Puść mnie wolno
Czasami Zofia przystawała. Zatrzymywała się w miejscu, a potem nagle obracała i wpatrywała się w mrok opuchniętymi od płaczu oczami. Ale nic nie widziała. Nic nie widziała, nic nie słyszała, ale czuła.
*****
Zofia myślała o swojej kotce wszędzie: w pustym mieszkaniu, na ulicy, w zatłoczonej tramwajami Warszawie, siedząc przy komputerze w biurze lub stojąc w kolejce do ekspresu do kawy.
Nie przestawała o niej myśleć, nawet gdy robiła zakupy spożywcze i niosła ciężkie torby pełne jedzenia.
Czasami zdawało jej się…
…że ją widziała. Naprawdę widziała!
Biały, puszysty ogon Pierniczka mignął w zasięgu wzroku i szybko zniknął za rogiem budynku lub machał do niej przyjaźnie zza pobliskiej ławki.
Ach, jakie szczęście: widzieć. Widzieć tę, bez której nie mogła żyć. Tę, która zawsze była obok.
W takich momentach w zgaszonych oczach kobiety zapalał się płomień nadziei.
Małej, niemalże eterycznej, ale jednak nadziei. Może wszystko, co się STAŁO, to tylko sen?
Ach, jak chciało się w to wierzyć.
Ale to była tylko chwila.
Chwila między przeszłością a przyszłością. Przeszłość, której nie da się odzyskać, i przyszłość…
…która nigdy nie nadejdzie.
Jak bardzo starała się znaleźć swoją ukochaną “blondynkę” w bezmiarze szarych dni, nic z tego nie wychodziło, a łzy napływały do oczu.
Duże, gorące krople spływały po policzkach, porywając ze sobą smutek, ból i ostatnią nadzieję.
– Zośka, nie można tak! – mówiły jej przyjaciółki. – Puść ją wolno!
A ona nie mogła jej puścić.
Jak można puścić kogoś, kogo się kocha? Jak?! Puścić – to znaczy zapomnieć? Zapomnieć?! Czy wyście oszaleli?
Próbowała, starała się, ale nic nie wychodziło. Bo nie mogła zapomnieć.
Jak zapomnieć, skoro myśli o niej każdego dnia?
Jedyną rzeczą, którą chciała zapomnieć i na zawsze wymazać z pamięci, był…
…ten dzień, kiedy Pierniczka nagle odeszła.
Tak, jej kotka była niemłoda i chorowała ostatnio, ale nie myślała, że to stanie się tak szybko. Nie była na to gotowa. Czy można być na to przygotowanym?
Ci, którzy się przygotowują – są gotowi puścić. A ona nie chciała puścić. Nie mogła.
I było jej zupełnie wszystko jedno, co sądziły o niej przyjaciółki, i co mówili za jej plecami koledzy z pracy, kręcąc palcami przy głowie.
Wszystko poznaje się w porównaniu. A oni, przyjaciele i koledzy, nie mieli do czego porównać.
Może z czasem, coś się zmieni. Ale teraz… ból był wciąż zbyt silny i…
…jej wyobraźnia malowała żywe i kolorowe obrazy.
Budziła się rano i widziała, jak Pierniczka leży obok, przy jej stopach: serce zaczynało bić mocniej, szybciej, zaraz wyskoczy z piersi. Ale gdy Zofia próbowała dotknąć kotki ręką, rzeczywistość następowała i uśmiech znikał z jej twarzy.
Od takiej rzeczywistości można oszaleć.
I Zofia by oszalała, gdyby nie wyobraźnia, która w pośpiechu zaczynała kreślić inne obrazy w jej głowie.
Oto Pierniczka kroczy z wdziękiem po półce z książkami, zeskakuje na podłogę, biegnie do sąsiedniego pokoju…
Oto już leży na parapecie, myjąc swoje białe futerko i uśmiechając się do słońca, które bezceremonialnie zaglądało do okna, aby razem z Zofią podziwiać Pierniczka.
Jakież ona była piękna: prawdziwa blondynka. Ani jednego ciemnego plamki.
Tylko małe “piegowate” plamki zdobiły jej uroczy pyszczek, ale nie psuły tego idealnego wizerunku. Wręcz przeciwnie, czyniły go jeszcze bardziej urzekającym.
Z kotką Zofia przeżyła długich 15 lat.
To wiele. Bardzo wiele. Prawie całe życie, ale w mniejszej skali.
W tym czasie wiele się wydarzyło w jej życiu: i dobrego, i złego.
Czasem wydawało jej się, że to wszystko…
Nie ma już sił się podnieść.
I nie ma nikogo, kto podałby rękę. Ale nagle podbiegała Pierniczka i pomagała wstać. Docierała do najgłębszych zakamarków duszy i poruszała coś tam swoim spokojnym mruczeniem.
Pomagało.
Zofia wstawała i żyła dalej. Bo było dla kogo i po co. A teraz? Dlaczego miałaby żyć teraz?
Siedziała na ławce i płakała. Cicho płakała, odwracając się w bok za każdym razem, gdy przechodzili obok ludzie. Żeby nie zadawali żadnych pytań.
A obok niej siedziała Pierniczka. Przytulała się do niej całym ciałem i mruczała, starając się uspokoić swoją właścicielkę.
