To nie ja jestem twoją narzeczoną.

Przepraszam, pomyliłeś się, nie jestem twoją narzeczoną.

Dlaczego to robimy
Ta historia wydarzyła się naprawdę i zakończyła się dość smutno dla pewnej kobiety. A właściwie dla dwóch.
A wszystko zaczęło się dość banalnie.

Rodzice Łukasza od dawna chcieli go ożenić. Przecież był przystojnym, zdrowym mężczyzną, pracował jako monter w zakładzie zbrojeniowym i zarabiał ogromne pieniądze, a przy tym wciąż pozostawał kawalerem.
Większość swojej pensji przepuszczał na rozrywki i restauracje, mimo że mógł sobie pozwolić na samochód w kilka miesięcy. Ale po co, skoro można było jeździć taksówkami? Życie jak z bajki. W wolnym czasie jadł, pił i nikt mu nie miał prawa tego wypominać. Poza rodzicami, rzecz jasna, ale od tego są rodzice, by zwracać uwagę, więc niech tak robią. Tak myślał sobie Łukasz.
Rodzice mieli jednak zupełnie inne zdanie. Postanowili działać radykalnie.

Dogadali się z pewną kobietą o imieniu Zofia, która mieszkała w sąsiednim bloku, miała córkę w podobnym wieku – już powinna wyjść za mąż, ale nadal nikt jej nie chciał. Zofia po rozmowie z rodzicami Łukasza zaczaiła się na niego na wąskiej ścieżce i pod pretekstem pomocy w dźwiganiu ciężkiej siatki zwabiła go do swego domu. Łukasz był pomocny, więc zgodził się pomóc. W zamian, w nagrodę, posadziła go przy stole i nalała kieliszek koniaku, wszystko w przyjemnej atmosferze.
– My, Łukasz, ludzie prości, doceniamy życzliwość. Chcemy cię ugościć za twoją pomoc – powiedziała Zofia.
Łukasz nie odmówił, bo przecież kobieta prosi. Wypił jeden kieliszek, a ona nalewa drugi.

Wtedy weszła jej córka Ania. Łukasz się uśmiechnął, ale zaraz była pułapka. Zofia zaprosiła go na następny dzień na niby urodziny córki. Rozgrzany koniakiem Łukasz się zgodził. Dlaczego nie? Jutro sobota, można zaszaleć.
Zaszalał tak, że obudził się dopiero następnego dnia. W poniedziałek pojechał prosto do fabryki.
Wieczorem wrócił do rodziców i niewesoło oznajmił:
– Chyba się wpakowałem… Teraz będę musiał się ożenić…
Rodzice ulżyli i uśmiechnęli się.
Czas do ślubu minął szybko. Gdy jest dużo do zrobienia, czas leci jak szalony: trzeba zamówić restaurację, uszyć garnitur i suknię, znaleźć złote obrączki, zorganizować transport. Łukasz obserwował, jak jego pieniądze znikają na rzeczy, które go nie cieszyły.
Nie kochał tej Ani. Po prostu powiedział półżartem, a Ania z matką złapały go na słowach. A teraz, co, ma cierpieć tylko za jedną wypowiedź?

Ani była szczęśliwa, nawet mówiła:
– Przygotuj się, Łukasz, na wykup narzeczonej!
– Na co? – zaniepokoił się. – Może po prostu przyjdę, wsiądziemy do auta i pojedziemy do urzędu?
– Nie! – upierała się Ania. – Chcę, żeby wszystko było jak mama mówi.
– Jak mama mówi?.. – wymamrotał Łukasz przez zęby i znów przypomniał sobie pierwsze spotkanie z Zofią. Ostatnie dni ciągle o tym myślał, jak to spotkanie było celowo zaaranżowane przez przyszłą teściową.

