Rozmowa na podniesionych tonach ucichła, drzwi wejściowe trzasnęły głośno, pozostawiając po sobie dźwięczącą ciszę. Duża szara kotka zaniepokojona nastawiła uszy, zeskoczyła z fotela i poszła obejść mieszkanie. To, co zobaczyła, absolutnie jej się nie spodobało. Kasia leżała na kanapie i cicho płakała.
Sonka bardzo się martwiła, gdy ukochana właścicielka była smutna, więc wskoczyła do niej i zaczęła pocieszać wszystkimi dostępnymi kocimi sposobami. Mruczała swoje najsłodsze piosenki, udeptywała łapkami, łaskotała wąsami po twarzy i trącała pyszczkiem. Jednak Kasia pozostawała obojętna i dalej płakała.
Sonka była bardzo zdziwiona, bo wcześniej jej pieszczoty zawsze były zauważane. W powietrzu unosił się zapach kłopotów…
Kasia i Olek uwielbiali swoją kotkę, a pluszowa piękność odwzajemniała to w równym stopniu. Była najważniejsza w ich małej rodzinie i czuła się zobowiązana chronić i rozjaśniać dni tych, którzy byli jej światem.
Wiele lat temu, w dżdżysty jesienny wieczór, Olek przyniósł do domu mokrego kociaka ukrytego pod kurtką. Nie potrafił przejść obojętnie obok szarej kłębuszki drżącej na schodkach klatki. Czułe kobiece ręce przyjęły bezdomną kotkę i zaczęło się krzątanie: nakarmić, wykąpać, rozgrzać…
Kotka okazała się dziewczynką, a ponieważ pierwsze dni w domu głównie spała, została uroczyście nazwana Sonką. Kochano ją i rozpieszczano, wybaczano drobne psoty i rozrabiania. Miała najsmaczniejsze jedzenie, ciekawe zabawki i prawdziwy wielopoziomowy koci pałac. Spać Sonka wolała w łóżku właścicieli, obok tych, których kochała całym sercem.
Kilka dni później, gdy Olek wciąż nie pojawił się w domu, a Kasia nadal płakała, leżąc na kanapie, Sonka zrozumiała, że z ukochanymi osobami wydarzyło się coś bardzo złego. Kotka siedziała na parapecie i zamyślona patrzyła na ulicę, którą oblewał jesienny deszcz. Pogoda przypomniała jej o dniu, gdy Olek przyniósł ją, uliczną bidulkę, do domu. I jak wspólnie się nią opiekowali…
„Trzeba ratować rodzinę. Czas wziąć sprawy w swoje łapy!”, pomyślała szara kotka i podjęła decyzję.
Kasia nie mogła sobie przypomnieć, ile dni trwała w takim stanie. Dzień zmieniał się w noc, noc w dzień, a łzy, łzy… Olek odszedł… Rozstali się… A przecież pokłócili się o błahostkę… Myśli plątały się, ściskały jedna drugą, piętrzyły się i rozsypywały.
Zrozumiawszy, że tak dalej być nie może, Kasia zsunęła się z kanapy i powlokła do kuchni. Błądzący wzrok natknął się na kocie miseczki. Jedzenie było nietknięte.
— Sonia! Sonka! Boże mój, dziewczynko! Gdzie jesteś?
Apatia spadła z Kasi w jednej chwili. Karząc się ostatnimi słowami, rzuciła się szukać kotki.
Małą kłębuszką Sonka leżała w ulubionym fotelu Olka, nie reagując na głos właścicielki. Jej wspaniały ogon opadał, puszyste futerko zmierzwiło się i straciło blask, zielone oczy patrzyły obojętnie. Kasia wzięła na ręce osłabione ciałko i zaczęła biegać po mieszkaniu.
— Moja maleńka, co się z tobą dzieje? Przepraszam cię! Jak mogłam?!
Nie wypuszczając kotki z rąk, chwyciła za telefon.
— Olek! Posłuchaj… Sonka… ona ma się bardzo źle… nie wiem, co z nią. Zabieram ją do kliniki. Tak, przyjedź.
Starszy lekarz długo badał pacjentkę, przeglądał wyniki badań i głaskał swoje wąsy.
— Szczerze mówiąc, nie wiem, co wam powiedzieć. Nie widzę żadnych widocznych odchyleń u zwierzęcia. Według wyników badań kotka jest zdrowa. USG nic nie pokazało. Wszystko odpowiednio do wieku.
— Ale co z nią? Przecież widzi pan, doktorze, w jakim jest stanie!
— Widzę… Mogę zadać pani jedno pytanie…
— Tak, doktorze, oczywiście!
— Powiedzcie, ostatnio w waszym domu, w waszej rodzinie nie zaszły żadne zmiany? Mam wrażenie, że wasza kotka nie zaakceptowała tych zmian i świadomie odmawia życia. Przemyślcie to. Teraz mogę jedynie zalecić pilnowanie jej diety i podawanie witamin.
Olek delikatnie wyjął Sonkę z przenośnika, położył ją na fotelu i usiadł obok na podłodze, głaszcząc delikatne futerko.
— Przepraszam cię! Jestem głupi, nie ma słów, jak głupi!
Kotka uniosła głowę, uważnie spojrzała na swojego pana i schowała pyszczek w jego dłoń.
— Wybaczyłaś mi? Dziękuję! Teraz będę prosił Kasię o wybaczenie.
Głosy ucichły, w mieszkaniu nastała cisza. Szara kotka delikatnie zeskoczyła z fotela i podeszła do kanapy. Zwinięta w kłębek, Kasia spała, przytulona do Olka…
„No i proszę, brawo wy! — pomyślała kotka — A ja, oczywiście, jestem wielką aktorką! Ale taka wymuszona dieta źle wpływa na moją sylwetkę!”.
Dumniście prostując ogon i sprytnie mrużąc zielone oczy, bardzo zadowolona z siebie Sonka udała się do kuchni. Strażniczce domowego ogniska nie zaszkodziłoby się posilić…



