Przez złamane serce
Małgorzata była szczęśliwą kobietą: miała ukochanego syna Jakuba, kochanego męża Marka i stabilną pracę. Marek zawsze dobrze zarabiał, co pozwalało Małgorzacie pracować na pół etatu, poświęcając dużą część dnia synowi. Czy mogło być lepiej?
A przecież mogło to wyglądać zupełnie inaczej…
– Zakochałem się w innej kobiecie – wyznał jej 13 lat temu ukochany mąż, unikając jej spojrzenia. – Musimy się rozstać.
– Marek, oszalałeś?! Przecież cię kocham, i ty mnie również kochałeś. To nie może się tak po prostu skończyć!
Marek wzruszył wtedy ramionami i dodał, że jeśli Małgorzacie było wygodniej, to mogła sama złożyć papiery rozwodowe.
Wygodniej?! Najwygodniej byłoby, żeby jej ukochany mąż był przy niej.
Przez tydzień przepłakała całe noce, robiąc sceny i nie mogąc zrozumieć, że tylko bardziej oddalała się od Marka.
W końcu się uspokoiła, wzięła się w garść i zaproponowała mężowi pożegnalny wieczór…
Do rozwodu jednak nie doszło, bo okazało się, że Małgorzata jest w ciąży. Przez prawie pięć lat starali się o dziecko, bezskutecznie. Teraz, za pierwszym razem, pożegnanie okazało się niepotrzebne. Marek stwierdził, że nigdzie nie wyjedzie – Małgorzacie nawet się wydawało, że zostaje z ulgą – nosił ją na rękach i razem najbardziej cieszyli się narodzinami Jakuba.
Nigdy nie wspominali o jego zdradzie, a Małgorzata nawet nie próbowała się dowiedzieć, kim była owa kobieta. Cóż! Najważniejsze, że wszystko się polepszyło!
Teraz Jakub miał już 12 lat, wyrastał na bystrzaka. Małgorzata rozważała jego zapisanie do szkoły z naciskiem na matematykę, ale zdała sobie sprawę z tego zbyt późno. Syn nadal chodził do zwykłej szkoły, ale wygrywał niemal wszystkie konkursy matematyczne w okolicy. Uczęszczał na zajęcia szachowe i uczył się gry na skrzypcach w szkole muzycznej. Nie przepadał za tym ostatnim, ale Małgorzata była zdecydowana rozwijać jego wszechstronność.
– Może byś go zapisała na piłkę? – zaproponował Marek, dowiedziawszy się o zamiarach żony w kwestii muzyki Jakuba.
– Zwariowałeś?! – oburzyła się Małgorzata. – Chcesz, by twój syn odniósł kontuzję? Czy żeby stał się niepełnosprawny?!
Nie i nie!
Marek machnął ręką – rób, jak chcesz! Miał wówczas problemy w pracy, myśli krążyły wokół kariery.
Teraz Marek kierował działem, a jego kariera i wynagrodzenie były na dobrym poziomie.
Szczęście znów się do Małgorzaty uśmiechnęło w firmie męża. Wpadła po niego, planując wyjście do restauracji na rocznicę ślubu, i zaczęła rozmowę z jedną z jego współpracownic. Elegancka brunetka Anna – wyraźnie nie szara myszka – była bardzo miłą kobietą i Małgorzata, z nią rozmawiając, czuła się pewniejsza siebie. Okazało się, że Anna również ma syna, rówieśnika Jakuba, więc miały o czym dyskutować.
– Chcesz, żebym zapytała, czy Jakuba przyjmą do szkoły, w której jest mój syn, Filip?! – nieoczekiwanie zaproponowała Anna.
– To raczej niemożliwe. Nawet za pieniądze się tam nie dostaniesz – odpowiedziała z powątpiewaniem Małgorzata.
– Pieniądze to nie wszystko, a ja mam trochę znajomości. W końcu, jestem całkiem atrakcyjna! – mrugnęła Anna żartobliwie.
– Będę ci bardzo wdzięczna! – ucieszyła się Małgorzata.
Anna nie kłamała i Jakub rozpoczął kolejny rok szkolny w matematycznej szkole.
Pojawił się jednak problem – szkoła była w innym rejonie miasta, a Małgorzata bała się puszczać syna samego nawet do pobliskiej szkoły, nie mówiąc już o takiej odległości.
Rano sama woziła Jakuba, ale po lekcjach…
– Gosi, nasz syn jest już dorosły, mądry i odpowiedzialny. Sam sobie poradzi z powrotem do domu!
Przystanek autobusowy jest zaraz obok szkoły. Wsiądzie i dojedzie, nawet nie musi się przesiadać! – oświadczył Marek o próbach żony, by go namówić do odbierania Jakuba.
– Marek, zachowujesz się, jakbyś miał zapasowe dziecko! Samotnie dorosły człowiek teraz boi się na ulicy być, a…
– Dość! Wystarczy! – przerwał jej Marek. – Jak będę mógł, to odbiorę, ale niech dojeżdża sam.
