Szczęśliwy zbieg okoliczności

Przypadkowe Szczęście

Małgorzata miała psa, męża i sąsiada, Igora Lewandowskiego. Wieczorami Małgorzata wyprowadzała psa, a Igor spacerował sam. Chodzili wokół domu i rozmawiali.

– Źle wyglądasz, Igorze – mówiła zatroskana Małgorzata. – Jak kwiat, którego dawno nie podlano. A wszystko dlatego, że jesteś kawalerem. Wczoraj byłeś kawalerem, dziś też… Obawiam się, że jutro znowu cię takim zobaczę.
– Oj, jeszcze jak zobaczysz! – kiwnął głową sąsiad, zatopiony w swoich myślach. – Może i przyprowadziłbym kobietę do domu, ale jakoś nie nadarza się okazja.
– Wciąż czekasz na wyjątkową okazję! – mówiła Małgorzata, trzymając smycz psa. – Tak można czekać do końca życia. A ja mam cudowną kuzynkę, która też jest sama…

– Daruj sobie kuzynkę – mówił cierpiąco Igor. – Nie wątpię w jej zalety, ale szczęścia nie można wymusić!

Zrobili drugi okrążenie wokół bloku. Pies był zadowolony, sąsiad ponury, a Małgorzatę bawiła ich rozmowa.
– Dlaczego nie wykazujesz inicjatywy, Igorze? – pytała ona. – Dlaczego nie satysfakcjonują cię standardowe metody “zobaczył-poznał-zakochał się”?
– Bo wiedza wieków mówi, że największe wydarzenia dzieją się przypadkowo! – argumentował oczytany sąsiad. – Spójrz na historię. Kolumb przypadkiem odkrył Amerykę. Chemik Plunkett przypadkiem wynalazł teflon. Rentgen przypadkiem odkrył promieniowanie…

– …a Igor Włodzimierz Lewandowski przypadkiem się ożenił? – śmiała się Małgorzata. – Brawo! Byłbyś godnym kontynuatorem tej zaszczytnej listy.
– Ożenić się z pierwszą lepszą, żeby tylko wypełnić rubrykę w dowodzie, to mało ambitne – marudził sąsiad. – Moja droga musi być prowadzona przez przypadek!

– Oddychaj, Igorze! – odpowiadała Małgorzata. – Oddychaj głęboko, póki jesteśmy na dworze. Serce się kraje patrząc na ciebie. Blady, z czerwonymi oczami… Mój mąż jest żonaty ze mną, więc jest rumiany i wesoły.
Sąsiad posłusznie oddychał. Z okien padało światło, a pod ich nogami tańczyły żółte i różowe kwadraty, przybierające odcienie zasłon.
– Pięknie spacerujemy! A moja kuzynka… – zaczynała znowu Małgorzata.

– Żadnych kuzynek! – machał rękami Igor. – Wyrzuć ją z głowy! Jeśli ktoś mnie zmusi do zapoznania się z kimś, to nic z tego nie wyjdzie. Nie będzie przypadku, nie będzie efektu zaskoczenia. Nic we mnie nie drgnie. I nie powiem sobie “wow, to choć raz miałem szczęście”!
– Moja kuzynka by się z tobą spierała – mówiła Małgorzata. – Ale zostawmy ją w spokoju, skoro tak prosisz. Oddychaj, Igorze, oddychaj.

– Śmiejesz się z “przypadków szczęścia”, a sama? – dociekał Igor. – Przypomnij sobie, przecież nie szukałaś męża, prawda? I on cię nie szukał. A spotkaliście się przypadkowo, zakochaliście się i pobraliście. Prawda?
Igor trafił w sedno, Małgorzata nie miała argumentu.
– Tak, z Jankiem spotkaliśmy się przypadkiem – zgodziła się, przewijając smycz. – Nawet niezdarnie. Opowiadałam ci? Miałam wtedy dwadzieścia lat i poszłam na miejskie lodowisko…

– Zgadnę! – przerwał sąsiad. – Przyszły mąż też poszedł na lodowisko, gdzie się zderzyliście? Może nie udało wam się minąć na torze lodowym i pofrunęliście koziołkując. A potem się zaprzyjaźniliście?
– Niestety, drogi analityku, było inaczej – powiedziała Małgorzata. – Poszłam na lodowisko, a mój przyszły mąż nie poszedł…
– Dziwne – przyznał Igor. – Gdzie go więc spotkałaś?
– Już po lodowisku – wyjaśniła Małgorzata. – Spóźniłam się na autobus, więc wracałam pieszo z łyżwami na ramieniu. Skracałam sobie drogę przez podwórka i poślizgnęłam się tuż przy samochodzie Janka. Upadłam na chodnik, uderzyłam się w tyłek i zawyłam, a łyżwy poleciały pod jego koło.

