Niechciana córka

– A ja was nie prosiłam, żebym go rodziła – warknęła Krysia, czując, jak złość ściska jej gardło. – Dlaczego przez wasze dziecko mam się męczyć?

Najpierw zabraliście mi pokój, potem zrobiliście z mnie darmową nianię, a teraz okazuje się, że mam oddać jedynego przyjaciela? Który jest ze mną od dziewięciu lat?!

Nie, dziękuję! Wynoszę się do babci i zabieram Burka! A swojego Jasiek sami wychowujcie!

Szesnastoletnia Krystyna od roku toczyła wojnę z rodzicami.

Powód miał sięgać głębiej – po narodzinach syna, Elżbieta i Marek zapomnieli o istnieniu starszej córki.

Od dziewiątych urodzin żyła jak cień. Gdy była mniejsza, nie rozumiała jeszcze zimnych spojrzeń i milczących kolacji. Łzy wylewała potajemnie w poduszkę, szepółac babci Halinie:

– Oni ciągle tylko z Jasiem! Jak proszę, żeby pograć, mama mówi, że nie ma czasu, a tato odwraca głowę. Babciu, oni mnie nie kochają?

– Co ty, słoneczko – odpowiadała, patrząc w okno, Halina Kowalska. – Jasne, że kochają! Po prostu teraz jest ciężko.

Jasiek mały, wszystko mu trzeba. Przecież wiesz, że nawet główki sam nie utrzyma. Jak podrośnie, będzie lżej. A ty pomagaj – noś go, baw się. Wtedy rodzice znajdą czas.

Babcia, sypiąc radami, wiedziała, że nawet gdy Krysia zacznie prać pieluchy, nic się nie zmieni. Starsze dziecko było dla Elki i Marka żywym wyrzutem. Pobrali się „przez wpadkę” – on znał ją miesiąc, gdy zorientował się, że osiemnastoletnia narzeczona to w rzeczywistości szesnastolatka z podrobionym dowodem.

Krysi nikt nie wyczekiwał. Elka marzyła o klubach, nie o nocnych karmieniach. Marek chciał syna, nie płaczącego zawiniątka.

Jasiek stał się oczkiem w głowie. Planowany, wymodlony, otoczony stosami ubranek z wyprawką droższą niż miesięczna rata kredytu.

– Mamo, kupisz mi tę lalkę? – wskazała Krysia na półkę z porcelanową syrenką.

Elżbieta, przymierzając niemowlęce skarpetki, parsknęła:

– Pieniędzy nie marnuję. Wstydzisz mnie czasem? Zawsze tylko „daj, kup, chcę!”.

Przecież wiesz, że bratu potrzebne rzeczy. Jesteś samolubna!

Słowa matki wbijały się jak szpilki. Może racja? Po co jej zabawki, skoro Jasiek…

***
Chłopiec dostał wszystko. Nowy pokój z tapetą w samoloty – Krysię przesiedlono do przedpokoju, na rozkładaną kanapę.

– Jesteś duża, dasz radę – rzucił Marek, gdy protestowała. – Dziecku trzeba przestrzeni.

– Nie marudź – dodała Elka. – Powinnas się cieszyć. Ja byłam jedynaczką.

Połowę twoich rzeczy wyrzucimy – miejsca brak.

***
Gdy Jasiek zaczął chodzić, Krysia przestała spać. Rodzice budzili ją krzykiem:

– Nie słyszysz? Idź nakarmić! Sprawdź pieluchę!

Po szkole zamiast spotkań z koleżankami – spacery z wózkiem. Elka w drugim macierzyńskim odpoczywała przed lustrem, poprawiając tusz do rzęs.

Babcia Halina, odwiedzając ich, tupała:

– Jak można rzucać niemowlę na dziesięciolatkę?

– Niech się uczy – Elżbieta wzruszała ramionami. – Przyda się, jak sama dzieci mieć będzie.

– Zabrałaś jej dzieciństwo!

– Czasy się zmieniły, teściuwo. Starsze musi pomagać.

***
Gdy Krysia skończyła trzynaście lat, nienawiść do brata stała się paląca. Jasiek odkrył, że każdą psotę może zwalić na siostrę.

– Znowu szkło w śmietniku! Ty rozbiłaś? – Elka wskazywała na stłuczony kubek.

– To Jasiek! Nie dałam mu czekoladek, więc rzucił!

– Ty mu zabraniasz? – Marek podnosił głos. – To nie twoje! Niech je!

– Mama kazała…

– Głupia jesteś! – przerywała Elka. – Gdyby się skaleczył? Kara – żadnego kina! Będziesz uczyć brata literek.

Nauczycielka mówiła, że w grupie najsłabszy. Twoja wina!

Kulminacja nadeszła w szesnaste urodziny Krysi. Rodzice postanowili oddać Burka – kundelka, którego dziewczyna przygarnęła jako szczeniaka.

– Jutro ma zniknąć! Jasiek kicha – alergia na sierść.

– Nie oddam! – Krysia przywarła do psa. – On jedyny mnie kocha!

– Kto cię pytał? – Marek wzruszył ramionami. – Długo znosiliśmy to ścierwo.

– A brata nie kochasz? – Elka przechyliła głowę. – Ryzykujesz jego zdrowie dla kundla?

– Tak! Mam was dość z waszym „Jasiuniem”! – krzyknęła Krysia, czując łzy wściekłości. – Przez niego nie miałam dzieciństwa! Gdy koleżanki bawiły się, ja ciągnęłam wózek, a ty, mamo, spałaś!

Dość! Wynoszę się do babci!

***
Halina przyjęła wnuczkę bez słowa. W jej mieszkaniu przy ul. Krokusowej Krysia po raz pierwszy oddech złapała. Żadnych nocnych pobudek, żadnego „zajmij się bratem”.

Elżbieta wytrzymała miesiąc.

– Wracaj natychmiast! – rozkazała przez telefon. – Nie radzimy sobie.

– A ja tu zostaję – Krysia przygryzła wargę. – U babci mam spokój. Nauka, koledzy…

– Nie pytam! – głuchnął głos w słuchawce. – Tata po ciebie przyjedzie!

Babcia wyrwała telefon:

– Elżuniu, nie waż się! Chłopak ma siedem lat – niech sam sobie radzi. Wynajmij nianię! Wnuczki nie oddam.

***
Krysia została. Od babci dowiedziała się, że rodzice wydali pół pensji na opiekunkę do „Jasiunia”. Nie żałowała. W końcu brat to nie syn. Jej życie dopiero się zaczynało.

Rate article
Fajna Tajna
Niechciana córka