Małgorzata skarżyła się Annie — panie od czasu do czasu rozmawiały telefonicznie, omawiając synów i ich szkołę.
– Ojej… Też mi problem! – stwierdziła Anna. – Niech chłopcy po szkole przychodzą do nas, przecież mieszkamy blisko, a ty możesz przyjeżdżać i odbierać Jakuba, kiedy tylko możesz.
– Jesteś poważna? – ożywiła się Małgorzata. – Nie, to nie jest wygodne… Taki problem ci sprawiam.
– Jaki problem?! Ja też pracuję. Ale przynajmniej będą w domu, razem. Obaj są spokojni, odpowiedzialni — może nawet zostaną przyjaciółmi!
– Oj, Ania, będę ci bardzo wdzięczna!
– Daj spokój!
Jakub niechętnie przyjął tę nowinę. Z Filipem był lekko zaznajomiony, ale chodzili do różnych klas i nie utrzymywali bliskiego kontaktu. W ogóle trudno było mu nawiązywać nowe znajomości. Do nowej szkoły zgodził się pójść z radością, tylko dlatego, że oznaczało to nieuczestniczenie w lekcjach muzyki – znajdowała się daleko od szkoły, a Małgorzata już nie mogła go tam ciągle zawozić.
Jednak kiedy Małgorzata na drugi dzień przyszła po Jakuba do mieszkania Anny, chłopak odchodził z niechęcią.
– Mamo, czy mogę jeszcze zostać? – jęknął Jakub. – Nie skończyliśmy jeszcze z Filipem gry…
– Nie, musisz odrobić lekcje. To nie jest wygodne tak kłopotać gospodarzy. Mama Filipa i tak robi nam wielki przysługę – stanowczo powiedziała Małgorzata.
– Nie nam, a tobie – cicho burknął syn.
Małgorzata udawała, że tego nie słyszy.
Marek, kiedy się o tym dowiedział, najpierw się oburzył – przecież pracuje z Anną, a co ludzie powiedzą?
Ale po wysłuchaniu kilkunastu argumentów żony i nie mając ochoty na rodzinne kłótnie, machnął ręką. Przez najbliższe miesiące i tak miał w planach wiele służbowych podróży, bo otwierali nowy oddział – więc żona mogła robić, co chciała!
Tak też się umówili.
Jakub coraz częściej prosił Małgorzatę, by pozwoliła mu zostawać dłużej u Filipa:
– No, mamo, mamy z Filipem tyle spraw… Odróbimy lekcje. No, proszę… – jęczał syn.
– Gośka, czemu się opierasz? – „podśpiewywała” z nim Anna. – Chłopcy się zaprzyjaźnili, nic złego nie robią. Niech Jakub u nas zostanie.
I za każdym razem go przekonywali. Doszło do tego, że syn kilka razy spędzał noce u tej rodziny.
Małgorzata się zgadzała, ale potem nieustannie dzwoniła, pytając, co u syna – przywykła, że zawsze był obok niej.
Rzeczywiście, Marek przepadł w służbowych wyjazdach, i Małgorzata czuła się zupełnie samotna w domu, więc coraz rzadziej zgadzała się, by Jakub zostawał na dłużej.
– Mamo, czemu jesteś taka?! – raz wykrzyczał Jakub, gdy matka nie dopuściła go do Filipa.
– Jaka? – zdziwiła się Małgorzata.
– Taka! Biegasz za mną jak kurka za pisklęciem! Jestem już duży, a ty mnie kroków nie pozwalasz robić?!
– Jakubie – ostro powiedziała Małgorzata – natychmiast mi wyjaśnij, skąd te… frazy? Gdzie je słyszałeś? Kto cię tego nauczył?
– Nikt nie uczył! – burknął syn. – Nie mieszkam przecież w lesie.
– Jestem twoją matką i tylko się o ciebie troszczę. Chcę najlepiej właśnie dla ciebie – pouczyła Małgorzata.
– Anna też jest matką i o Filipa się troszczy! Tylko go nie kontroluje, pozwala na wszystko i nigdy nie karci! – odpowiedział Jakub.
– Ach tak… I co na to pozwala?
– Nic złego – burknął syn. – Idę spać, dobranoc.
Małgorzata się zaniepokoiła. Jakub był z natury spokojnym, nieco flegmatycznym dzieckiem, a tu nagle podniósł na nią głos.
Wątpiła, żeby Anna urządzała anarchię w swoim domu – może jej synowi brakowało ojcowskiego wychowania. Ale gdy Marek wróci, niech z nim porozmawia!
Jednak mąż stanął po stronie syna:
– Gośka, naprawdę, dusisz już Jakuba swoją opieką. Daj mu trochę wolności.
Z tego, co wiem, Filip to porządny chłopak, odrabiają wspólnie lekcje i się bawią. Uważam to za naturalne.
– Tak! Ale mówienie do swojej matki w taki sposób nie jest normalne! – oburzyła się Małgorzata. – Czy się nie zgadzasz?
