Maria wracała z mężem z restauracji, gdzie świętowali jego urodziny. To był udany wieczór. Było wiele osób, rodzina, koledzy z pracy. Wielu z nich Maria widziała po raz pierwszy, ale jeśli Tomek ich zaprosił, to znaczy, że tak trzeba.
Maria nie należała do osób, które dyskutują z decyzjami męża, nie lubiła kłótni i sporów. Wolała zgodzić się z Tomkiem, niż udowadniać swoją rację.
-Maryś, masz klucze od mieszkania pod ręką? Możesz wyjąć?
Maria otworzyła torebkę, próbując znaleźć klucze. Nagle poczuła ostry ból, tak wyrwało jej rękę, że torebka upadła na podłogę.
-Co się stało? Dlaczego krzyczysz?
-Ukłułam się czymś.
-W twojej torebce można się zgubić, nic dziwnego.
Maria nie kłóciła się z mężem, podniosła torebkę i delikatnie wyjęła klucze. Weszli do mieszkania, a ona zdążyła zapomnieć o ukłuciu. Zmęczone nogi dawały się we znaki, marzyła o prysznicu i łóżku. Rano obudził ją silny ból ręki, palec był czerwony i spuchnięty. Wtedy przypomniała sobie wczorajszy wieczór i postanowiła sprawdzić torebkę. Delikatnie wyjmując jedną rzecz za drugą, na dnie torebki znalazła dużą zardzewiałą igłę.
-Co to jest?
Nie miała pojęcia, jak to się tam znalazło. Wyrzuciła igłę do kosza, a potem poszła po apteczkę, żeby opatrzyć ranę. Zrobiwszy opatrunek na czerwonym palcu, Maria udała się do pracy. Jednak już w porze obiadowej poczuła, że ma gorączkę.
Zadzwoniła do męża:
-Tomek, nie wiem, co robić? Chyba złapałam jakiś wirus. Mam gorączkę, boli mnie głowa, całe ciało mnie boli. Tomek, wyobraź sobie, znalazłam w torebce dużą zardzewiałą igłę, to nią się wczoraj ukłułam.
-Może powinnaś iść do lekarza, nie daj Boże, żeby to był tężec albo zakażenie krwi.
-Tomek, nie przesadzaj. Opatrzyłam ranę, wszystko będzie dobrze.
Jednak z każdą godziną Maria czuła się coraz gorzej. Ledwo wytrzymawszy do końca dnia pracy, zamówiła taksówkę i pojechała do domu, zdając sobie sprawę, że nie da rady wrócić transportem publicznym. Gdy dojechała do mieszkania, opadła na kanapę i zapadła w sen.
Śniła się jej babcia Ania, która zmarła, gdy Maria była jeszcze mała. Skąd Maria wiedziała, że to babcia Ania, nie była pewna, ale czuła, że to ona. Babcia była staruszka, zgarbiona. Jej wygląd mógłby przestraszyć wielu, ale Maria czuła, że babcia chce jej pomóc.
Babcia prowadziła Marię przez pole, pokazała, jakie zioła powinna zebrać, mówiła, żeby zrobić napar i pić go, aby oczyścić ciało z tego, co je atakuje. Powiedziała, że jest ktoś, kto życzy jej źle. Ale żeby z tym walczyć, trzeba pozostać przy życiu. Czasu Marii zostało niewiele.
Maria obudziła się przerażona. Wydawało jej się, że spała bardzo długo, ale gdy spojrzała na zegar, zrozumiała, że minęło zaledwie kilka minut. Usłyszała trzask drzwi wejściowych – wrócił Tomek. Z trudnością zeszła z kanapy i wyszła na korytarz. Tomek, widząc ją, aż sapnął:
-Co z tobą? Spójrz w lustro.
Maria podeszła do lustra. Wczoraj jeszcze widziała w nim piękną, uśmiechniętą dziewczynę. Ale teraz widziała siebie, ale nie poznawała. Włosy jak strąki, siniaki pod oczami, szare oblicze, pusty wzrok.
