Zdradził raz, zdradzi i drugi

Przed laty zdradzony

Larysa czuła się szczęśliwą kobietą – miała ukochanego syna Bogdana, uwielbianego męża Mikołaja i lekką pracę. Mikołaj zawsze dobrze zarabiał, więc mogła sobie pozwolić na pracę na pół etatu, poświęcając czas synowi. Czyż to nie szczęście?

A przecież wszystko mogło się potoczyć inaczej…
– Zakochałem się w innej kobiecie – oznajmił jej 13 lat temu ukochany mąż, unikając jej wzroku. – Musimy się rozstać.
– Mikołaj, co ty mówisz?! Przecież cię kocham, ty również mnie kochałeś. To nie może tak po prostu się skończyć!
Mikołaj wzruszył wtedy ramionami i dodał, że jeśli chce, może sama złożyć wniosek o rozwód. Wygodnie?! Jej było wygodnie, żeby jej mąż – uwielbiany mężczyzna! – był przy niej.
Przez tydzień płakała w poduszkę lub urządzała sceny, nie rozumiejąc, że tym bardziej odpycha Mikołaja.
A potem uspokoiła się, wzięła się w garść i zaproponowała mężowi wieczór pożegnalny…

Rozwodu jednak nie było, bo okazało się, że Larysa jest w ciąży.
Starania o dziecko trwały pięć lat bez rezultatu.
25-letnia Larysa i 27-letni Mikołaj byli całkowicie zdrowi, ale ciąża nie nadchodziła. A teraz, zaledwie jeden raz, na pożegnanie… I nie musieli się rozstawać.
Mikołaj od razu oświadczył, że nigdzie nie odchodzi – Larysa nawet miała wrażenie, że pozostanie mu przyniosło ulgę. Nosząc ją na rękach, cieszył się z narodzin Bogdana najbardziej ze wszystkich.

O zdradzie nigdy więcej nie wspominali, Larysa nie dowiadywała się nawet, kim była tamta kobieta.
Po co? Najważniejsze, że u nich wszystko się poprawiło!
Teraz Bogdan ma już 12 lat, jest bystrym chłopcem. Larysa chciała posłać go do gimnazjum z naciskiem na matematykę, ale zareagowała za późno.
Syn nadal chodził do zwykłej szkoły, lecz wygrywał niemal wszystkie konkursy matematyczne. Uczęszczał do klubu szachowego i do szkoły muzycznej, gdzie uczył się gry na skrzypcach.
Skrzypce nie były jego ulubionym zajęciem, ale Larysa była zdeterminowana, aby jej syn wszechstronnie się rozwijał.
– Może lepiej, żeby zaczął trenować piłkę nożną? – skrzywił się Mikołaj, dowiedziawszy się o planach żony.
– Oszalałeś?! – oburzyła się Larysa. – Chcesz, żeby nasz syn się poobijał? Żeby został inwalidą?!
Nie i nie!
Mąż machnął ręką – rób co chcesz! W pracy miał problemy, więc myśli krążyły głównie wokół tego.
Teraz Mikołaj kierował działem, a jego kariera i zarobki były na dobrym poziomie.

To właśnie w biurze męża do Larysy uśmiechnęło się szczęście. Kiedy przyjechała, by razem z mężem pojechać do restauracji na rocznicę ślubu, zaczęła rozmawiać z jedną z jego współpracownic.
Elegancka brunetka Ksenia – wcale nie szara myszka, przy niej Larysa czuła się niepewnie – okazała się bardzo sympatyczną kobietą.
Ona również miała syna, rówieśnika Bogdana, więc miały wspólne tematy do rozmów.

– A co, jeśli poproszę, żeby twój Bogdan też dostał się do gimnazjum, gdzie chodzi mój Filip? – niespodziewanie zaproponowała Ksenia.
– Ale to niemożliwe. Nawet za pieniądze ciężko się tam dostać – odpowiedziała z powątpieniem Larysa.
– Pieniądze to nie wszystko, ale mam swoje kontakty. Wiem, jak sobie poradzić! – zaśmiała się Ksenia.
– Byłabym ci bardzo wdzięczna! – ucieszyła się Larysa.
Ksenia nie kłamała i następny rok szkolny Bogdan zaczął w “matematycznym” gimnazjum.
Pojawił się jednak problem – szkoła znajdowała się w innej dzielnicy miasta. Larysa wciąż miała lęk przed samodzielnymi podróżami syna, nawet na krótsze dystanse.
Rano spokojnie zawoziła Bogdana sama, ale po zajęciach…
– Laro, nasz syn to już dorosły chłopak, rozsądny i odpowiedzialny. Sam trafi do domu!
Przystanek jest obok szkoły. Wsiada do autobusu i jedzie. Nawet się nie przesiada! – powiedział Mikołaj, gdy Larysa próbowała go przekonać, by odbierał Bogdana.

