Magda wracała z mężem z restauracji, w której świętowali jego urodziny. Impreza była świetna. Mnóstwo ludzi, rodzina, koledzy z pracy. Wielu Magda widziała po raz pierwszy, ale skoro Michał zdecydował się ich zaprosić, miało to swoje powody.
Magda nie należała do tych, którzy podważają decyzje męża, nie lubiła kłótni ani wyjaśniania relacji. Łatwiej jej było zgodzić się z Michałem niż udowadniać swoje racje.
-Magda, masz klucze do mieszkania pod ręką? – zapytał Michał.
Magda otworzyła torebkę, próbując znaleźć klucze. Nagle poczuła ostry ból, tak gwałtownie szarpnęła ręką, że torebka wypadła jej z rąk.
-Coś się stało?
-Ukłułam się w coś.
-W twojej torebce można zginąć, nie jest to zaskoczeniem.
Magda zdecydowała się już nie spierać, podniosła torebkę i ostrożnie wydobyła klucze. Weszli do mieszkania, a ona szybko zapomniała o ukłuciu. Nogi bolały ją ze zmęczenia, marzyła o prysznicu i łóżku. Kiedy się obudziła rano, poczuła silny ból w ręce, palec był czerwony i spuchnięty. Z przypomnieniem wydarzeń poprzedniego wieczoru wzięła torebkę, aby sprawdzić, co się w niej znajduje. Ostrożnie wyciągając rzeczy, na dnie torebki dostrzegła dużą, zardzewiałą igłę.
-Co to?
Nie rozumiała, jak mogła się tam znaleźć. Wzięła tę dziwną igłę i wyrzuciła do kosza. Następnie poszła po apteczkę, aby oczyścić ranę. Po zabandażowaniu czerwonego palca Magda ruszyła do pracy. W południe zdała sobie sprawę, że ma gorączkę.
Zadzwoniła do Michała:
-Michał, nie wiem co robić. Chyba wczoraj złapałam jakieś zakażenie. Mam gorączkę, boli mnie głowa, całe ciało. Wyobraź sobie, że znalazłam w mojej torebce dużą zardzewiałą igłę, właśnie o nią się ukłułam wczoraj.
-Może lepiej pójdź do lekarza, nie daj Boże to tężec albo zakażenie.
-Michał, nie przesadzaj. Oczyściłam ranę, będzie dobrze.
Jednak z każdą godziną Magda czuła się coraz gorzej. Ledwie doczekała do końca dnia pracy i wezwała taksówkę, wiedząc, że nie da rady wrócić do domu komunikacją miejską. Kiedy dotarła do domu, upadła na kanapę i zapadła w sen.
Śniła o swojej babci Ani, która zmarła, gdy Magda była jeszcze mała. Skąd wiedziała, że to babcia Ania? Nie miała pewności, ale po prostu to wiedziała. Babcia była staruszką, zgarbioną. Jej wygląd mógłby przerazić wielu, ale Magda czuła, że babcia chce jej pomóc.
Babcia prowadziła Magdę przez pole, pokazała, jakie zioła musi zebrać, powiedziała, że musi zrobić napar, który oczyści jej ciało. Powiedziała, że jest ktoś, kto życzy jej źle. Aby z nim walczyć, musi pozostać przy życiu. Czasu jest niewiele.
Magda obudziła się zlanym potem. Czuła się, jakby spała bardzo długo, ale spojrzawszy na zegarek, zdała sobie sprawę, że minęło tylko kilka minut. Usłyszała zamykające się drzwi wejściowe, Michał wrócił do domu. Magda zsunęła się z kanapy i wyszła na korytarz. Michał, widząc ją, oniemiał:
-Co się z tobą stało? Spójrz w lustro.
Magda podeszła do lustra. Jeszcze wczoraj widziała w nim piękną, uśmiechniętą dziewczynę. Teraz w odbiciu była nie do poznania. Włosy były jak strąki, sińce pod oczami, szara cera, pusty wzrok.
