Będę z wami i zadbam, by wszystko szło jak trzeba – teściowa wcisnęła walizkę synowi

— Będę mieszkać z wami i przypilnuję, żeby wszystko szło jak należy — teściowa wręczyła synowi walizkę, a sama zaczęła sprzątać.

Magda i Janek byli szczęśliwym małżeństwem od pięciu lat. Na początku odkładali decyzję o dzieciach, świadomie podchodząc do tego tematu. Jednak w rocznicę ślubu podjęli tę ważną decyzję.

— Jestem gotowa — uśmiechnęła się Magda. — Bardzo chcę mieć dziecko.

— Myślę, że teraz jest idealny moment! — odpowiedział Janek. Znalazł dobrze płatną pracę, w mieszkaniu skończył się remont, a nic już nie stało na przeszkodzie, by powitać pierwszego potomka. Jednak zajście w ciążę nie było łatwe. Musieli poddać się badaniom, odwiedzać lekarzy, a nawet próbować medycyny alternatywnej. To teściowa zasugerowała, gdy zauważyła, że synowa wciąż nie dała mężowi wymarzonego wyniku testu ciążowego.

Gdy wiadomość o planowanym dziecku dotarła do Ireny, teściowa zaczęła aktywnie uczestniczyć w życiu syna i synowej. Weekendy nie obywały się bez jej telefonów i pytań:

„No kiedy?”

„Znów się nie udało?”

„Źle to wszystko robicie!”

„Trzeba was wszystkiego uczyć!”

Skończyło się na tym, że Irena zjawiła się u synowej i oznajmiła:

— Oto adres znachorki. Jutro czeka na ciebie.

— Pani Ireno, nie jestem przekonana do takich rzeczy. Wolę rozwiązać to tradycyjnymi metodami.

— Znam te wasze tradycyjne metody! Wszystkie pieniądze wydacie na lekarzy, a efektów brak!

— Jestem osobą wierzącą i do znachorki nie pójdę — odpowiedziała Magda. Teściowa skrzywiła się, ale milczała, a Magda uznała temat za zamknięty. Jednak Irena postanowiła podejść sprawę z innej strony. Opowiedziała synowi o cudownych rezultatach i nalegała.

Ku zdziwieniu Magdy Janek szybko przyjął stronę matki i naciskał na żonę.

— Pojedź. Nie ma w tym nic złego. To tylko zielarka, nie czarownica. Nie upieraj się. Mama nigdy nie doradziłaby ci źle — powiedział mąż, praktycznie zmuszając Magdę do wizyty u znachorki.

Magda musiała się podporządkować. Nie chciała się kłócić, zrozumiała, że teściowa i mąż starają się dla wspólnego dobra.

Znachorka nie przypadła jej do gustu. Coś szeptała, czymś oblała, po czym wręczyła mieszaninę ziół w torebce.

— Bierz raz dziennie.

— Dziękuję — powiedziała Magda i pośpiesznie wyszła. Przed domem zauważyła śmietniki i postanowiła od razu pozbyć się tego, co dostała od znachorki. Ale obejrzawszy się, zobaczyła, że kobieta patrzy przez okno. Zrozumiała, że jest obserwowana. Bała się, że teściowa się o wszystkim dowie, a więc wróciła do domu. Musiała przekonać rodzinę, że zrobiła, co jej kazano. Nie miała zamiaru przyjmować „proszku”. Schowała torebkę na półce i zamknęła szafkę.

Mimo że zioła pozostały nietknięte, upragniona ciąża przyszła około miesiąc po wizycie u znachorki. Magda uznała to za przypadek, gdyż nie przyjmowała ziół, a kontynuowała leczenie przepisane przez lekarza. Jednak teściowa uznała sukces za swoją zasługę i przekonała syna, że ciąża Magdy to jej wyłączna zasługa. Po zrozumieniu, że synowa posłuchała rady, Irena uznała, że teraz ma prawo głosu we wszystkich kwestiach.

Sądziła, że z powodu wieku i doświadczenia to ona powinna mieć ostatnie zdanie w każdym pytaniu, nawet tym, które jej nie dotyczyło. Wtrącała się w wszystko. Począwszy od diety przyszłej mamy, po porę pójścia spać. Jej uwaga i „opieka” dochodziły do absurdu. Pewnego wieczoru, gdy małżonkowie oglądali przy świecach swój ulubiony film, zadzwonił dzwonek do drzwi.

Irena przyjechała przez całe miasto, by upewnić się, że Magda przestrzega trybu życia i przygotowuje się do snu.

— To co!? Jedliście jedzenie z restauracji?! — bezceremonialnie wkroczyła do pokoju i zaczęła zgarniać wszystko, co znalazła na stole, do torby. Były tam ulubione sushi Magdy i makaron ryżowy.

— Pani Ireno, co pani robi?! — próbowała odebrać ostatni talerz z sushi, ale teściowa jeszcze bardziej się rozwścieczyła i zaczęła mówić, że takie jedzenie nie nadaje się dla ciężarnych.

— Janek, jak mogłeś na to pozwolić? Ona może jest niedoświadczona, ale ty powinieneś wiedzieć lepiej! Poza tym jest już noc, a to niezdrowo zwykłemu człowiekowi jeść o tej porze!

— Ciąża to nie choroba! — próbowała odpowiedzieć Magda, ale zasypano ją kontrargumentami.

