Mieszkaliśmy wraz z synkiem. Mąż często podróżował służbowo za granicę, ponieważ w mieście, w którym żyjemy, nie było normalnej pracy. Mąż miał utrzymywać rodzinę i dlatego zawsze chciał, abyśmy nie musieli sobie niczego odmawiać. Za granicą znalazł dobrze płatną pracę. Zawsze dostawał pieniądze na czas. Grzesiek pracował na budowie. Dręczył mnie jednak fakt, że spędza z nami mało czasu, a zwłaszcza z synem. Nie mieliśmy jednak innego wyjścia. Musieliśmy spłacać pożyczki na mieszkanie. Ja nie mogłam pójść do pracy, ponieważ siedziałam w domu z synkiem, a nie chciałam zatrudniać niani i opłacać ją z prawie całej pensji. Wtedy nie byłoby pieniędzy, a dziecko byłoby w zasadzie bez mamy.
Pewnego dnia spacerowaliśmy z synem. Była już zima, ale mój syn Andrzej, chciał porzucać śnieżkami, więc nie mogłam mu odmówić. Wyszliśmy na zewnątrz, nie na długo, ponieważ było naprawdę bardzo zimno i jednocześnie ślisko. Wracając do domu, upadłam przed wejściem. Bardzo zaczęła mnie boleć noga. Trzeba było zostać w domu, a nie wychodzić na zewnątrz przy takiej pogodzie. Dobrze, że przytrafiło się to mnie, a nie Andrzejowi, bo jest jeszcze bardzo mały.
Ledwo dotarłam do mieszkania. Natychmiast wezwałam lekarza, aby zbadał nogę, ponieważ ból był nieznośny. Gdy wracałam do domu, usiadłam i nie mogłam sama wstać. Syn musiał sam zdjąć ubrania i umyć ręce, ale sobie poradził. Kiedy czekaliśmy na lekarza, moja noga zaczęła puchnąć. Lekarz powiedział, że należy wykonać pilne prześwietlenie. Powiedział, że jest podejrzenie złamania. Poprosiłam sąsiadkę, żeby przyszła i zaopiekowała się moim synem, a tymczasem pojechałam karetką na prześwietlenie. Sąsiadka Lidka zgodziła się mi pomóc. Była dobrą kobietą, zawsze mi pomagała.
Przyjechałam do szpitala, pod gabinetem, w którym wykonywano prześwietlenie, była kolejka, ale mnie nie obowiązywała, ponieważ nie mogłam dłużej znieść tego bólu. Zrobili mi prześwietlenie, złamanie zostało potwierdzone.
Powiedziałam mężowi, że musi natychmiast wrócić do domu, aby opiekować się synem, ponieważ w moim stanie jest to prawie niemożliwe. Założono mi gips i wróciłam taksówka do domu. Taksówkarz zgodził się odprowadzić mnie do mieszkania.
Grzegorz wrócił i opiekował się synem. Minął miesiąc, poszłam na badanie do lekarza i zdjęto mi gips. Lekarz powiedział, że koniecznie muszę ćwiczyć nogę i dużo chodzić.
Od razu tego dnia poszliśmy z mężem i synem na spacer. Zdecydowaliśmy się na spacer nad jeziorem. Jest to większy obszar i mniej tam ludzi. Pewien mężczyzna wyszedł na spacer z psem. Pies zaczął szczekać na mojego syna i nie chciał odpuścić. Mężczyzna zaczął mnie wyzywać, mówiąc, że powinnam zabrać swoje dziecko, bo on spaceruje tutaj z psem. Nic złego nie zrobiliśmy. Ruszyliśmy szybciej do domu. Wszystko się może zdarzyć, nie wiedzieliśmy, co jeszcze przyjdzie do głowy temu mężczyźnie. Teraz nie wiem, czy jeszcze kiedyś pójdziemy tam na spacer.