Byłą właścicielkę, ponieważ…
…jej, kotki, już nie ma na tym świecie.
Ale ona nie mogła dotrzeć do tęczy. Dlatego Zofia jej nie puszcza. Nie może puścić.
„Puść mnie” – miauknęła.
„Nie mogę!” – płakała Zofia, zwracając się nie do nikogo konkretnego, ale do tego, co ją w tej chwili otaczało:
drzewa, milcząco stojące, chmury, spokojnie płynące po błękitnym niebie, słońce, znikające za horyzontem.
Tak siedziały razem na ławce, aż do późnej nocy. Tylko że, jeśli Pierniczka widziała i słyszała swoją właścicielkę, to Zofia tylko czuła jej obecność. Ale to też bardzo wiele znaczyło.
Zjednała się z wieczornym chłodem, Zofia wiedziała, że nogi w lekkich butach zmarzły, ale kolana jakimś cudem były ciepłe. To na nich właśnie siedziała teraz Pierniczka, utknęła między dwoma światami.
Między tym światem, do którego już nigdy nie wróci, a światem, w który nie może wejść.
Nie, Pierniczka nie winiła jej za to. Jak mogła ją o cokolwiek obwiniać?
Jak można obwiniać osobę, która kochała ją bardziej niż własne życie, która dała jej życie, kiedy inni ludzie porzucili ją, bezsilne kocię, na śmierć.
Ach, gdyby mogła przeżyć jeszcze jedno życie, Pierniczka znów byłaby gotowa przejść przez ból i cierpienie, by Zofia mogła ją ocalić. By znowu być z nią.
Ale czy to jest możliwe?
Kobieta wstała i poszła do domu. A kotka biegła za nią w pewnej odległości.
Czasami Zofia przystawała. Zatrzymywała się w miejscu, a potem szybko się obracała i wpatrywała się w mrok swoimi opuchniętymi i zapłakanymi oczami. Ale nic nie widziała. Nic nie widziała, nic nie słyszała, ale czuła.
Weszła do mieszkania, skierowała się do sypialni i położyła się na łóżku, a w tej chwili jej ukochana kotka ulokowała się obok niej, u stóp. I Zofia wiedziała, że jest obok… Wiedziała i nie chciała jej puścić.
Może to trwałoby długo. Bardzo długo. Ale czas leczy.
Nie, może nie leczy całkowicie, ale z czasem jest lżej. To normalne. Tak powinno być.
Nawet tracąc bliskich, krewnych, ukochanych, trzeba iść do przodu. Taki jest los tych, którzy pozostali przy życiu.
Pamiętać…
Pamiętać i pielęgnować wspomnienia, przesiąknięte miłością i szczęściem.
Stopniowo ból straty się zmniejszał, Zofia już nie myślała o kotce każdego dnia, nawet każdego dnia nie. Wspominała ją rzadko. Zwykle, gdy wieczorem spacerowała po podwórku swojego domu.
A Pierniczka… Czuła coraz mniejsze “ziemskie przyciąganie”.
Jeszcze tylko trochę, i znajdzie się na tęczy. Stamtąd będzie mogła dalej obserwować swoją właścicielkę, ciesząc się z każdego jej sukcesu i smucąc z niepowodzeń.
Zawsze będzie obok. Trzeba tylko pozwolić jej odejść. Te zasady nie są wymyślone przez nas i nie możemy ich złamać. Wystarczy wierzyć i…
…pamiętać.
Resztą zajmie się niebo. To ono wie najlepiej, jak powinno być.
Zofia puściła Pierniczka, a ona odeszła, nawet nie zdążywszy się pożegnać. Ale to wydarzenie uruchomiło ogromny, niewidzialny mechanizm zwany “cyrkulacją rzeczy w naturze”.
Pewnego dnia Zofia siedziała na ławce, podziwiając pierwszą gwiazdkę na niebie, i usłyszała kocie miauczenie pod swoimi stopami. Pochyliwszy głowę, zobaczyła kociątko.
Białe. Z niebieskimi oczkami. Gdy wzięła go na ręce, znowu się zdziwiła, gdy zrozumiała, że to dziewczynka.
Czy to możliwe, że te same kotki rodzą się na nowo?
“A może to tylko zbieg okoliczności?” – pomyślała Zofia, biorąc kociątko na ręce, i znowu się zdumiała, kiedy zauważyła, że to samiczka.
Czasem tak bywa, że w życiu wszystko wcześniej czy później się powtarza. I ten, kto PAMIĘTA, nigdy nie przejdzie obok…
…czegoś, co jest mu przeznaczone.
I Zofia nie przeszła obok.
Ona wzięła kotka do domu i obdarzyła go taką samą miłością, jak kiedyś obdarzyła Pierniczka.
Znowu rozbrzmiewały w Zofii mieszkaniu dźwięki. Dźwięki radości i szczęścia.
A samej Pierniczki wszystko jedno, jak ją nazywają: w poprzednim życiu była Pierniczkiem, w tym – Śnieżką. Nie ma to znaczenia. Najważniejsze, że jej marzenie się spełniło!
Teraz ukochana właścicielka znów będzie obdarzać ją ciepłem i miłością, jak kiedyś, a ona znowu będzie dzielić się z nią cząstką siebie. Jakże piękne to jest!



