Teściowa wprowadza się do synowej podczas pobytu w szpitalu.

Izabela, świeżo upieczona mama, dowiedziała się w szpitalu, że jej teściowa wprowadziła się do ich domu.

Młodzi rodzice zostali natychmiast odcięci od swojego synka przez nowo mianowaną babcię.

W Polsce, kiedy Izabela wróciła do domu, spostrzegła, że kupiona przez nią wanienka i paczka pieluch zostały wystawione na balkon.

– Jak dobrze, że będziecie mieć synka. Zawsze marzyłam, by mojego syna nazwać Zbyszkiem! Mam nadzieję, że nazwiecie tak mojego wnuka – gorliwie mówiła do telefonu teściowa Izabeli.

– Pani Halina, już wybraliśmy imię. Będzie to Wojtek. Wojciech Kowalewski brzmi świetnie – odpowiedziała zszokowana Izabela.

– Znowu nie chcesz mnie słuchać! Wojtek? Ileż Wojtków jest na świecie. Ja wymyśliłam wnukowi silne i piękne imię, a ty to odrzucasz? Jesteś egoistką – zezłościła się teściowa i rzuciła słuchawką.

„Swoich synów to nazwała Piotrem i Jackiem, a dla wnuka nic lepszego niż Zbyszek nie wymyśliła” – zastanawiała się rozgoryczona Izabela.

Kiedy opowiedziała mężowi o rozmowie z jego matką, Piotr tylko się roześmiał:

– Pamiętasz ten sen? Jaką rybę wtedy widziałaś?

***

Izabela i Piotr byli po ślubie od ponad dziesięciu lat, ale nadal nie mieli dzieci.

Najpierw zajmowali się karierą i kupnem mieszkania, potem dużo podróżowali.

Kiedy zbliżało się trzydziestka, zaczęli myśleć o dziecku, ale nie było to łatwe.

Zaczęli odwiedzać lekarzy, przechodzić badania i leczenie. Wydawało się, że wszystko będzie dobrze, ale ciąża nie nadchodziła.

Podczas dwunastej rocznicy ich ślubu, ze smutkiem przyznali, że chyba zostaną bezdzietni. Piotr, szybko ocierając łzę, powiedział:

– Widocznie nie jest nam pisane być rodzicami. Ale kocham cię i chcę się z tobą zestarzeć, bez względu na wszystko.

Dokładnie miesiąc później Izabela miała bardzo wyrazisty i dziwny sen. Śniło jej się, że wchodzi do łazienki i widzi w pełnej wody wannie ogromnego karpia.

– Piotr! Zobacz, kto nam się tutaj ulokował! Jak to się stało, przecież nigdy nie chodziłeś na ryby! – krzyknęła Izabela do męża… i się obudziła.

Był już ranek. Szykując się do pracy, Izabela opowiedziała Piotrowi o swoim dziwnym śnie. Ten tylko się uśmiechnął:

– Może rzeczywiście powinienem zacząć łowić ryby? Skoro już ci się śnią!

W pracy, pijąc herbatę, Izabela podzieliła się snem z koleżankami.

Pani Anna tajemniczo się uśmiechnęła, mrugnęła do Izabeli i powiedziała:

– Izabela, złapiesz rybkę na całe życie!

– Jak to?

– Ten sen wróży ciążę. Zobaczysz!

Izabela tylko westchnęła. Ostatni miesiąc przestała mieć nadzieję. Ale kiedy przemyślała daty, zorientowała się, że to piąty dzień opóźnienia.

Następnego ranka patrzyła oszołomiona na test ciążowy z dwoma wyraźnymi kreskami.

Ciąża rozwijała się pomyślnie, a przyszłą mamę dręczyły tylko lekkie mdłości przez pierwsze trzy miesiące.

Później największym problemem stała się jej teściowa.