– Zgadzam się. Ale jeszcze raz ci mówię – u spokojnij się trochę, bo dojdzie do tego, że własny syn cię znienawidzi.
Masz teraz mnóstwo wolnego czasu. Idź do salonu piękności, albo coś w tym stylu.
– Co-o-ó?! Chcesz powiedzieć, że źle wyglądam?!
– Powiedzmy, że nie zaszkodziłoby poświęcić trochę czasu na siebie…
To już było dla Małgorzaty nie do zniesienia. Nie rozmawiała z mężem przez cały tydzień, aż do jego wyjazdu w delegację, a potem sucho odpowiadała na jego pytania o syna czy codzienne sprawy przez telefon. Przykłada się do wychowania syna i dba o domowy spokój, a teraz słyszy, że jej się do salonu piękności zapragnęło!
Jednak po powrocie, Marek przeprosił, a Małgorzata mu wybaczyła – przecież nadal go kochała.
Tymczasem chłopcy znajdują nową pasję. Z dwóch klas zebrało się czternaścioro chętnych do wyjazdu i potrzebne było wsparcie rodziców. Małgorzata początkowo nie chciała Jakuba puścić „na tą wycieczkę”, ale później uznała, że pojedzie z nim, choć ostatecznie jej się nie udało. W pracy nie dali jej urlopu, a i syn ją od tego odwodził.
Nieoczekiwanie Marek zgodził się na wycieczkę:
– Czemu nie? Mam przecież parę dni wolnych. Dawno nie byłem na świeżym powietrzu, w lesie, pod namiotem… – zamyślił się.
– No skoro tak… – skonsternowana powiedziała Małgorzata. – Dobrze, jedźcie! Tylko proszę miejcie kontakt!
Ojciec i syn wymienili spojrzenia i przewrócili oczami – jak zwykle mama!..
Przez trzy dni ich nieobecności w wycieczce, Małgorzata była spięta. Zasięg mieli ograniczony i dzwonili do niej tylko kilka razy.
Nie wytrzymując, Małgorzata pojechała pod dom Filipa, by tam przywitać męża i syna.
Przed blokiem zauważyła przytulającą się parę, która wydawała się nie do poznania w półmroku. Głosy jednak zdradziły ich tożsamość.
– Marek, ile można czekać? – pytała Anna, cierpliwie, lecz wymagająco. – Kiedy zamierzasz się rozwieść?
– Aniu, nie dzisiaj. Przeżyliśmy cudowne trzy dni, nie psuj tego – odpowiadał Marek. – Kocham cię, i to jest pewne, i z całą pewnością wkrótce się rozwiodę.
Para ewidentnie się całowała.
Kogo jej mąż kocha? Czy byli razem na wycieczce? A rozwód? Pytania kłębiły się w głowie Małgorzaty…
– Co tu się dzieje? – zadała najgłośniej pytanie, które już tysiące zdradzonych osób wypowiedziały.
– No, nareszcie – stwierdziła Anna przyciszonym głosem. – Już brak mi sił, by się dalej ukrywać.
– I jak długo… ukrywacie się? – zajęła Małgorzata sarkastycznym tonem.
– Prawie rok – spokojnie odpowiedziała rywalka. – Wiesz, jak mam tego dość?
– Nie wiem! Ale chcę wiedzieć, dlaczego tak interesowałaś się moim synem!
– Bo Marek to przykładny ojciec, tylko Jakub go przy tobie trzymał. Postanowiłam się z nim zaprzyjaźnić. Świetny z was chłopak, choć go zaniedbywałaś.
Jestem gotowa przyjąć go do naszego domu.
– Co-ó-ó?! Nawet tego sobie nie wyobrażaj! Mój syn zostanie ze mną! – zirytowała się Małgorzata. – A i mój mąż, Marek, tak?
– Brzmi groźnie – marek się odezwał, po raz pierwszy. – Proponuję omówić to w domu, we dwoje.
– Nie, nie! Powiedz teraz, że zostajesz w rodzinie! A swoją drogą, gdzie Jakub?
– Z Filipem zanieśli rzeczy do mieszkania, za chwilę wrócą – spokojnie wyjaśnił Marek. – A Małgorzato, porozmawiajmy bez kłótni. Tak się złożyło, że kocham Annę, i chcę być z nią.
Gdy Małgorzata szukała słów w odpowiedzi, w drzwiach pojawił się Jakub:
– Mamo? Co ty tu robisz? A my, wyobraź sobie?…
– Jedziemy do domu – przerwała mu Małgorzata. – Szybko!
Chwyciła syna za rękę i pociągnęła do samochodu, ignorując jego protesty.
Marek naprawdę odszedł do Anny. Próbowali, choć nie udało im się, odebrać Jakuba Małgorzacie, jednak chłopak widząc łzy matki – która prawie cały czas płakała od tamtego wieczora – oświadczył, że pozostaje z mamą.
Po roku Marek zapragnął wrócić, ale Małgorzata nie przyjęła go – nie mogła wybaczyć mu po raz drugi.