Nadeszła ta chwila, kiedy z ciężkim sercem założył strój pana młodego i pojechał po narzeczoną wynajętym autem. Gdyby się zastanowić, mógł iść piechotą, ale takie są zwyczaje. Trzeba, aby wszyscy widzieli.
Gdy wszedł do klatki schodowej, otoczyły go koleżanki narzeczonej, żądając zapłaty za każdą stopień do szczęścia.
Wysupłał drobne, żeby tylko dały mu spokój. Wszystko to go drażniło, ale jeszcze bardziej fakt, że wkrótce będzie musiał kłamać w urzędzie, że kocha narzeczoną.
Przeklinając wszystko pod nosem, wszedł na drugie piętro, do mieszkania i zobaczył pięć narzeczonych z twarzami zakrytymi koronkową zasłoną.

Jedna z koleżanek oświadczyła:
– Teraz pan młody musi zgadnąć, która z nich to jego ukochana Ania. Za każdą pomyłkę – kara!
– Jeszcze kara? – mruknął Łukasz, a zebrani przyjęli jego słowa jako żart.
Stojąc przez chwilę, w rzeczywistości starał się postąpić właściwie i wtedy przyszła mu do głowy decyzja. Wybrał dziewczynę najmniej przypominającą Anię i chwycił ją za rękę.
– To moja narzeczona! – zakrzyknął i poprowadził ją do wyjścia.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem.

Podczas gdy krzyczeli, Łukasz z dziewczyną już wybiegli z klatki i wciągnął ją do samochodu.
– Co robisz? – ocknęła się dziewczyna, ale mechanicznie weszła do auta. – Pomyliłeś się, nie jestem twoją narzeczoną!
– Wiem! – odparł Łukasz i kazał kierowcy ruszać.
Maszyna ruszyła, a dziewczyna zdjęła zasłonę z twarzy.
– Co robisz? Pomyliłeś się! Zatrzymaj auto!
– Nie pomyliłem się – mruknął Łukasz, patrząc jej w oczy pełne rozpaczy.
I wtedy stało się coś dziwnego. Coś przeczytała w jego spojrzeniu, i uspokoiła się.
– A jesteś pewny, Łukasz, że dobrze robisz? – zapytała cicho.
Łukasz kiwnął głową, nie przestając patrzeć jej w oczy.
– Ani w ogóle nie kochasz? – zapytała znów.
– Nienawidzę jej – wyszeptał.
– Dokąd teraz jedziemy? – spytała.
– Dokąd? – Kierowca się zdziwił. – Nie jedziemy do urzędu?
– Nie, kolego… – zrezygnowany powiedział Łukasz. – Tam nas nie ma.
– Nie rozumiem! – Kierowca gwałtownie zahamował.
– Muszę się gdzieś ukryć… – Łukasz znów spojrzał na dziewczynę i ona się uśmiechnęła.
– Może cię schowam? – zaproponowała.
– Stop, młodzi! – zawołał kierowca. – Czemu nie jedziemy do urzędu? Mam wszystko zaplanowane!

– Proszę się nie martwić, zapłacimy ekstra – powiedziała dziewczyna pewnie. – Zawieź nas tutaj. – I podała adres. Łukasz potwierdził: – Tak, zapłacimy więcej! Tylko nie odbieraj telefonu, jeśli będą dzwonić!
Zrobiło się zamieszanie. Rodzice Łukasza z Zofią poszli nawet na policję, zgłaszając zaginięcie pana młodego. Ale tam tylko się śmiali i sugerowali, by zgłosić się do telewizji.
Łukasz przez dwa tygodnie bał się wracać do domu, a Ania stała się wrogiem numer jeden dla swej koleżanki.

Ale po kilku miesiącach Łukasz i Ania pobrali się. Tym razem z miłości. Chłopak po ślubie stał się spokojny, spokojny, kupił samochód. Musieli jednak szukać nowego mieszkania z dala od Zofii i jej córki.

Rate article
Fajna Tajna
To nie ja jestem twoją narzeczoną.