-Co to za dziwactwo?
Wtedy Magda przypomniała sobie sen. Powiedziała mężowi:
-Widziałam babcię we śnie. Powiedziała mi, co muszę robić…
-Magda, ubieraj się, jedziemy do szpitala.
-Nigdzie nie jadę, babcia powiedziała, że lekarze mi nie pomogą.
W domu rozgorzała prawdziwa awantura. Michał nazwał żonę szaloną, której w gorączce przyśniła się jakaś starsza kobieta. Po raz pierwszy pokłócili się tak poważnie. Michał nawet chciał użyć siły, chwytając Magdę za rękę i ciągnąc do wyjścia.
-Nie chcesz dobrowolnie jechać do szpitala – zabiorę cię siłą.
Ale Magda wyrwała się, straciła równowagę i upadła, uderzając się o róg mebla. Michał zdenerwował się jeszcze bardziej, chwycił torbę, trzasnął drzwiami i wyszedł. Wszystko, co Magda mogła zrobić, to napisać do swojego szefa, że złapała wirusa i musi zostać w domu na kilka dni.
Michał wrócił do domu późną nocą, przepraszał żonę. Magda powiedziała tylko:
-Zawieź mnie jutro do wsi, gdzie mieszkała moja babcia.
Rano Magda wyglądała jak żywy trup, a nie młoda, zdrowa kobieta. Michał nadal błagał:
-Magda, nie wygłupiaj się, jedźmy do szpitala. Nie chcę cię stracić.
Ale pojechali na wieś. Magda pamiętała jedynie nazwę wsi. Nie była tam od czasu, gdy rodzice sprzedali jej dom po śmierci babci. Całą drogę Magda spała. Nawet nie wiedziała, na które pole trzeba jechać, ale zbliżając się do wsi, obudziła się i powiedziała mężowi:
-Tam.
Ledwie wysiadła z auta, tak słaba była. Jednak wiedziała, że jest tam, gdzie prowadziła ją babcia Ania. Znalazła zioła, które pokazywała jej we śnie babcia i wrócili do domu. Michał przygotował dla niej napar, zrobił wszystko, jak mówiła. Magda zaczęła go pić małymi łykami, ale z każdym łykiem czuła się odrobinę lepiej.
Ledwo doszła do toalety, gdy wstała, zobaczyła, że jej mocz był czarnego koloru. Ale to, co zobaczyła, nie przeraziło jej. Wręcz przeciwnie, powtórzyła słowa babci:
-Czarnota wychodzi…
Tej nocy we śnie Magdę znów odwiedziła babcia. Stała i uśmiechała się. Potem zaczęła mówić.
-Na ciebie, wnuczko, rzucono urok przez rdzewiejącą igłę. Mój napar przywróci ci siły, ale to nie na długo. Musisz znaleźć tę osobę, która to zrobiła i oddać jej jej własne zło. Nie wiem, kto to zrobił. Nie widzę. Ale z tym wszystkim jakoś związany jest twój mąż. Gdybyś nie wyrzuciła tej igły, której użyto do tego wszystkiego, mogłabym powiedzieć więcej. Ale…
Postąpimy tak. Pójdziesz do sklepu, kupisz paczkę igieł, nad największą powiesz zaklęcie: “Duchy nocne, dawniej żywe! Usłyszcie mnie, zjawy nocy, prawdę prorokujcie. Otoczcie mnie! Wskażcie, pomóżcie, odnajdźcie mojego wroga…”. Tę igłę włóż do torebki męża. Kto rzucił na ciebie urok, ukłuje się nią. Wtedy poznamy jego imię i będziemy mogli mu oddać jego własne zło.
Babcia, mówiąc to, rozwiała się jak mgła.
Magda się przebudziła. Czuła się jeszcze bardzo źle, ale wiedziała, że na pewno wyzdrowieje. Wiedziała, że babcia jej pomoże.
