Od dziesięciu lat pracuję w dziecięcym szpitalu onkologicznym jako pielęgniarka. W mojej pracy widziałam już różne rzeczy. Wiele dzieci nie traciło wiary w życie, miały nadzieję, że kiedyś zostaną wyleczone. Moje serce krwawiło, gdy widziałam łzy w oczach rodziców, kiedy lekarze przekazywali im złe wiadomości, ale dzieci ich uspokajały, wierzyły, że wszystko będzie dobrze.
Historia taka, jak tego chłopca przydarzyła mi się po raz pierwszy. Nigdy nie widziałam dzieci, które byłyby tak negatywnie nastawione do swojego powrotu do zdrowia. Choć byli mali, wciąż płonął w nich blask nadziei, ale nie u Adama. Adam miał bardzo trudny charakter, tak powiedziała mi jego matka. Kiedy dowiedzieli się, że ma raka, syn natychmiast zmienił swoje podejście do życia. Nie chciał niczego poza grami komputerowymi i nie widział sensu dalszego kontaktowania się z rówieśnikami.
– Po co? Wkrótce mnie nie będzie, nikt mnie nie potrzebuje!-mówił Adaś.
Próbowałam, bo naprawdę chciałam pomóc chłopcu, ale był tak kapryśny, że czasami chciałam zamienić się z inną pielęgniarką, żeby się nim opiekowała. Cały oddział stał na głowie, aby dogodzić małemu pacjentowi. Ciągle drwił i robił różnego rodzaju nieprzyjemne psoty lekarzom, myślał, że to lekarze są winni jego chorobie.
Nie obrażałam się na chłopca, zdawałam sobie sprawę, że jest mu ciężko, a on w ten sposób chce zwrócić na siebie uwagę. Chciał, aby wszyscy byli skupieni na nim.
Pewnego dnia przyszłam na salę do Adasia, aby przygotować go do kolejnych badań. Był bardzo blady, był zły i zdenerwowany. Nie chciał niczego, był bardzo wyczerpany po ostatniej chemioterapii.
– Chodź Adasiu, musimy już iść, chcesz znowu grać w gry komputerowe? – powiedziałam mojemu małemu pacjentowi.
– Nie chcę nigdzie iść! Mam dość życia, dlaczego mnie leczą, widzisz, że to wszystko nie ma sensu! – Adam wskazał na głowę, na której nie było włosów.
Ledwo się powstrzymałam, żeby nie płakać.
– Adasiu, dlaczego mnie tak traktujesz? Próbuję ci pomóc i rozumiem, że jest ci ciężko! Widziałeś, ile dzieci jest w szpitalu i wszyscy chcą żyć i mają nadzieję na wyzdrowienie, a ty jesteś taki uparty i negatywnie do wszystkich nastawiony. Chociaż udawaj, że chcesz wyzdrowieć, ze względu na swoich rodziców.
– W takiej formie starałam się dotrzeć do chłopca. Wiedziałam już, jak trzeba do niego dotrzeć.
– Jesteś jedyną ze wszystkich pielęgniarek, które naprawdę mnie rozumieją — mówił Adaś.
Takie słowa rozgrzały moją duszę. Zrozumiałam, że żadna z pielęgniarek nie chciała pracować z tak trudnym pacjentem, ale kiedyś złożyłam przysięgę Hipokratesa i musiałam opiekować się tym małym psotnikiem!
Kiedy wracaliśmy z badań, Adaś powiedział, że nie chce już być na chemioterapii. Widziałam, jak ciężko jest małemu, ale próbowałam go rozweselić.
– Mój stan już się nie poprawi, wystarczy tego wszystkiego! – krzyczał wyczerpany Adaś.
– Uspokój się, słyszałeś kiedyś o spalaniu pragnień? Jeśli swoje życzenie napiszesz na kartce i spalisz ją, na pewno się spełni!- wymyśliłam po drodze, żeby jakoś uspokoić chłopca.
– Co za bzdury, nie jestem już taki mały, żeby w to wierzyć — zaśmiał się lekko.
– Zróbmy to i sprawdźmy, czy to zadziała? – zaproponowałam.
Właśnie tego wieczoru to zrobiliśmy. Nie chciałam, żeby mówił, co napisał, taka była główna zasada, ale dobrze wiedziałam, co chłopiec napisał na kartce. Naprawdę chciałam, żeby chłopiec wyzdrowiał.
Zrobiliśmy wszystko tak, jak zaplanowaliśmy, napisał życzenie na małym skrawku papieru i spaliliśmy je, a popiół został wyrzucony przez okno sali, w której leżał. Adaś długo patrzył przez okno, a potem poszedł spać.
„Jest bardzo zmęczony” – błysnęło mi w głowie.
Rano przyszli rodzice i byli bardzo zaniepokojeni. Na oddział przyszedł główny lekarz i poprosił rodziców i chłopca do swojego gabinetu. Mama Adasia zaczęła się jeszcze bardziej martwić, bardzo bała się usłyszeć tę straszną wiadomość, że nic już nie pomoże jej jedynemu synowi. Chłopiec był spokojny.
Kiedy weszli do biura, zaczęłam też martwić się o chłopca. Przez cały ten czas bardzo się do niego przyzwyczaiłam. Drzwi gabinetu były półotwarte, więc postanowiłam podsłuchać rozmowę. Usłyszałam- „masz remisję!“.
Nie wierzyłem własnym uszom.
Z gabinetu na wózku inwalidzkim wyjechał Adaś. Na jego twarzy był szczery uśmiech, a w jego oczach pojawiły się łzy.
Wymyśliłem nową fajną grę komputerową! – wypalił chłopiec.
Byłam szczęśliwa i zaczęłam przytulać małego. Oboje śmialiśmy się histerycznie. Lekarz i rodzice nie zdawali sobie sprawy z tajemnicy, którą ukrywaliśmy.
Pacjent ma remisję i wiecie co, marzenia się spełniają!