***

Pani Halina była aktywną kobietą, która zawsze wyczekiwała wnuków. Gdy tylko dowiedziała się, że jej synowa jest w ciąży, zaczęła instruować Izabelę.

– Potrzebujesz co najmniej pięćdziesiąt pieluch. Flanelowe i cienkie. Mam nadzieję, że twój żelazko jest w porządku? Trzeba je prać i prasować na najwyższym ustawieniu z obu stron!

– Szczerze, to nie planowałam pieluszek. Dziś można kupić body i pajace z pieluchami.

– O czym ty mówisz? Przecież to chłopiec! Żadnych plastikowych pieluch! Jakby w szklarni! Tylko bawełniane! Nauczę cię wszystkiego, a nie psuj zdrowia wnuczkowi od małego!

– W porządku, tylko chciałabym wybrać kolor i wzór tych pieluch – poddała się Izabela. – Nie lubię zbyt jaskrawych z nadrukami.

– Wybierzemy razem, nie martw się – zapewniła teściowa.

Dokładnie tydzień później pani Halina postawiła przed zdziwioną Izabelą duży pakunek pieluch:

– Pomyślałam, po co masz po sklepach zarażać się jakimiś zarazkami! Sama załatwię, nie poradzisz sobie? Zobacz, jaka świetna jakość!

Izabela rozczarowana rozwijała kolejne pieluchy: wszystkie jaskrawe z wielkimi kaczuszkami, misiami i ogromnymi oczami samochodami.

„Cóż, skoro już kupiła, nie będę się z nią o to sprzeczać”.

Już w szpitalu, Izabela dowiedziała się, że teściowa wprowadziła się do nich „na tydzień lub dwa, by pomóc z noworodkiem”.

Zmęczona trudnymi porodami, Izabela nie miała siły protestować.

„Na początku pomoc faktycznie może się przydać” – pomyślała.

– Jak dziwnie go trzymasz! Daj, pokażę, jak to się robi – powiedziała teściowa, gdy odbierała Izabelę ze szpitala.

Młodzi rodzice natychmiast zostali odcięci od swojego synka przez nowo mianowaną babcię.

W Polsce, kiedy Izabela wróciła do domu, spostrzegła, że kupiona przez nią wanienka i paczka pieluch zostały wystawione na balkon.

– Nauczę was, jak prawidłowo kąpać dziecko! Na dno trzeba położyć pieluchę, a nie te wasze niewiarygodne wanienki! Przecież Wojtuś się rozchoruje!

– Nazywa się Wojtek – przypomniał Piotr.

– No, dla was Wojtek, a dla mnie to Zbyszek! Chodź, czas się kąpać, Zbysiu! Trzeba, by łazienka była dobrze nagrzana, inaczej go zaziębicie! – krzątała się teściowa, włączając najcieplejszą wodę.

Po przygotowaniu łazienki, pani Halina ingresjaworala malca, prosząc syna, by nie trzymał drzwi otwartych zbyt długo, i zabrała się za kąpiel dziecka.

Chłopiec płakał, a babcia mydliła go szybko dziecięcym szamponem. Po kąpieli ciasno zapacykowała go w dwie pieluchy.

– W domu mamy ciepło – próbowała zaprotestować Izabela.

– Wam jest ciepło, on jest za mały, żeby nie zmarznąć. Nie zdejmuj czepka i nie rozwijaj go, niech tak śpi!

Noc dla Izabeli i jej męża była niezmiernie niespokojna. Dziecko nie mogło spać na mokrych bawełnianych pieluchach i budziło ich ciągłym płaczem.

Musieli wstawać, rozpinać, zmieniać i ponownie zawijać. Te nocne pobudki wyczerpywały zarówno rodziców, jak i niemowlę.

Rano w koszu na pranie piętrzyła się sterta pieluch, a Izabela i Piotr mogli konkurować, kto ma ciemniejsze kręgi pod oczami.

U małego Wojtka, z powodu narzuconego przez babcię ciasnego zawijania, pojawiły się drobne potóweczki.