Michał postanowił dziś zostać w domu, by być z żoną, opiekować się nią. Jakie było jego zdziwienie, gdy zaczęła się szykować do sklepu, mówiąc, że musi iść sama:
-Magda, nie wygłupiaj się, ledwo stoisz na nogach. Daj, pójdę z tobą.
-Michał, ugotuj mi zupkę, mam po tym wirusie straszny apetyt.
Magda zrobiła wszystko, jak w śnie zaleciła jej babcia. Już tego wieczoru zaczarowana igła leżała w torbie Michała. Zapytał przed snem:
-Jesteś pewna, że dasz radę sama? Może powinienem z tobą zostać?-Poradzę sobie.
Magda czuła się lepiej, ale wiedziała, że zło wciąż w niej jest, czuła, jak krąży po jej ciele, jak po własnym domu, zatruwając je. Ale napar, który przyjmowała już trzeci dzień, działał jak antidotum. Czuła, że to antidotum nie podoba się temu, co w niej siedzi.
Z trudem doczekała się powrotu Michała z pracy. Czekała na niego w drzwiach. Pierwsze jej pytanie brzmiało:
-Jak minął dzień?
-Wszystko dobrze, a czemu pytasz?
Magda już miała pomyśleć, że ten, kto rzucił na nią urok, jeszcze się nie ujawnił, gdy Michał odwrócił się i dodał:
-Magda, wyobraź sobie, dziś Iwona z sąsiedniego działu postanowiła mi pomóc i wyciągnąć z mojej torby klucze do biura. Moje ręce były zajęte teczkami z dokumentami. I wtedy ukłuła się igłą, która była w mojej torbie. Skąd w mojej torbie igła? Spojrzała na mnie z taką złością, że myślałem, że mnie wzrokiem zabije.
-A co z tą Iwoną?-Magda, kochanie, przestań. Kocham tylko ciebie. Nie potrzebuję Iwony, ani Marioli, nikogo innego oprócz ciebie.
-Była na uroczystości twoich urodzin w restauracji?
-Była, to moja dobra koleżanka, ale nic więcej.
W Magdzie, po tych słowach, jakby coś się złożyło. Teraz zrozumiała, jak stara, zardzewiała igła trafiła do jej torby.
Michał poszedł do kuchni, gdzie czekała na niego kolacja.
Kiedy Magda zasnęła, znów zobaczyła babcię. Powiedziała jej, co ma robić, jak oddać Iwonie całe zło, które chciała wyrządzić Magdzie. Babcia powiedziała, że teraz wszystko jasne. Iwona chciała magią pozbyć się rywalki, a potem zająć jej miejsce obok Michała. Gdyby nie udało jej się to zrobić w naturalny sposób, znów uciekałaby się do magii. Ta kobieta nie zatrzymałaby się przed niczym.
Magda postąpiła według wskazówek babci. Wkrótce Michał powiedział, że Iwona poszła na zwolnienie lekarskie, że czuje się bardzo źle, a lekarze podobno rozkładają ręce.
Magda poprosiła Michała, by zabrał ją w weekend na cmentarz, gdzie kiedyś pochowano babcię, na którym nie była od pogrzebu. Kupiła bukiet kwiatów, wzięła rękawice, żeby oczyścić grób z chwastów. Z trudem znalazła grób babci Ani. Kiedy zbliżyła się do nagrobka, zobaczyła na pomniku zdjęcie, to właśnie ona przychodziła do niej we śnie, to właśnie ona uratowała ją od śmierci.
Magda uporządkowała grób, postawiła kwiaty w butelce z wodą. Usiadła na ławce i powiedziała:
-Babciu, przepraszam, że nie przychodziłam wcześniej. Myślałam, że jeśli rodzice przyjeżdżają do ciebie raz do roku, to wystarczy. Ale się myliłam. Teraz też będę przyjeżdżać. Gdyby nie ty, pewnie by mnie już nie było.
W tym momencie Magda poczuła, jakby babcia położyła jej ręce na ramionach. Obróciła się, ale nikogo tam nie było, tylko lekki wietrzyk…



