Zapomniałaś nas zaprosić na przyjęcie

Ty zapomniałaś zaprosić nas na przyjęcie

Roksana bardzo kochała swojego męża. Uważała, że miała z nim wielkie szczęście. Władek był troskliwym i kochającym mężczyzną, który starał się robić wszystko dla swojej ukochanej.

Natomiast z krewnymi męża Roksanie, niestety, nie było po drodze. Jest takie powiedzenie, że w każdej rodzinie znajdzie się czarna owca. W ich rodzinie było dokładnie odwrotnie. Roksana miała wrażenie, że tylko Władek był “normalny”, a cała reszta rodziny miała swoje dziwactwa.

Teść, na przykład, za każdym razem, gdy widział Roksanę, mówił, że jakoś się zaokrągliła. I może ktoś jej “mieszka w brzuchu”.

Gdy poznali się z Władkiem, Roksana była w świetnej formie i od tamtej pory nie przytyła ani kilograma. Jednak to nie przeszkadzało Kazimierzowi. Widocznie to była jego standardowa fraza, i nawet gdyby Roksana schudła dziesięć kilo, on nadal by to powiedział.

Ciągle rzucał nieodpowiednie żarty i tylko on się z nich śmiał, wprawiając Roksanę w zakłopotanie. Każde spotkanie z nim było dla niej niezręczne. A fakt, że w domu lubił chodzić bez koszulki, tylko potęgował tę niezręczność.

Teściowa, Helena, uwielbiała wszystkich pouczać. Nawet w kwestiach, o których nie miała pojęcia.

Uczyła Roksanę, jak się modnie ubierać, mówiła jej, jak powinna się ostrzyc i jaki kolor szminki nałożyć. A gdy Roksana i Władek przeprowadzili się do własnego mieszkania, Helena rozkręciła się na dobre. Wtykała nos w każdy kąt, krytykowała wszystko i opowiadała, jak powinni wszystko urządzić.

Była jeszcze młodsza siostra Władka, lekkoduch z dwójką dzieci. Dzieci były od różnych ojców, a Magda nie była w żadnym poważnym związku z żadnym z nich. Ciągle taszczyła dzieci za sobą wszędzie, twierdząc, że jako matka wszyscy jej coś winni. Powinni ustąpić miejsca w autobusie, przepuścić w kolejce, obsłużyć ją najszybciej.

Chociaż dostawała alimenty, zasiłki i jeszcze siedziała na garnuszku rodziców, Magda ciągle polowała na darmowe rzeczy. Nawet jeśli coś jej nie było potrzebne, to i tak zabierała. Miała w tym jakiś dreszczyk emocji – złapać coś jako pierwsza. Dlatego w ich domu zawsze było mnóstwo paczek pieluch, których dzieci już nie potrzebowały (Roksana liczyła, że może je sprzedadzą); mnóstwo niepotrzebnych ubrań, zabawek. Część rzeczy była jej zbędna, ale nazywała to swoim “biznesem”. Czyli, udając biedną, zdobywała rzeczy za darmo i potem sprzedawała.

Jej dzieci były niewychowane i bezczelne. Ale z taką matką trudno oczekiwać, żeby były inne. Kiedy przychodziły do kogoś w gości, szukały czegoś smacznego, brały bez pytania cudze rzeczy. I Magda nigdy ich nie upominała.

Roksana z przerażeniem wspominała ten jedyny raz, gdy siostra męża ze swoimi dziećmi przyszła do nich na parapetówkę. Podarowała jakiś zestaw do herbaty, który najwyraźniej zgarnęła za darmo, a po ich wyjściu w domu nie zostało nic ze słodyczy, nowa waza była rozbita, a na zasłonach znaleziono rozmazaną czekoladę. Roksana przekonywała się, że to jednak czekolada.