– Mikołaj, zachowujesz się, jakbyś miał zapasowe dziecko! Samemu jest strasznie na ulicy nawet dorosłemu…
– Wystarczy! – przerwał jej Mikołaj. – Kiedy będę mógł, odbiorę go, a na co dzień niech radzi sobie sam.
Larysa poskarżyła się Kseni – od czasu do czasu rozmawiały przez telefon o synach i gimnazjum.
– Też mi problem! – powiedziała Ksenia. – Niech chłopcy po szkole przychodzą do nas, mieszkamy blisko, a ty odbierzesz Bogdana, kiedy będziesz mogła.
– Mówisz poważnie? – zdziwiła się Larysa. – To niewygodne… Tyle zamieszania.

– Jakie zamieszanie?! Też pracuję. Ale przynajmniej będą w domu, razem. Oboje są spokojni i odpowiedzialni. Może się zaprzyjaźnią!
– Boże, Ksenia, będę ci tak wdzięczna!
– Nic takiego!
Bogdan przyjął wiadomość z niepewnością. Filipa znał, ale uczyli się w innych klasach i nie byli blisko.
Syn w ogóle miał trudności z nawiązywaniem kontaktów. Zgodził się na nowe gimnazjum z radością głównie dlatego, że nie musiał chodzić na skrzypce – zbyt daleko.
Jednak Larysa, gdy drugiego dnia odbierała syna z mieszkania Kseni, zauważyła, że odchodził niechętnie.

– Mamo, mogę zostać dłużej? – prosił Bogdan. – Nie skończyliśmy jeszcze gry z Filipkiem…
– Nie, czas na naukę. Nie chcę obciążać gospodarzy. Mama Filipa już robi nam przysługę, – zdecydowanie odparła Larysa.
– Im, nie nam – wymamrotał syn.
Larysa zignorowała to.
Mikołaj, dowiedziawszy się o sytuacji, początkowo się oburzył – przecież pracuje z Ksenią i co powiedzą ludzie?
Jednak po wysłuchaniu argumentów żony i żeby uniknąć kłótni, machnął ręką.
Zresztą w najbliższych miesiącach i tak będzie często w delegacjach, bo otwierają nowy oddział – więc niech żona robi, co chce!

Na tym stanęło.
A Bogdan coraz częściej prosił Larysy, by mogła pozwolić mu zostać u Filipa na dłużej:
– Mamo, mamy z Filipem tyle spraw… Odrabiamy lekcje. Proszę…
– Laro, co się z tobą dzieje? – “zapiewała” mu Ksenia. – Chłopaki się zaprzyjaźnili, nic złego nie robią. Niech Bogdan zostanie.
Każdego razu ich przekonywała. Doprowadziło to do tego, że syn czasami zostawał na noc.
Larysa zgadzała się z ciężkim sercem, a potem dzwoniła, pytając o syna – przyzwyczaiła się, że zawsze był obok.
Mikołaj faktycznie zniknął w delegacjach, a Larysa samotnie czuła się w domu bardzo osamotniona, więc coraz częściej nie pozwalała Bogdanowi zostawać dłużej.
– Mamo, czemu taka jesteś?! – wykrzyknął Bogdan, gdy matka nie pozwoliła mu odwiedzić Filipa.

– Jaka? – zdziwiła się Larysa.
– Taka! Biegasz za mną jak kura za kurczakiem! Ja już dorosłem, a ty nie dajesz mi kroku zrobić?!
– Bogdan – powiedziała twardo Larysa – skąd masz takie… teksty? Kto cię tego nauczył?
– Nikt mnie nie uczył! – wymamrotał syn. – Nie żyję w lesie.
– Jestem twoją matką i dbam o ciebie. Chcę dla ciebie dobrze, – doradziła Larysa.
– Ksenia też jest matką i dba o Filipa! Tylko nie kontroluje go ciągle, pozwala na wszystko i nigdy nie krytykuje! – odparował Bogdan.
– Więc pozwala na co?
– Nic złego, – mruknął syn. – Idę spać, wszystko.
Larysa się niepokoiła. Bogdan był spokojnym dzieckiem, miejscami nawet flegmatycznym, a teraz nagle podniósł głos.

Nie uwierzyłaby, że Ksenia wprowadziła u siebie anarchię, więc doszła do wniosku, że synowi brakuje męskiego wychowania. Gdy Mikołaj wróci, niech z nim porozmawia!
Jednak mąż stanął po stronie syna:
– Lara, no serio, dusiłaś go już tą swoją opieką. Daj mu trochę wolności.
Jak rozumiem, Filip to normalny chłopak, uczą się razem i bawią. To normalne.
– Tak! Tylko z matką tak rozmawiać nie w porządku! – oburzyła się Larysa. – Czy nie zgadzasz się?
– Zgadzam się. Ale jeszcze raz mówię – uspokój się trochę, bo doczekasz się, że własny syn cię znienawidzi.
Masz teraz więcej czasu dla siebie. Może pójdź do salonu piękności, odwiedź się trochę.
– Co−o−o! Chcesz powiedzieć, że źle wyglądam?!
– Powiedzmy tak – nie zaszkodziłoby ci zadbać o siebie.
To już było dla Larysy zbyt wiele. Nie odzywała się do męża przez tydzień po jego wyjeździe, odpowiadała tylko oschle na pytania o syna.
Starała się jak mogła dobrze wychować syna i zadbać o męża, utrzymując dom w porządku, a tu nagle ma pójść do salonu piękności!