– To nie potówki! – z uporem twierdziła pani Halina, patrząc na wysypkę. – To pewnie coś zjadłaś i dlatego go wysypuje!

– Jem tylko kaszę gryczaną i kurczaka! – wykrzyknęła Izabela.

– Może twoje mleko wcale mu nie służy! Lepiej, żeby jadł mieszankę – oburzyła się teściowa.

– Nie, będę karmiła sama – upierała się Izabela.

Teściowa prychając wzruszyła ramionami i się oddaliła. Od tego czasu, codziennie o świcie, gdy tylko słyszała skrobanie niemowlęcia, pani Halina wkraczała do sypialni młodej pary i zabierała synka Izabeli:

„Mama nie wie, jak cię uspokoić! Daj babci potrzymać swojego Zbyszka. Mam smoczek!”

Dziecko wypluwało smoczek, ale teściowa, mimo protestów Izabeli, próbowała przyzwyczajać je do smoczka.

Pierwsze ważenie wykazało, że dziecko traci na wadze.

„To przez to, że teściowa wciąż odrywa go od piersi, twierdząc, że lepiej, aby ona nim się zajęła, zamiast żeby się męczył z moją niby pustą piersią!” – uświadomiła sobie Izabela i postanowiła walczyć o swoje macierzyństwo.

Następnego ranka teściowa ponownie weszła do sypialni Izabeli i Piotra ze słowami:

– Lepiej zrób obiad i popierz, a ja zajmę się wnuczkiem! Co on zyska, wisząc na twojej pustej piersi!

– Dziękujemy, on jeszcze je – zdecydowanie odpowiedziała Izabela, przytulając synka.

– Nic mu z tego nie przybędzie! – syknęła teściowa, niezadowolona z iskowym wzrokiem. – Daj mi go potrzymać!

– Na pewno znajdzie – spokojnie odpowiedziała Izabela. – Kiedy się naje, wtedy potrzymasz.

Jak tylko Izabela zabroniła teściowej zabierać synka, waga maleństwa zaczęła rosnąć.

Pani Halina tylko wzdychała i narzekała, że Izabela męczy chłopczyka.

„Już wystarczy tego nadzoru babci” – postanowiła Izabela i poprosiła męża, by powiedział matce, że sami świetnie sobie radzą z obowiązkami rodziców i czas, by wracała do siebie.

Po rozmowie z synem Halina się obraziła:

– Chciałam jeszcze kilka miesięcy tu mieszkać! Jak mój Zbyszek sobie beze mnie poradzi?

– Będziemy do ciebie przychodzić – pocieszył ją Piotr.

Naprawdę prawie w każdą niedzielę odwiedzali panią Halinę. Z powitania wyrywała wnuka z rąk synowej i z radością całowała w policzki.

– Odpocznijcie na chwilę, a my się pobawimy! – machała na nich dłonią.

Kiedy nadchodził czas pożegnania, przytulała wnuka i mówiła:

– Jedzcie sobie, ja się nim zaopiekuję. Jemu dobrze ze mną!

– A czym go nakarmisz? – raz zażartowała Izabela.

– Znajdę mu najlepsze mleko! – odparła uradowana teściowa. – Nie takie, jak twoje!

– No dobrze, mamo, musimy się już zbierać – wtrącił się Piotr, przewidując, że rozmowa jego żony z teściową nie skończy się dobrze.

Wychodząc, Izabela powiedziała do męża:

– Widać, że z wami się nie nacieszyła?

– Cóż, prawie zawsze mieszkaliśmy z dziadkami – przyznał Piotr.

– Widać to. Ale nie po to mieliśmy dziecko, by jej dogodzić. Będzie musiała zaakceptować, że jest babcią, a nie matką.

Rate article
Fajna Tajna
Teściowa wprowadza się do synowej podczas pobytu w szpitalu.