Nic dziwnego, że zbliżając się do swoich urodzin, Roksana jednoznacznie postanowiła, że nie zaprosi rodziny męża. Inaczej jej święto byłoby beznadziejnie zepsute. Teść strzelałby nieodpowiednie dowcipy, teściowa by uczyła rozumu, a Magda by zbierała niepotrzebne rzeczy dla swoich dzieci, podczas gdy same dzieci demolują mieszkanie Roksany i Władka.

Oczywiście, Roksana czuła się trochę niezręcznie wobec męża dotycząco swojej decyzji, ale bardzo liczyła, że Władek ją zrozumie.

– Władek, chcę zorganizować urodziny w domu. Zaproszę rodziców i kilka przyjaciółek.

– Dobrze, ja jestem za. Nie na darmo tak pięknie urządzaliśmy mieszkanie? – uśmiechnął się mąż.

– Tak, dokładnie. Teraz tutaj jak w studiu do sesji zdjęciowych. Tylko że…

– Co? – zaniepokoił się Władek.

– Proszę, nie obrażaj się. Ale nie chcę zapraszać Twojej rodziny.

Władek ciężko westchnął i kiwnął głową.

– Przepraszam, ale z nimi bardzo trudno mi jest. A w swoje urodziny chcę się zrelaksować, a nie czekać na niemile widziane sytuacje – powiedziała z wyczuciem Roksana.

– Rozumiem, nie tłumacz się. Z nimi rzeczywiście nie jest łatwo.

– Nie gniewasz się?

– Nie, skąd. To przecież Twoje święto i powinno być takie, jak chcesz.

Roksana kolejny raz przekonała się, że jej mąż to najlepszy mężczyzna na ziemi. I znowu nie mogła powstrzymać się od zdumienia. Może on jest adoptowany? To by wszystko tłumaczyło.

Roksana nie mówiła rodzicom męża, że będzie organizować urodziny. Powiedziała, że w tym roku będą z Władkiem sami. I poprosiła męża, by nic im nie mówił.

Mimo to, domyślili się. Teściowa zadzwoniła do mamy Roksany, aby porozmawiać o jakiejś profesjonalnej kwestii, i mama się wygadała.

– Jak twoja żona nas potraktowała! – krzyczała Helena. – Nie pasowaliśmy do towarzystwa, co?

– Mamo – próbował uspokoić ją Władek – Roksana chciała uczcić dzień tylko z mamą i tatą. I paru bliskimi przyjaciółkami. Przecież to jej urodziny i jej decyzja. Gdyby był to jakiś wielki bankiet, na pewno byśmy was zaprosili.

– Wszystko zrozumiałam. I przekaż swojej żonie, że jesteśmy śmiertelnie obrażeni!

Mama rozłączyła się, a Władek pokręcił głową. Doskonale rozumiał swoją żonę. Może to źle mówić tak o swojej rodzinie, ale zawsze wstydził się za swoich krewnych. I nie chciał, żeby Roksana też musiała się wstydzić.

Dlatego nic jej nie mówił, nie chciał psuć jej święta. Postanowił, że opowie o słowach swojej mamy po urodzinach.

Rankiem, w dniu kiedy Roksana kończyła dwadzieścia sześć lat, Władek podarował jej bukiet kwiatów i certyfikat do SPA. Wiedział, że Roksana była zmęczona po tym roku. Najpierw ich ślub, potem remont i przeprowadzka. Na dodatek w pracy miała zawalenie. Chciała odpocząć.

Popołudniem zaczęli przychodzić goście. Roksana naprawdę się postarała: przygotowała pyszny obiad, ubrała się elegancko, zrobiła elegancką fryzurę. Widać było, że jest szczęśliwa i oczekuje wielu wrażeń z tego dnia.

Ale nawet nie przeczuwała, jakie wrażenia ją czekają.

Kiedy wszyscy zasiedli do stołu, zadzwonił dzwonek do drzwi.