Po powrocie Mikołaj się z pewnością przeprosił, a ona oczywiście mu wybaczyła – w końcu go kochała.
Tymczasem chłopcy planowali wyjazd pod namioty. Z dwóch klas zgłosiło się czternaście chętnych, dlatego potrzebna była pomoc rodziców.
Larysa najpierw nie chciała puścić Bogdana “na ten koszmar”, potem postanowiła jechać z nim, ale nie mogła.
W pracy jej nie pozwolili, a i syn ją sporo błagał.
Nieoczekiwanie Mikołaj zgodził się pojechać:
– Dlaczego? Mam kilka dni wolnych. Od dawna nie odpoczywałem na świeżym powietrzu, pod namiotem… – powiedział marzycielsko.
– No, skoro tak… – powiedziała zdezorientowana Larysa. – Dobrze, jedźcie! Bądźcie na łączności!

Ojciec i syn wymienili spojrzenia i przewrócili oczami – mama jak zawsze…
Larysa przez te trzy dni, gdy byli na wycieczce, była pełna niepokoju. Mieli kontakt tylko w kilku miejscach, i dzwonili do niej dwa razy.
Nie wytrzymała i pojechała do domu Filipa, bo oni mieli zapełniać drogę jako pierwsi, aby tam spotkać męża i syna.
Na podwórzu było pełno samochodów i musiała zostawić swój na ulicy.
Przy wejściu zauważyła obejmującą się parę, ale w półmroku najpierw ich nie rozpoznała. Głosy podpowiedziały.
– Mikołaj, ile jeszcze? – cicho, ale stanowczo spytała Ksenia. – Kiedy zamierzasz się rozwieść?
– Kseniu, proszę, nie dzisiaj. Te trzy dni były takie cudowne, nie psuj ich, – odpowiadał Mikołaj. – Kocham cię i na pewno niebawem się rozwiodę.
Para bez wątpienia się pocałowała.
Kogo to kocha jej mąż? Razem byli na wycieczce? Mikołaj planuje się rozstać z nią? Pytania wirowały w głowie Larysy…
– Co tu się dzieje? – krzyknęła tylko raz, pytając jak tysiące zdradzonych ludzi przed nią.
– Nareszcie, – cicho odpowiedziała Ksenia. – Już nie mogłam dłużej się ukrywać.

– Jak długo się… kryjecie? – z ironią spytała Larysa.
– Już prawie rok, – spokojnie odpowiedziała rywalka. – Wiesz, jak to męczące?
– Nie wiem! Ale chcę wiedzieć, po co przyjmowałaś mojego syna?!
– Przecież Mikołaj to dobry ojciec, tylko Bogdan trzymał go przy tobie.
Postanowiłam się z nim zaprzyjaźnić. Świetny chłopak z waszego Bogdana! Tylko ty już go przytłoczyłaś.
Nie miałabym nic przeciwko, gdyby mieszkał z nami.
– Co−o−o?! Nawet o tym nie myśl! Mój syn będzie ze mną! – rozzłościła się Larysa. – I mąż również. Prawda, Mikołaj?!
– Brzmi groźnie, – przełknął milczący dotąd Mikołaj. – Proponuję omówić to wszystko w domu, na spokojnie.

– O nie! Chcę, żebyś teraz powiedział, że zostajesz z rodziną! I, przy okazji, gdzie jest Bogdan?!
– Oni z Filipkiem zaniosą rzeczy do mieszkania, zaraz wrócą, – spokojnie wyjaśnił Mikołaj. – I, Laro, dajmy się obejść bez awantur. Tak się złożyło, że kocham Ksenię i chcę z nią być.
Kiedy Larysa szukała słów na odpowiedź, Bogdan pojawił się w drzwiach klatki schodowej:
– Mamo? Co tu robisz? A my, wyobraź sobie?..
– Jedziemy do domu, – przerwała mu Larysa. – Szybko!
Chwyciła syna za rękę i pociągnęła do samochodu, ignorując jego protesty.
Mikołaj faktycznie odszedł do Kseni. Próbowali zabrać Bogdana od Larysy, ale chłopiec, widząc łzy swojej matki – a płakała prawie cały czas po tamtym wieczorze – oznajmił, że zostaje z nią.
Po roku Mikołaj chciał wrócić, ale Larysa go nie przyjęła – nie mogła wybaczyć drugi raz.

Rate article
Fajna Tajna
Zdradził raz, zdradzi i drugi