-Co to za bzdury?
Maria przypomniała sobie sen. Powiedziała mężowi:
-We śnie widziałam babcię. Powiedziała mi, co muszę zrobić…
-Maryś, ubieraj się, jedziemy do szpitala.
-Nie pojadę nigdzie, babcia powiedziała, że lekarze mi nie pomogą.
W domu wybuchła prawdziwa kłótnia. Tomek nazwał Marię wariatką, której w gorączce śniła się babcia, nie wiadomo jaka. Po raz pierwszy pokłócili się bardzo mocno. Tomek chciał nawet użyć siły, chwycił żonę za rękę i próbował wynieść do wyjścia.
-Nie chcesz jechać do szpitala dobrowolnie – zabiorę cię siłą.
Ale Maria wyrwała rękę, nie utrzymała się na nogach, upadła, uderzając się o róg. Tomek się wściekł jeszcze bardziej, chwycił torbę, trzasnął drzwiami i wyszedł. Jedyną rzeczą, jaką Maria mogła zrobić, było napisanie do szefa, informując, że złapała wirusa i musi zostać w domu przez kilka dni.
Tomek wrócił do domu bliżej północy, przepraszał żonę, a ona tylko powiedziała:
-Zawieź mnie jutro do wsi, gdzie mieszkała moja babcia.
Rano Maria wyglądała bardziej jak żywy trup niż młoda, tryskająca zdrowiem dziewczyna. Tomek wciąż błagał żonę:
-Maryś, nie wygłupiaj się, jedźmy do szpitala. Nie chcę cię stracić.
Ale pojechali do wsi. Maria pamiętała jedynie nazwę miejscowości. Nie była tam od czasu, gdy rodzice sprzedali dom babci po jej śmierci. Całą drogę spała. Nie wiedziała, na które pole się udać, ale gdy zbliżali się do wsi, obudziła się i powiedziała mężowi:
-Tam.
Z trudem wyszła z auta, a z bezsilności upadła na trawę. Wiedziała jednak, że jest tam, gdzie prowadziła ją babcia Ania. Znalazła zioła, które babcia pokazywała jej we śnie, i wrócili do domu. Tomek przygotował napar zgodnie z jej instrukcjami. Maria zaczęła pić napar małymi łykami i z każdym łykiem czuła się lepiej.
Z trudem doszła do toalety, a gdy wstała z muszli, zauważyła, że jej mocz ma czarny kolor. Zamiast się przestraszyć, powtórzyła słowa babci:
-Czernień wychodzi…
Tej nocy we śnie znów zjawiła się babcia. Stała i uśmiechała się. Potem zaczęła mówić:
-Na ciebie, wnuczko, ktoś rzucił klątwę poprzez zardzewiałą igłę. Mój napar przywróci ci siły, ale to nie na długo. Musisz znaleźć tego, kto to zrobił i odesłać mu jego zło. Niestety, nie wiem, kto to zrobił. Nie widzę. Ale z tym wszystkim jakoś związany jest twój mąż. Gdybyś nie wyrzuciła tamtej igły, która była narzędziem zła, mogłabym powiedzieć więcej. Ale…
Zróbmy tak. Pójdziesz do sklepu, kupisz paczkę igieł, nad największą powiesz ten zaklęcie: “Duchy nocne, dawno żywe, usłyszcie mnie, upiory nocy, prawdę prorokujący. Otoczcie mnie! Wskazcie, pomóżcie, wroga mojego znajdźcie…”. Tę igłę wsadź do torby męża. Ten, kto na cię klątwę rzucił, ukłuje się o twoją igłę. Wtedy poznamy jego imię i będziemy mogli mu jego zło odesłać. Babcia powiedziawszy to, rozmyła się we mgle.
Maria się obudziła. Nadal czuła się okropnie, ale wiedziała, że wróci do zdrowia. Wiedziała, że babcia jej pomoże.
