Rozstaliśmy się miesiąc temu. Czy niczego nie zapomniałeś?

“Rozwiedliśmy się już miesiąc temu. Czy niczego nie zapomniałeś?”

– Paweł, nie zapomniałeś, że dzisiaj jest ostatni dzień, kiedy możesz mieszkać w moim domu? – zapytała go Monika.

– Jak to? Już?

– Tak, dlaczego cię to dziwi? Ustaliliśmy, że do 26 maja znajdziesz dla siebie mieszkanie, a tymczasem możesz pomieszkać tutaj.

– Czas jakoś szybko zleciał…

Chodziło o to, że Paweł i Monika rozwiedli się miesiąc temu. Jednak jej były mąż nie miał gdzie się podziać. Nie mógł znaleźć odpowiedniego mieszkania. A może nawet nie próbował? To już inna kwestia.

– Nie zamydlaj mi oczu. Jutro się wyprowadzasz!

– Ale dokąd?

– Nie wiem. To już nie mój problem.

Paweł natychmiast zerwał się z fotela.

– Jak to, Monika? Przecież jesteśmy rodziną.

– My? Już nie ma żadnego my. Rozwiedliśmy się jeszcze miesiąc temu. Czy niczego nie zapomniałeś?

– Mówię przecież, czas leci bardzo szybko.

– Jeszcze raz, nie zamydlaj mi oczu.

Prawda była taka, że Paweł naprawdę nie miał gdzie pójść. Nie miał przyjaciół, ponieważ czas rozdzielił go z wieloma, a niektórzy okazali się niezbyt przyjemnymi ludźmi.

Krewni mieszkają w innym województwie, a do znajomych trudno prosić się na nocleg. I co teraz? Jedyna nadzieja była na przekonanie Moniki.

Nawet jeśli można nocować na dworcu, była jeszcze jedna przyczyna, dla której nie chciał opuszczać mieszkania.

– Wiesz, do końca miałem nadzieję.

– Na co?

– Że jeszcze będziemy razem.

Wtedy Monika zaczęła się śmiać, co wyraźnie uraziło Pawła.

– Czy powiedziałem coś śmiesznego?

– A nie jest to dla ciebie samego śmieszne?

– Dla mnie nie.

– Dla mnie tak. Słuchaj, przestań grać komedię i bawić się w dziecinadę. W końcu jesteśmy dorosłymi ludźmi.

– Dokładnie! Dlatego chcę porozmawiać po dorosłemu. Moniko, z powodu błahostki się rozwiedliśmy.

Była żona uniosła brew ze zdziwienia.

– Uważasz, że ciągłe oszukiwanie kogoś to błahostka?

– Nie, nie to miałem na myśli.

– Zrozumiałam cię!

– Tak, nie! Pomyliśmy się, to się zdarza. Monika, przecież możemy zacząć od nowa. Proszę!

Monika była zaskoczona takimi słowami. Nie mogła zrozumieć, czy jej były mąż jest szalony, czy naprawdę nie ma gdzie mieszkać.

– Powiedziałam, przestań mnie oszukiwać. Spakuj swoje rzeczy. Jutro opuszczasz to mieszkanie.

Paweł jednak nie ustępował. Przynosił ciągle nowe argumenty, a jeden z nich okazał się absurdem!

– Nie rozumiesz, jestem ci przecież wierny!

– O co ci teraz chodzi?

– O to, że od naszego rozwodu z nikim nie byłem…

Monika złapała się za głowę. Wyglądało na to, że Paweł naprawdę oszalał.

– Co mnie to obchodzi? Szczerze mówiąc, nie interesuje mnie, z kim spędzasz noce!

– A mnie to obchodzi. Nie potrafię być z nikim innym niż ty. I teraz też nie mogę być z tobą… Bo…

Wtedy Monika go przerwała.

– Dobra, przestań.

Zebrała się i poszła na spacer, byle tylko nie widzieć Pawła.

Prawda była taka. Monika planowała rozwód od dawna, ale wciąż odkładała to na później, bo było jej trochę szkoda. W końcu przeżyli razem 5 lat i ciężko było podjąć taką decyzję.

Jednak ciągłe kłamstwa męża nie dawały jej spokoju. Kłamał o pracy, mówiąc, że dostał awans i zajmuje teraz prestiżowe stanowisko. W rzeczywistości wciąż był zwykłym menedżerem z pensją 20 tysięcy złotych miesięcznie. To była ostatnia kropla w ich związku.

Dlaczego kłamał? Nie wiadomo!

Monika myślała o tym przez cały wieczór. Nie chciała wracać do domu, więc postanowiła zostać u przyjaciółki. Oczywiście Paweł nie przestawał do niej dzwonić. Ale nie zamierzała odbierać ani tłumaczyć się przed nim.

– Nie rozumiem, Monika. Co z ciebie za Matka Teresa?

– W jakim sensie?

– Chodzi mi o twojego Pawła. Sama jesteś sobie winna. Teraz nie chce się wyprowadzić.

– Tak, wiem, że to głupota z mojej strony. Ale przecież nie wyrzucę go na ulicę…

– A jutro i tak go wyrzucisz, prawda?

– Wyrzucę, bo zawsze dotrzymuję słowa.

– Żałujesz?

– Nie, nie ma czego żałować. Nie wyrzucam przecież dziecka, tylko dorosłego faceta, który sam powinien zorganizować sobie życie.

Następnego dnia Monika wróciła do domu, ale nie zauważyła walizki byłego męża przy drzwiach.

– Nadal tu jesteś?

– Monika! Gdzie byłaś? – wykrzyknął Paweł.

– To już cię nie dotyczy.

– Nocowałaś u mężczyzny?

– Jeszcze raz powtarzam: to nie twoja sprawa! Spakuj się i wynoś się stąd!

Wtedy Paweł zaczął krążyć wokół byłej żony.

– Monika, posłuchaj, ja naprawdę tak nie mogę. Martwiłem się o ciebie!

– Dość! Powiedziałam, wynoś się stąd.

Ale Paweł jakby nie słyszał jej słów. Albo udawał.

– Przecież jestem ci wierny, zrozum to!

Monika zrozumiała, że ta rozmowa do niczego nie prowadzi.

– Masz pięć minut. Inaczej dzwonię na policję.

Ale Paweł nie uwierzył i Monika musiała zrobić to, co obiecała. Były mąż został szybko wyproszony z rzeczami na zewnątrz. Ponieważ nie miał żadnych praw do mieszkania, nie był tu zameldowany.

Na szczęście Monika odziedziczyła to mieszkanie. Strach pomyśleć, co by było, gdyby należało do nich obojga.

W takim układzie Paweł na pewno nigdy by się stąd nie wyprowadził. W końcu zawsze miał jeden niezmienny argument. Był wiernym byłym mężem…

Rate article
Fajna Tajna
Rozstaliśmy się miesiąc temu. Czy niczego nie zapomniałeś?