Która była wczoraj.
Sen odszedł natychmiast.
— Ona już nie przyjdzie! – powiedział synowi stanowczo. — Nigdy więcej.
— Tato… — Oczy Jasia napełnił przerażeniem, aż Sebastian się zmartwił. – A Hela? Ona też nie przyjdzie?
— Nie… — odparł cicho Sebastian, po czym się opamiętał i objął syna. – Chcesz, żebym sam kupił ci pieska? Już dziś! Małego pieska!
Jasio jakoś wyrwał się z objęć ojca i poszedł do swojego pokoju.
Śniadanie zjedli w ciszy. Syn patrzył w dal.
— No, Jasiu, co jest?… – mówił łagodnie Sebastian. — Co widzisz w tej Heli? Żyliśmy bez niej, to i damy radę dalej. Kto jest dla ciebie ważniejszy, ja czy piesek?
— Ty, — odpowiedział syn bez emocji, wstał i poszedł do swojego pokoju.
Sebastian stracił apetyt. Podszedł cicho do zamkniętego pokoju syna i nasłuchiwał. Usłyszał cichy płacz dziecka.
Znowu wrócił do kuchni, zastanowił się przez chwilę, chwycił telefon i wykręcił numer opiekunki.

Dzwonki długo pozostawały bez odpowiedzi, aż w końcu odezwał się cichy głos:
— Słucham…
— Dzwoni tata Jasia, no, tego chłopca z wczoraj… — zaczął Sebastian, kiedy nagle przerwał mu męski pijany głos:
— Kto ci tam dzwoni?! – Sebastian usłyszał wybuch przekleństw.
— Co tam się dzieje?.. – zapytał z niepokojem. — Kto to jest?
— Nic takiego… — odpowiedziała opiekunka z rezygnacją… — To… mój były mąż przyszedł, nie może się uspokoić… Przepraszam… Oddzwonię do pana…
— Oddzwonię! — krzyknął pijany głos.
Potem rozległo się histeryczne szczekanie psa, kobiecy krzyk i skomlenie Heli.

Połączenie zostało przerwane. Sebastian poczuł, że serce zaczęło bić mu szybciej. W domu „dama z pieskiem” wyraźnie działo się coś złego.
Sebastian przypomniał sobie adres opiekunki, na który wczoraj zamawiał taksówkę. Numer mieszkania był nieznany, ale trzeba coś zrobić…
Krzyknął do syna: „Zaraz wracam”, i wybiegł na zewnątrz. Po minucie siedział już w samochodzie, a po piętnastu minutach stał przed domem Anny.
— Babciu, — zagadnął starszą panią, którą spotkał na drodze. — W tym domu mieszka pani z mopsem w kapeluszu. Nie wiecie, gdzie mieszka?

Kilka minut później Sebastian był już na piątym piętrze, przed drzwiami, zza których dochodził pijany męski głos.
Sebastian zadzwonił do drzwi i przytrzymał dzwonek tak długo, aż drzwi się otworzyły, a w nich stanął mężczyzna.
— A ty kto? – spytał bezczelnie mężczyzna i zaraz padł od dobrze wymierzonego ciosu…
Sebastian, ukrywając swoją niechęć, cierpliwie czekał, aż ten typ, wycierając krew z twarzy, sam wstanie z podłogi.
— Jeszcze raz tu przyjdziesz, to wyrzucę cię przez okno. A teraz – znikaj. — Sebastian wskazał ręką na drzwi. — I nie waż się tu wrócić…
Były mąż zniknął. Sebastian wszedł do mizernie urządzonego salonu. Opiekunka siedziała w fotelu i cicho, prawie jak Jasio, płakała, tuląc do siebie Helę.
Serce mu się ścisnęło.
— Jest wszystko dobrze? – zapytał opiekunki. Widząc jej zaskoczony wzrok, dopytał: – Pytam, czy z Helą wszystko w porządku? Słyszałem, jak wyła…
— Z nią wszystko dobrze, — skinęła zmęczona opiekunka. Potem szepnęła: — Jak ja go nienawidzę…
— On więcej nie przyjdzie. Obiecuję.

— Przyjdzie… — powiedziała z rezygnacją. – Pan go nie zna…
— A pani mnie nie zna! – Uśmiechnął się, podszedł do niej, wziął drżącą Helę, nieudolnie ją pogłaskał. – Jakie ona przyjemna w dotyku… No właśnie dlaczego Jasio jest nią oczarowany… Chodźmy, Aniu…
— Co? – nie zrozumiała. – Dokąd?
— Do Jasia, gdzieżby indziej… Bardzo na was czeka.
— Żartujesz?.. — Spojrzała na niego uważnie.
— Nie… Nie żartuję… — Odpowiedział Sebastian, patrząc jej prosto w oczy. Sam nie wiedział, co się z nim dzieje, ale jedno wiedział na pewno — wszystko, co robił, było słuszne.
— Nie wolno wam tu zostać. Poza tym… śniadania, które zrobiłaś dla Jasia, nie chce jeść beze mnie…
Sebastian, trzymając Helę, ruszył w kierunku drzwi.
– Dołącz do mnie, Aniu. A tak przy okazji, jestem Sebastian. Czekam na ciebie przy samochodzie.
— Dobrze… — skinęła głową, nie wstając. — Tylko muszę się pozbierać… I dołączę…

Rate article
Fajna Tajna
Opiekunka dla dziecka