– To pewnie tort – podskoczyła Roksana – całkiem o nim zapomniałam, więc zamówiłam na ostatnią chwilę.

Uśmiechnięta otworzyła drzwi, ale uśmiech od razu zszedł jej z twarzy. Za drzwiami stali niechciani goście. Całą ekipą.

– Wszystkiego najlepszego, Roksano! – powiedziała ze ściśniętymi ustami teściowa. I wyciągnęła do niej jedną różę. – Wpuścisz nas do środka?

Nie było co robić, musiała ustąpić.

Od razu zrobiło się głośno. Dzieci Magdy zrzuciły buty i pobiegły do stołu. Teść od razu skomentował, że Roksana źle dobrała sukienkę.

– Przydałby się rozmiar większy, – zaśmiał się.

– Chyba o nas zapomniałaś, – kontynuowała teściowa, – widzę, że masz tu gości. Tylko nas na liście nie było. O Boże, Roksana! Ludzi zaprosiłaś, a posprzątać zapomniałaś.

Chciała Roksana powiedzieć, że to przecież jej wnuki nabrudziły, ale nie chciała się wdawać w dyskusję.

Nastrój opadł. Dzieci od razu zaczęły hałasować, łapać jedzenie rękami, zaglądały do szafek w poszukiwaniu słodyczy. A potem najmłodszy zapłakał, kiedy okazało się, że nie ma tortu.

– Mogłaś przecież zamówić tort, zobacz, że Szymuś się zasmucił! – od razu zasugerowała Magda. – A to co, dostałaś perfumy? Daj powąchać. Oddasz mi swoje stare wtedy.

Roksana przez cały czas nic nie mówiła. Władek też milczał, obserwując swoją rodzinę. Jak siadają przy stole, jak proszą o talerze, jak mama krytykuje jedzenie, a tata rzuca dziwne żarty.

Jednak cierpliwość Władka skończyła się w momencie, gdy Magda, myśląc, że nikt jej nie widzi, ukradła kopertę z pieniędzmi leżącą na stoliku obok. Tam były pieniężne prezenty.

– Odłóż to na miejsce! – rzucił Władek.

– O co ci chodzi? – zamrugała Magda.

– Wszystko widziałem!

– Ja tylko chciałam tam dorzucić pieniądze, nie zdążyłam kupić koperty – zaczęła się tłumaczyć jego siostra.

– Władek, nie czepiaj się do Magdy, nie psuj wieczoru – upomniała go mama. – Lepiej przypomnij swojej żonie, że nieładnie nie zapraszać rodziny.

– I o rozmiarze jej ubrania też powiedz, – zaśmiał się teść, – w końcu, Roksana, wszystkie fałdki w tej sukience widać.

– Dość! – Władek uderzył dłonią w stół, aż dzieci zamilkły. – Mamo, tato, Magdo, czas na was.

– Co?! – oburzyła się mama. – Jak śmiesz?

– Jak śmiesz przyjść bez zaproszenia? Jak śmiesz obrażać moją żonę? Jak śmiesz pozwalać, by twoje dzieci, Magdo, były takie bezceremonialne? Dopóki nie nauczycie się manier, nie macie czego szukać w naszym domu.

Rozgorzała kłótnia. Roksana odetchnęła dopiero wtedy, gdy nieproszeni goście opuścili dom.

Oczywiście, urodziny były zepsute. I choć przyjaciele i rodzice starali się pocieszać Roksanę, trudno było przywrócić nastrój.

Ale było również coś na plus: Roksana po raz kolejny przekonała się, że dokonała właściwego wyboru partnera życiowego. Mężczyznę, który będzie ją bronił, który stawi czoła nawet swojej rodzinie. I cokolwiek by się nie stało, Roksana wiedziała, że zawsze będzie po jej stronie. I to chyba był najlepszy prezent w jej życiu.

Rate article
Fajna Tajna
Zapomniałaś nas zaprosić na przyjęcie