Tomek zdecydował się dziś zostać w domu, by zająć się żoną. Jakże się zdziwił, gdy zaczęła się zbierać do sklepu, mówiąc, że musi iść sama:
-Maryś, nie wygłupiaj się, ledwo stoisz na nogach. Chodźmy razem.
-Tomku, zrób mi zupkę, po tym wirusie mam wilczy apetyt.
Maria zrobiła wszystko tak, jak babcia powiedziała jej we śnie. Już wieczorem zaczarowana igła leżała w torbie Tomka. On zapytał przed snem:
-Jesteś pewna, że dasz sobie radę sama? Może powinienem jeszcze z tobą zostać?
-Poradzę sobie.
Marię czuła się lepiej, lecz wiedziała, że zło wciąż w niej jest, czuła, jak porusza się po jej ciele, jak po własnym domu, zatruwając ją. Ale napar, który piła już trzeci dzień, działał jak antidotum. Czuła, że to antidotum nie podoba się temu, co w niej siedzi.
Z trudem doczekała się powrotu Tomka z pracy. Powitała go w drzwiach. Jej pierwsze pytanie brzmiało:
-Jak minął dzień?
-Wszystko dobrze, a dlaczego pytasz?
Maria już miała myśleć, że ten, kto rzucił klątwę, jeszcze się nie ujawnił, kiedy Tomek odwrócił się i dodał:
-Maryś, wyobraź sobie, dzisiaj Irena z sąsiedniego działu chciała mi pomóc, wyjąć z mojej torby klucze od gabinetu. Miałem zajęte ręce dokumentami. Wsadziła rękę do torby i ukłuła się o igłę. Skąd igły w mojej torbie? Spojrzała na mnie z takim gniewem, myślałem, że mnie wzrokiem zabije.
-A co masz wspólnego z tą Ireną?
-Maryś, daj spokój. Kocham tylko ciebie. Nie Irena, nie Marta, nikt inny oprócz ciebie mi nie jest potrzebny.
-Była na obchodzeniu twoich urodzin w restauracji?
-Była, to moja dobra koleżanka, ale nic więcej.
Maria jakby ułożyła puzzle po wysłuchaniu tych słów. Teraz zrozumiała, jak stara zardzewiała igła znalazła się w jej torebce. Tomek poszedł do kuchni, gdzie czekał na niego obiad.
Kiedy Maria zasnęła, znów ujrzała babcię, która powiedziała, co powinna zrobić, jak zwrócić całe zło Irenie. Babcia powiedziała, że teraz wszystko jest jasne. Irena chciała magią pozbyć się konkurencji, a potem zająć jej miejsce przy Tomku. Jeśli naturalnymi sposobami jej się to nie uda, znów ucieknie się do magii. Ta kobieta nie cofnie się przed niczym.
Maria zrobiła wszystko jak nauczyła ją babcia. Wkrótce Tomek powiedział, że Irena jest na zwolnieniu, że czuje się bardzo źle, a lekarze rozkładają ręce. Maria poprosiła męża, aby w weekend zawiózł ją do wsi, gdzie mieszkała babcia, na cmentarz, którego nie odwiedzała od pogrzebu. Kupiła bukiet kwiatów i rękawiczki, żeby wypielić grób z chwastów. Z trudnością znalazła grób babci Ani. Gdy podeszła dosłownie zamarła widząc ją na zdjęciu z pomnika. To ona przychodziła do niej we snach, to ona ocaliła ją od śmierci. Maria uporządkowała grób, wstawiła kwiaty do butelki z wodą. Usiadła na ławeczce i powiedziała:
-Babciu, przepraszam, że nie przyjeżdżałam wcześniej. Myślałam, że rodzice przyjeżdżając raz w roku, wystarczająco cię odwiedzają. Ale się myliłam. Teraz też będę przyjeżdżać. Gdyby nie ty, zapewne już by mnie tu nie było.
W tym momencie Maria poczuła jakby babcia położyła dłoń na jej ramieniu. Obejrzała się, ale nikogo nie było, tylko lekki powiew wiatru…



