My jedziemy do was w gości
Inga i Jan od dawna marzyli o życiu nad morzem. Ale to marzenie wydawało się nierealne. Nieruchomości na południu były bardzo drogie, a przeprowadzka – zawsze to wyzwanie.
Podczas wakacji w nadmorskich miasteczkach zawsze chcieli tam zostać. Nawet często analizowali rynek nieruchomości, ale ceny były poza ich zasięgiem.
Pewnego dnia zmarła babcia Jana, a on ze zdziwieniem dowiedział się, że zostawiła mu mieszkanie. Rodzice Jana mieli na nie oko, ale z testamentem nie można dyskutować, zwłaszcza że było wszystko prawnie uporządkowane. Musieli się z tym pogodzić.
W domu Jan i Inga przeliczyli oszczędności i zrozumieli, że jeśli sprzedadzą dwa mieszkania w swoim mieście i dodadzą trochę, mogą kupić mały domek nad morzem.
Oczywiście, było trochę przerażająco. Inga pracowała zdalnie, więc było jej obojętne, skąd pracuje. Ale Jan musiałby zrezygnować z pracy i szukać nowej.
Ale marzenie było tak blisko, że postanowili się zdecydować.
Ich jedynym błędem było to, że podzielili się swoimi planami z rodziną.
– Co za głupoty? – prychnęła mama Ingi. – Wymyślacie, żeby gdzieś się przeprowadzać! Jakby ktoś na was tam czekał! A my? Z ojcem nie młodniejemy.
– Mamo, dwie godziny samolotem i jesteśmy w domu. To nie trudne.
– Nie trudne, jak? A przyjaciele? Rodzina? Będziecie tam zupełnie sami!
– Spotkamy się z krewnymi, znajdziemy nowych przyjaciół, – uśmiechnęła się kobieta. – Wszystko postanowiliśmy. Ponadto mamy szansę, grzech jej nie wykorzystać.
Mama Jana również była sceptyczna.
– Babcia dopiero co umarła, a ty już sprzedajesz jej mieszkanie!
– Przecież ona mi je zostawiła, – zdziwiony powiedział mężczyzna. – Przepraszam, ale jej już nie jest potrzebne. A dla nas to idealna okazja do spełnienia marzeń.
– Wpadniecie w długi, trochę tam pomieszkacie i zrozumiecie, że w domu zawsze lepiej! Naprawdę wam mówię! Zajmujecie się głupotami!
Kuzyn Jana tylko się z niego zaśmiał.
– Co ty? Na południu nie ma pracy! A latem tyle turystów, że jabłko nie ma gdzie upaść! Ja bym się na to nie zdecydował.
– No cóż, ty się nie zdecydowałeś, a ja się nie przestraszyłem, – zirytowany odpowiedział Jan.
– Za rok, albo nawet krócej, wrócicie. Wtedy porozmawiamy, kto miał rację.
Ciocia Ingi zaczęła opowiadać jakieś straszne historie o tym, jak jej krewną oszukano i została bez pieniędzy i domu. Jeszcze inna daleka krewna stwierdziła, że zawsze będą tam obcy. A morze im się znudzi i będą cierpieć od upałów.
– Zbędnie im powiedzieliśmy, – westchnęła Inga, gdy rodzina zareagowała negatywnie.
– I nawet nie mów. Miałem nadzieję, że się ucieszą z naszego powodu, wesprą, – pokręcił głową Jan. – Ale brak taktu to widocznie ich cecha.
– A zazdrość nie jest im obca, – powiedziała kobieta ze smutkiem. – Mam wrażenie, że po prostu zazdroszczą nam zmian.
– Możliwe, – zadumał się Jan. – Ale najważniejsze, że wszystko postanowiliśmy.
Żeby nie zmienić zdania pod wpływem tego negatywizmu, Jan i Inga od razu zajęli się sprzedażą mieszkań i szukaniem domu w nadmorskim miasteczku.
I już po dwóch miesiącach lecieli samolotem do swojego nowego domu, ciesząc się, że to teraz wiosna. W ich mieście było jeszcze chłodno, a tam, gdzie mieli teraz mieszkać, już prawie lato.
Dom był niewielki, tylko dwa pokoje i duża kuchnia-salon. Ale jego główną zaletą była lokalizacja. Do morza było około trzysta metrów, i nawet przy domu słychać było szum fal.
A jaki tam był zapach! Aromat kwiatów i roślin mieszał się z zapachem słonego morza.
Przez pierwsze kilka dni Jan i Inga nie mogli uwierzyć, że to wszystko prawda. Wydawało się, że śnią, i że to wszystko tylko im się śni.
Ale to nie był sen. Jednak wraz z przyjęciem tej rzeczywistości, przyszła świadomość, ile jeszcze trzeba zrobić. A przede wszystkim Jan musiał znaleźć pracę.
Tak, to nie było takie łatwe, ale po dwóch miesiącach mężczyźnie udało się znaleźć zatrudnienie zgodne z jego specjalizacją. Finanse stały się prostsze, i małżonkowie zaczęli urządzać swoje rodzinne gniazdko.
Wprawdzie krewni nie odpuszczali. Złośliwie pytali, czy już się nie przypiekli na słońcu. Matka Ingi zaczęła opowiadać o swoich problemach zdrowotnych, sugerując, że córka zostawiła ją chorą.
Ale najwyraźniej zrozumieli, że rzeczywiście wszystko u nich w porządku, i że nie planują powrotu, więc rodzina odpuściła.
A Inga i Jan w końcu odetchnęli z ulgą. Nie było więcej natarczywych telefonów, prób obnażenia ich kłamstw (że niby kłamią, że wszystko wspaniale) i namów na powrót.
