Nigdy nie mieliśmy szczęścia do sąsiadów. Trzy lata temu przeprowadziliśmy się do domu za miastem. Wcześniej mieszkaliśmy w mieszkaniu w bloku. Kto mieszka w wieżowcu, wie, jaka tam panuje atmosfera. Ze względu na słabą izolację akustyczną słychać było różne dźwięki, ciągłe dudnienie i hałas. Był też zły kanał ściekowy. Za każdym razem słyszeliśmy, jak ktoś spuszcza wodę i chodził za potrzebą. Jednym słowem – totalny horror!
Ponieważ niedawno zostaliśmy rodzicami, wraz z mężem postanowiliśmy przenieść się do domu poza miastem. Świeże powietrze, natura, komfort, to wszystko, czego potrzebuje małe dziecko.
Gdy tylko przeprowadziliśmy się, zdaliśmy sobie sprawę, że jedyną sąsiadką jest starsza kobieta o imieniu Halina. Moja radość nie miała wtedy granic! Po tylu latach w końcu poczuję się spokojna i przestanę martwić się o hałas ze strony sąsiadów.
Jak się okazało, nie było tak dobrze. Sąsiadka na pierwszy rzut oka wydawała się bardzo słodka, ale to tylko na pierwszy rzut oka. Później zdałam sobie sprawę, że lepiej słuchać hałasu kanalizacji niż nieustannych, irytujących rad starej kobiety. Nawet moja teściowa, kiedy mieszkaliśmy u niej z mężem przez jakiś czas, nie pozwalała sobie na takie uwagi.
Najbardziej denerwowało mnie to, że sąsiadka ciągle zaglądała na nasze podwórko. Co chciała tam zobaczyć, nie wiem, ale za każdym razem napotykałam jej spojrzenie. Zdecydowaliśmy się postawić wysokie ogrodzenie, ale dla naszej wścibskiej sąsiadki nie stanowiło to żadnego problemu. Wspinała się na dach i udawała, że coś robi, ale tak naprawdę cały czas kontrolowała nasze ruchy.
Pewnego dnia nie wytrzymałam i postanowiłam powiedzieć kobiecie, że mam już dosyć jej natrętnego zachowania i nie życzę sobie, aby przez cały czas kontrolowała nasze życie. Ile krzyku było tego wieczoru! Z przyjaznej sąsiadki zamieniła się w złą staruszkę i pokazała swój prawdziwy charakter!
Kiedy przychodzili do nas przyjaciele, sąsiadka cały czas krzyczała, że jej przeszkadzamy, tylko jakie miała do tego prawo? Byliśmy na swoim terenie, więc mieliśmy prawo robić, co chcemy. Poza tym nie byliśmy zbyt hałaśliwi, ponieważ mamy małe dziecko.
Sąsiadka nie lubiła dzieci. Kiedy mój syn wraz z rówieśnikami bawił się obok domu, przeganiała ich, twierdząc, że depczą jej kwiaty, które rosły przy jej bramie. Skarciła także dzieci za zerwanie dwóch wiśni z jej drzewa.
Ostatnio doszło do kolejnej kłótni. Postanowiłam włączyć muzykę w samochodzie podczas malowania ogrodzenia. Sąsiadka wybiegła z domu z krzykiem: „wyłącz tę okropną muzykę! Jest za głośno!” Znowu się nie powstrzymałam, bo niby dlaczego miałam słuchać jej wskazówek?
Jak myślicie, co powinnam robić w takiej sytuacji? Kobieta nie rozumie moich słów, nawet nie chce ich słuchać, może posłucha organów ścigania?



