Kasia zostawiła mnie, ponieważ nie mogłem mieć dzieci, ale potem wydarzyło się coś niespodziewanego.
Jestem bardzo zakochana w miłości.
W pewnym momencie znalazłam się w sytuacji, z której nie wiedziałam, jak się wydostać. Wszystko się skomplikowało, ale jakimś cudem wszystko zakończyło się najlepiej, jak można.
To zdarzyło się na przyjęciu urodzinowym mojej przyjaciółki. Muzyka w górskiej chatce grała tak głośno, że aż dusiło w uszach. Emocje wrzały w naszych sercach, a pragnienia wydobywały się z nas w najbardziej niespodziewany sposób.
Tak wiele razy wznosiliśmy toast “na zdrowie”, że w pewnym momencie porwało mnie – wszystko zaczęło się zmieniać, muzyka dzwoniła w mojej głowie. Nawet nie pamiętam, jak znalazłam się na jakiejś kanapie, owinięta kocem.
Rankiem, schodząc po kawę, napotkałam przystojnego chłopaka, który nagle stanął przede mną:
– Jak się masz? Wczoraj chyba nie czułaś się najlepiej.
Spojrzałam na niego i nagle przyszło mi do głowy: to on chyba wczoraj prowadził mnie do ratunkowej kanapy. Teraz miło się uśmiechał, a ja zalałam się ciepłem pod jego pięknymi niebieskimi oczami. Dzień minął wspaniale: nad nami płynęły pierzaste chmury, lekki wiaterek muskał moje policzki… Spacerowaliśmy do późnego wieczora, a gdy się potknęłam, znalazłam się w jego ramionach. Nasze spojrzenia się spotkały, usta się złączyły – gdzieś tam, na pięknym wzgórzu, pod otwartym niebem.
Nasza milcząca zgoda na to, co się działo, nie pozwalała nam zadawać pytań o przyszłość. Takie pytania pojawiły się same kilka dni po powrocie do miasta.
Trzy miesiące wcześniej poznałam poważnego mężczyznę, który pracował w banku – stabilnego, zamożnego, budzącego zaufanie. Nazywał się Paweł. Kiedy go zobaczyłam, nie poczułam dreszczy, ani zawrotów głowy. Było coś innego – jakby moja głowa zakochiwała się w nim. Ten Paweł był tak zorganizowany, że zadziwiał mnie swoją logiką we wszystkim, co robił. Przy nim czułam się dorosła, chociaż w rzeczywistości wcale taka nie byłam.
Te dwie historie splatały się w najbardziej dziwny sposób. Teraz w ogóle nie wiedziałam, co robić. Czułam trochę winy za zdradę, trochę radości – że dzikie we mnie jeszcze nie zgasło, i trochę zakłopotania – bo czekała mnie decyzja.
Teraz jesteśmy razem.
Cieszyłam się akurat z Pawłem, z którym wszystko układało się jak w jakimś wielkim planie życiowym, ale improwizacje szły w parze z tym niebieskookim. Tak minęło kilka miesięcy. Lecz zawsze znajdowało się jakieś okoliczności, które wyprowadzały cię z iluzji i marzeń.
Moim okolicznością była nagła ciąża. Kto był ojcem? Zastanawiając się nad tym klasycznym pytaniem, Paweł nagle popadł w jakąś melancholię, której powodu nie mogłam zrozumieć. Coś się z nim działo, ale nie mogłam nawet przypuszczać, co to właściwie jest. Aż pewnego wieczoru nie przyszedł z ogromnym bukietem czerwonych róż i wyznaniem:
– Musimy się rozstać – przynajmniej tymczasowo… Są sprawy, które nie mogę ci powiedzieć – to moje problemy, w których nie jesteś winna.
W rzeczywistości ja również potrzebowałam czasu – zastanawiałam się, jak mu powiedzieć o dziecku. Postanowiliśmy spotkać się za miesiąc. Myślałam, może ma jakieś bankowe machlojki, które sprawiają, że jest w niebezpieczeństwie i chce mnie ochronić. Co jeszcze to mogło być?
Minęły dwa tygodnie. Wciąż nie podjęłam żadnej decyzji, ale pewnego dnia niebieskooki zaskoczył mnie, mówiąc, że dziwią go ludzie, którzy pragną mieć rodzinę:
– Dzieci to poważne komplikacje w życiu – zauważył, mówiąc o swoim przyjacielu. – Po co wszyscy tak pragną zostawić po sobie potomstwo?
Rozmowa zaczęła przebiegać w zupełnie nieoczekiwanym kierunku. Nagle zrozumiałam, że wcale nie znam tej osoby – po prostu poddałam się namiętności. Świadomość się wyjaśniła, rozum wziął górę nad emocjami – nastał czas, aby zakończyć te relacje. I to zrobiłam.
Minęły kolejne dwa tygodnie – nadszedł czas spotkania z Pawłem. Nie wiedziałam, co robić – czy mu powiedzieć?
– Muszę ci powiedzieć, że… – zaczęłam.
– Naprawdę odchodzę – przerwał mi w tym samym momencie. – Nie mam wyboru. Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa, na to zasługujesz. A teraz mów…
Nie powiedziałam: ten człowiek, który dawał mi tak silne poczucie bezpieczeństwa, nagle jakby zamknął drzwi do swojej duszy. I znikał z mojego życia.
Rozstaliśmy się. Delikatnie pogłaskał mnie po głowie, a mi wydawało się, że jego oczy były wilgotne…
Zaczęłam żyć bardziej zamknięta, próbując uporządkować swoje myśli i dni. Tak mijało do dnia porodu. Poszłam do szpitala sama, myśląc, że również stamtąd wyjdę sama – z dzieckiem na rękach.
Jednak w dniu wypisu nagle przynieśli mi przesyłkę z dziecięcymi ubrankami – od kogo? Była tam karteczka. Czytając te kilka zdań, rozpłakałam się, ponieważ stały się one najważniejszymi słowami w moim życiu: od Pawła. Pocałowałam śpiącą Nadzieję (tak ją nazwałam, bo miała w sobie całą moją nadzieję), usiadłam na łóżku. A Paweł zawołał z dołu:
– No cóż, kiedy zobaczę swoją córeczkę?
Teraz zapewne się zastanawiacie: co się właściwie wydarzyło? Przypadkowo spotkał moją przyjaciółkę – tę samą, z chatki. Rozmawiali i ona opowiedziała mu wszystko, dodając, że zrozumiałam, jak bardzo go kocham.
A wiecie co? Paweł nigdy nie przestał mnie kochać. Moja zdrada już nigdy nie była poruszana w naszych rozmowach: ten niezwykły człowiek rozstał się ze mną, ponieważ dowiedział się, że nie może mieć dzieci.
To właśnie męczyło go przez cały ten czas. Postanowił, że nie ma prawa mnie tak karać. Oznaczało to, że Nadzieja jest owocem mojej tajnej namiętności.
Ale dla Pawła było ważne, że to dziecko zostało poczęte w pięknych emocjach, a ponadto to było moje dziecko, a on, jak się okazało, zaczął mnie kochać jeszcze mocniej. Czego jeszcze nam trzeba? Oboje wynieśliśmy swoją życiową lekcję, a od tamtej pory nie mamy przed sobą tajemnic – mówimy sobie wszystko wprost w oczy. Szczerze się kochamy i jesteśmy jedną z najszczęśliwszych rodzin, jakie można sobie wyobrazić.



