— Nie chcesz pomóc siostrze? Po rozwodzie jest jej ciężko — zganiła matka.
Dwie siostry siedziały przy okrągłym stole w domu matki, wysłuchując jej pretensji.
— Twój Roman to prawdziwy nieudacznik! — stwierdziła bez ogródek Halina Nowak. — Na platformie pracuje, a do domu przynosi grosze!
— Mamo, trzy tysiące złotych to dla ciebie już nie pieniądze? — warknęła młodsza córka, Weronika.
— Mnie wcale nie chodzi o kwoty. Ważne, żeby cię utrzymywał — odparła z irytacją kobieta, zaciskając usta.
— Przecież utrzymuje! — zmarszczyła brwi dziewczyna.
— Nie widzę! Wczoraj pożyczyłaś ode mnie pięćset złotych — przypomniała Halina. — Nie potrafi cię wykarmić? Rozwód! Szukaj kogoś, kto da ci godne życie! Do tego spojrzysz na niego i od razu widać, że ten… dziwak kompletny.
— Mamo, chyba przesadzasz — odezwała się po dłuższym milczeniu starsza córka, Katarzyna.
— Czy ja kłamię? Nondescriptowy, rudy, jeszcze i sepleni — zaśmiała się szyderczo kobieta, przewracając oczami. — Weroniczko, zasługujesz na więcej. Póki czas, trzeba się rozejść — dodała, zwracając się do młodszej.
— Mamo, Roman ma złote ręce. Zresztą, nie oceniaj książki po okładce — Katarzyna, widząc presję na siostrę, próbowała łagodzić. — Jeśli mierzysz wszystko pieniędzmi, ma mieszkanie, samochód, a Weronikę kocha. To widać.
Halina zacisnęła wargi i spojrzała z pogardą na starszą córkę, która — jej zdaniem — wtrącała się nieproszona.
— Sama do trzydziestki singlem jesteś, więc nie udzielaj rad — odcięła się. — Za dekadę będziesz łapać się każdego…
Weronika milczała, wodząc obojętnym wzrokiem między matką a siostrą.
— Zachwycasz się… Mieszkanie jednopokojowe w PRL-owskim bloku, samochód krajowej produkcji — wstyd nawet wspomnieć — wykrzywiła się Halina.
— Weronika, co ty o tym myślisz? — Katarzyna zwróciła się do siostry. — Masz swoje zdanie?
— Nie wiem… Może mama ma trochę racji — bąknęła dziewczyna, która dotąd broniła męża, teraz zaś uginała się pod wpływem matki. — Powiedział ostatnio, żebym szukała pracy…
— Widzisz! — Halina założyła ręce na piersi. — Już do tego doszło! Straszliwe!
— Dlaczego Weronika nie ma pracować? Mało kto dziś stać na taki luksus. Dziwię się, że Roman wcześniej jej nie zmusił — skomentowała Katarzyna.
— Czemu go tak zawzięcie bronisz? Samej się podobasz? — warknęła matka.
— Boję się, że przez twoje naciski zrujnujesz jej życie — odparła spokojnie.
— To nie twoja sprawa! — huknęła Halina. — Weronika zasługuje na więcej. Gdyby ją kochał, zapewniłby dostatek. Nawet wyglądu nie ma — ani urody, ani statusu…
Weronika, zasłuchana, chłonęła każde słowo.
Nauki Haliny przyniosły efekt. Wkrótce dziewczyna zaczęła atakować Romana.
— Uważasz, że zarabiasz przyzwoicie? — spytała męża.
— Normalnie. Dlaczego?
— Nie zgadzam się — pokręciła głową. — Znajdź lepszą pracę.
— Jestem zadowolony — odparł obojętnie.
— Ja nie! Mieszkanie jak klitka, samochód — wstyd przed sąsiadami…
— Dziwne. Wcześniej ci pasowało — zastanowił się.
— Nic się nie zmieniło. Tylko przestałam być ślepa — wydukała.
— Świetnie — mruknął, sądząc, że temat ucichnie.
Lecz Weronika, podjudzana przez matkę, naciskała dalej.
— Zaczyna mnie irytować twoje marudzenie — warknął. — Nie mogę ci pomóc.
— Potrzebuję męża ambitnego, nie miernoty!
— Przepraszam, że nie spełniam oczekiwań — syknął, otwierając szafę z jej rzeczami. — Pakuj się!
— Dokąd?
— Tam, gdzie znajdziesz apartamentowiec i niemiecki samochód. Nie chcę, byś żyła z nieudacznikiem. Na pewno znajdziesz kogoś lepszego.
Halina pierwsza dowiedziała się o wyrzuceniu Weroniki.
— A to drań! Trzeba było z nim nie wiązać! — lamentowała, złorzecząc zięciowi.
— Mówiłam tylko, żeby się rozwijał — szlochała Weronika.
— Cham i prostak! Znajdziesz lepszego, a on będzie żałował! — pocieszała matka.
Bez mieszkania i męża Weronika zamieszkała w dziecięcym pokoju u matki.
— Co teraz? — spytała Katarzyna, wezwana przez Halinę.
— Nic. Znajdę bogatszego od Romana — odparła chłodno, wpatrzona w telefon.
— A praca? — naciskała starsza.
— Daj jej spokój! Niech odpocznie — ucięła Halina.
Przez dwa miesiące dźwigała ciężar utrzymania leżącej na kanapie córki. W końcu wezwała Katarzynę.
— Nie pomożesz siostrze? — spytała oskarżycielsko.
— W czym?
— W finansach. Samotnie nie damy rady.
— Po co było ją nakłaniać do rozwodu? — rzuciła Katarzyna.
— Jak śmiesz?! Roman to tchórz i prostak! Wynoś się! — wrzasnęła Halina.
Na hałas wyszła Weronika, ręce w biodra.
— Bronisz tego, który mnie wyrzucił?
— Sama jesteś winna! Mniej słuchaj matki…
— Uczysz mnie? Sama stara panna! — wrzasnęła.
Katarzyna pokręciła głową i wyszła. Nie miała ochoty dalej słuchać. Podobnie jak one — kontaktu z nią.