Po roku Jan i Inga skończyli remont, urządzili się, i zaczęli po prostu cieszyć się życiem. Myśleli, że wszystkie problemy są za nimi. Ale o jednym problemie nawet nie mieli pojęcia.
Wszystko zaczęło się, gdy w miasto przyszła pierwsza fala ciepła.
Pierwsza zadzwoniła mama Ingi.
– Kochana, tata ciągle choruje, myślimy, żeby przyjechać do was na tydzień, żeby pooddychał morskim powietrzem. Jeszcze nie jest całkiem gorąco. A wiesz, że nie znoszę upałów.
– Oczywiście, przyjeżdżajcie, – Inga nawet się ucieszyła.
Ale to był tylko początek. Jej rodzice zamiast tygodnia byli dwa. Mama wszystko skrytykowała, ale nie spieszyła się z wyjazdem. A kiedy w końcu wrócili do swoich stron, bez uprzedzenia przyjechała teściowa. Zawiadomiła syna, dopiero gdy miała już bilety.
Ale rodzice, to nic. Inga i Jan nawet się cieszyli, że ich zobaczyli. Ale kiedy zaczął się sezon turystyczny, posypały się telefony od wszystkich krewnych.
– Słuchaj, wybieramy się na południe, przypomnieliśmy sobie, że macie dom. Może nas przyjmiecie? Nocleg jest taki drogi, – powiedział kuzyn Jana. Ten sam, który tak ostro krytykował ich przeprowadzkę.
Janowi było niezręcznie odmówić, więc się zgodził. A potem Indze było niezręcznie odmówić, więc pozwoliła przyjechać siostrze z dwójką dzieci.
Od maja do września były tylko trzy tygodnie, kiedy nikt u nich nie przebywał. Krewni nie kłopotali się sprzątaniem czy gotowaniem, uznając, że są na wakacjach. Wszystkie domowe obowiązki spoczęły na barkach Ingi i Jana.
Kiedy sezon się skończył, morze się ochłodziło, młodzi odetchnęli.
– I co, teraz tak zawsze będzie? – zapytała wieczorem Inga. – Będziemy mieć przechodni dom, bo mieszkamy nad morzem? Nawet ciotka przyjechała, którą widziałam tylko dwa razy w życiu!
– A to oni nas tak ostro krytykowali, kiedy zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę. Ile drwin i zarzutów usłyszałem! A teraz przyjeżdżają, jak gdyby nigdy nic! – oburzył się Jan.
– Coś trzeba z tym zrobić…
– Myślę, że trzeba im po prostu wszystkim odmówić. I niech będziemy uważani za złych, ale przynajmniej będziemy żyli w spokoju. Oprócz rodziców.
– Zgadzam się. Ale biorąc pod uwagę, że jesteśmy bardzo dobrotliwi, to będzie trudne… – westchnęła Inga.
– Cóż, to nic, z próbą przeprowadzki poradziliśmy sobie dość dobrze, z próbą krewnych też sobie poradzimy, – zaśmiał się Jan.
Do następnej wiosny nie słyszeli nic od krewnych, nawet nie składali im życzeń na święta. Tylko z rodzicami się kontaktowali i kilka razy ich odwiedzili.
A kiedy przyszła wiosna, zaczęło się pielgrzymowanie. Inga i Jan przyjęli rodziców. Ale ci, na szczęście, rzeczywiście nie znosili upałów, więc przyjechali tylko wiosną.
Kiedy nadeszło lato, ponownie zadzwonił brat Jana. Tym razem nawet nie pytał o zgodę, po prostu oznajmił, kiedy przyjadą z rodziną. Jakby co, to będą goście.
I jakże się zdziwił, gdy Jan dał mu opór.
– Przepraszam, Serku, nie uda się, – powiedział spokojnie.
– Jak to? Czy ktoś w tym czasie już się u was zatrzymał? Możemy spać w kuchni, nie jesteśmy dumni.
– Nie, nikt się u nas nie zatrzymał. Po prostu nie przyjmujemy gości. Wiesz, sami chcemy odpocząć. Jeśli będziecie w naszym mieście, chętnie się spotkamy, ale mieszkać u nas nie można.
– Słuchaj, Jan, to jest nawet nie po bratersku! Wiesz, ile kosztuje nocleg?
– No cóż, będziecie musieli wydać trochę pieniędzy.
Serku wypomniał swojemu bratu, jacy to oni są niewdzięczni, i że przez nich teraz jego rodzinie przepadną wakacje. Ale Jan był niezłomny.
Podobnie Inga odmówiła swojej siostrze. Ta również była strasznie urażona, powiedziała, że nie spodziewała się, że Inga jest taka interesowna. O co chodzi z tą interesownością, kobieta nie mogła zrozumieć.
Stopniowo odpędzili wszystkich krewnych. I wszyscy byli obrażeni do głębi, jakby to nie Inga i Jan kupili dom nad morzem, ale wszyscy by na niego się złożyli. Nawet rodzice się wtrącili, mówiąc, że tak się nie robi. Że w ich rodzinie wszyscy są gościnni. Inga i Jan przypomnieli im wtedy, że ich rodzina była przeciw ich przeprowadzce nad morze. Czego teraz oczekują?
Po roku najbardziej bezczelni ponowili próbę wproszenia się, i to po tym, jak obwinili Ingę i Jana w wielu grzechach. Ale tym razem łatwiej było im odmówić.
W końcu mogli cieszyć się spokojem i ciszą w swoim własnym domu nad morzem. I cieszyli się, że natrętni krewni im dłużej nie przeszkadzają. W końcu własne granice trzeba bronić.