Igor pstryknął palcami – obraz składał się jak po sznurku.
– Widzisz, ile to przypadkowych i szczęśliwych okoliczności się zbiegło! – triumfował. – Mogłaś tego dnia wcale nie iść na lodowisko, prawda?
– Nie chciałam iść – przyznała Małgorzata. – Ale pokłóciłam się z poprzednim chłopakiem, wieczór był stracony, chciałam się samotnie rozerwać.
– Właśnie! – cieszył się Igor. – Mnóstwo pokracznych czynników. Mogłaś nie pokłócić się z chłopakiem. Mogłaś nie pójść na lodowisko. Mogłaś nie spóźnić się na autobus, a w końcu nie upaść i bezpiecznie minąć nieznajomego Janka, znikając w ciemnościach…

– Masz rację – przyznała Małgorzata. – Ale stało się jak się stało. Wylądowałam na tylnej części ciała i krzyknęłam, łyżwy poleciały, a Janek…
– …rzucił się na pomoc z okrzykiem: “Czy wszystko w porządku?” – domyślił się Igor.
– Nie. Podszedł i powiedział: “Dziewczyno, czy to nie ty właśnie wyrzuciłaś te łyżwy?” A ja mu powiedziałam: “Nie śmieszne, głupku!” A on odpowiedział: “Sama taka!” – i tak wylądowaliśmy razem w jednym łóżku.
Więcej Igorowi Lewandowskiemu nie było trzeba. Małżeństwo Małgorzaty i Janka stanowiło żywy dowód na przewagę psotnego przypadku nad nudną celowością.

– Los zderza tych, których uważa za odpowiednich! – ekscytował się Igor. – Wiesz, sąsiadko, pracuję nad własną formułą poznawania kobiet.
– I dlatego znowu pół nocy spędziłeś przed komputerem? – zganiła Małgorzata. – Nic dziwnego, że wyglądasz jak niesłony pieróg. Rozumiałabym, gdybyś szukał dziewczyn w sieci, ale ty masz inne cele.
– Znajomości w sieci? – Igor parsknął lekceważąco. – To czyste dziecinne zabawy. Raz zobaczyłem tam dziewczynę o miłej powierzchowności. Jej twarz wydała mi się pełna delikatności i tajemnicy, a w uśmiechu kryła się niewypowiedziana tęsknota.

– Jak romantycznie! – pochwaliła go Małgorzata. – Gdybym nie była mężatką, sama padłabym do twoich stóp razem z psem. Ale nie mogę. Za to moja daleka kuzynka…
– Kuzynka nie wchodzi w grę! – uciął Igor. – A więc, widząc tę piękną dziewczynę w sieci, napisałem do niej: “To było nad morzem, gdzie koronkowa piana, gdzie rzadko spotykany wóz miejski…”
– A ona?
– Ten anioł odpisał mi w stylu tatiany z “Oniegina”: “Ty co, głupku, całkiem chyba?” I zrozumiałem, że to nie ten przypadek.
Małgorzata śmiała się wraz z psem, który muzycznie wtórował swej pani.
– Mam umysł matematyczny! – Igor ostrzegawczo uniósł palec. – Siedząc nocą nad pracą, obliczam prawdopodobieństwo przypadkowego spotkania z kobietą, którą pokocham. Na razie rezultaty są skromne, ale pewnego dnia tak się stanie. Niespodziewane spotkanie, niespodziewany incydent, niespodziewane początki czegoś wielkiego…

– Z całego serca życzę ci, byś szybko spotkał to szczęśliwe przypadkowe zdarzenie! – powiedziała Małgorzata.
I rozeszli się. Małgorzata – do karmienia dzieci, psa i męża, a Igor – wytężać umysł i obliczać formułę przypadkowej miłości.

Dziś wieczorem Igor też wyszedł, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Małgorzaty z psem nie było, za to przejeżdżała dziewczyna na rowerze. Zagapiona, dziewczyna wjechała w wyrwę i z piskiem spadła prosto pod nogi Igora.

Może i był nudny, ale nigdy nie był oschły. Natychmiast pomógł rowerzystce. Dziewczyna miała chabrowe oczy, złote włosy i smukłe nogi.

– Ostrożnie! – powiedział, pomagając jej wstać. – Dlaczego upadasz na twardy chodnik? Tak łatwo zniszczyć rower…
– Przypadkowo – skrzywiła się niebieskooka, trzymając się za kolano. – Wcale nie chciałam jechać przez to podwórze! Nie stój jak pień, posuń mi ramię! Ach, jak kręci mi się w głowie… Poznajmy się: Adrianna!

Igor powoli wychodził z dziewczyną na ławce, potem naprawiał jej rower. Wyglądało na to, że Lenarczyk był niezmiernie zadowolony ze spotkania z nieznajomą, wplecioną w teorię przypadkowych spotkań.

Małgorzata zza zasłonki obserwowała ich. Wiedziała, że kuzynka Adrianna podarła dwie spódnice i nabawiła się pięciu siniaków, nim nauczyła się efektownie i we właściwym momencie spadać z roweru…

Rate article
Fajna Tajna
Szczęśliwy zbieg okoliczności