Janek zdążył zjeść swoją porcję, więc nie przejął się, że jedzenie zniknęło ze stołu. Pomyślał, że może mama miała rację, a surowa ryba rzeczywiście nie jest wskazana. Mogłaby źle wpłynąć na dziecko.

— Dobrze, mamo, nie będziemy już zamawiać tego jedzenia. Przepraszam.

— Przepraszam?! Więc twoja matka nazwała mnie głupcą, a przeprosiny składam ja? — nie wytrzymała Magda. Po jej policzkach spłynęły łzy. Janek próbował uspokoić żonę, podczas gdy Irena pod osłoną zabrała cały worek jedzenia i wyszła.

— Dajmy sobie spokój z tym nieporozumieniem. Wiesz, że ona chce dobrze?

— Nie. Nie rozumiem. Nie podoba mi się, że wszędzie wtyka nos! Inne ciężarne jedzą kredę! Albo ogórki z czekoladą! A ja nie mogę zjeść tego, co lubię?!

— Oczywiście, że możesz. Zróbmy tak: teraz pojadę do supermarketu i kupię ci wszystko, czego zapragniesz.

— Dobrze. Kup mi sushi. Takie same, jakie były na moim stole do przyjazdu twojej matki.

— Nie. Wszystko, tylko nie sushi.

Magda uciekła z płaczem. Wieczór był zepsuty.

Jak i inne wieczory, gdy Irena przychodziła bez zaproszenia, wprowadzała w domu swoje porządki. Raz przyszła w dzień, kiedy Magda była sama w domu. Wcześniej wróciła z pracy, bo źle się czuła. Po drodze poczuła się lepiej, jak to często bywa. Strasznie zgłodniała więc kupiła sobie jogurt i bułkę. Prawie się zadławiła nieszczęsną bułką, gdy zobaczyła, że na progu już czekała teściowa.

— Pani Ireno?! Po co pani tu przyszła?!

— Janek powiedział, że masz mdłości — zerknęła na bułkę. — Nic dziwnego. Odżywiasz się byle jak i byle czym. Co to w ogóle jest? Bułka z szynką i serem?! Dajże to! — Irena zaczęła wyrywać bułkę, aż prawie doszło do bójki. Rozdzieliła je sąsiadka.

— Co wy, panie? Ostatni kawałek chleba tak walczyć?

— To tylko żarty, młoda i niedoświadczona ciężarna, trzeba uczyć, co dozwolone a co nie — natychmiast złagodniała teściowa.

— Oj, znam te młode, wszystko zdaje im się, że wiedzą lepiej…

Kobiety znalazły wspólny język i zaczęły rozmawiać o swoich dzieciach, podczas gdy Magda otrzepała się z okruszków i weszła do mieszkania, zamykając drzwi na klucz. Teściowa zrozumiała, że nie zdążyła za nią i zaczęła pukać, ale Magda jej nie wpuściła.

Irena podniosła alarm w całym bloku. Janek przyjechał, a znów wybuchła kłótnia.

Znowu teściowa wyszła, gdy Magda szlochała, domagając się sprawiedliwości, ale Janek za namową matki uznał, że to tylko burza hormonów. Im bliżej było do terminu, tym bardziej napięta była atmosfera, a Irena narzucała się swoimi „troskami”.

Magda z powodu nerwów zaczęła mieć problemy zdrowotne i zdecydowała się na rozmowę z mężem.

— Janku, rozumiem, że kochasz swoją matkę, a ona ciebie… ale nie chcę, żeby pojawiała się w naszym domu… — nie zdążyła dokończyć, gdy usłyszała, jak klucz przekręca się w zamku i przeraziła się, ponieważ klucze miała tylko ona i Janek. — Włamywacze?!

Zamiast włamywaczy w korytarzu pojawiła się Irena z walizką.

Magda pomyślała, że bardziej ucieszyłaby się z włamywaczy niż z teściowej.

— Jak pani otworzyła zamek? — tylko zdołała wydusić.

— Kluczem. Syn dał — pochwaliła się Irena. — Martwi się o ciebie, a ty nie chcesz mnie wpuścić. Tak się nie godzi. W ostatnich miesiącach ciąży trzeba mieć dostęp do mieszkania, gdybyś nie mogła otworzyć. Poza tym uznaliśmy, że potrzebujesz pomocy, zarówno moralnej, jak i fizycznej. Wkrótce urodzi się wnuk, a ja będę się nim zajmować. A na razie przypilnuję, żeby wszystko szło jak należy — teściowa podała walizkę Jankowi, sama wkroczyła do pokoju.

— No i co tu mamy? Znowu niezdrowe jedzenie. Wszystko to idzie do śmieci. Od dziś będę pilnować, co jesz i pijesz. Na obiad przyniosłam rosół. A jeszcze przyniosłam nalewkę z ziół od znachorki. Wypij teraz — tonem nieznoszącym sprzeciwu powiedziała teściowa.

Magda spojrzała na męża, oczekując wyjaśnień, ale tylko uśmiechnął się i pogładził ją po ramieniu.

— Mama ma rację. Tak będzie lepiej, kochanie.

Rate article
Fajna Tajna
Będę z wami i zadbam, by wszystko szło jak trzeba – teściowa wcisnęła walizkę synowi