Powiedział, żebym zrobiła test DNA dziecka, bo mi nie wierzy. Byłam w szoku. Słusznie mówią, że trzeba najpierw dowiedzieć się więcej o człowieku, a potem wyjść za mąż, nie tak jak ja.

Mój mąż i ja jesteśmy małżeństwem od niedawna. Mój mąż Dawid jest bardzo pracowity, dobrze wychowany i kochający. Szczerze mówiąc, nie spotykamy się ze sobą długo, jak niektóre pary, bo tylko pare miesięcy. Niektórzy spotykają się przez wiele, wiele lat, a później nagle się rozstają, bo okazuje się, że jednak do siebie nie pasują. Miałam nadzieję, że nam się to nie przydarzy. Spotykaliśmy się tylko przez sześć miesięcy, ale ten czas wystarczył nam, aby zacząć budować rodzinę.

Pobraliśmy się, mieszkaliśmy najpierw u moich rodziców, w domu, ale z czasem zdaliśmy sobie sprawę, że takie wspólne życie z rodzicami nam nie pasuje, więc niedawno przeprowadziliśmy się do wynajętego mieszkania.

Nawiasem mówiąc, mieszkanie wynajęliśmy niedaleko rodziców. Mama i tata często nas odwiedzają. Jesteśmy fanami wieczorów spędzanych z rodziną. Tak jest lepiej, niż żyć razem. Przychodzimy, rozmawiamy, śmiejemy się i za każdym razem rozchodzimy się do swoich domów. Nie ma kłótni, a wszystko zawsze kończy się spokojnie.

Dawid i ja planowaliśmy dziecko. Oboje bardzo do tego dążyliśmy. Przez pierwsze pół roku małżeństwa niestety nam się nie udało. Przestraszyliśmy się już, nie wiedząc, dlaczego nie możemy mieć dziecka i zaczęliśmy kontaktować się z lekarzami. Co zaskakujące, nasze wyniki badań były doskonałe i nie było przeciwwskazań do poczęcia.

 

Pewnego dnia udaliśmy się na kolejne badanie w szpitalu. Lekarz był bardzo doświadczony i miły. Próbował wszystko nam wyjaśnić i udzielał nam wskazówek, nie chcąc za to pieniędzy. Czekaliśmy w kolejce pod gabinetem lekarza, Janusza Kowalskiego. W poczekalni siedziała z nami inna para. Rozmawialiśmy z nimi. Para powiedziała, że są leczeni przez Kowalskiego od około dziesięciu lat, a wszystkie ich próby były dotychczas nieskuteczne. Dawid i ja byliśmy trochę smutni i jednocześnie zdaliśmy sobie sprawę, że tylko przez pół roku nie mogę zajść w ciążę, a tutaj siedzą ludzie, którzy nie mogą doczekać się dziecka przez dziesięć lat. Pomyślałam sobie, że może zbyt bardzo się martwię i to staje na przeszkodzie. Lekarz powiedział to samo. Obliczył nam pomyślne dni na poczęcie, które wypadały właśnie w tamtym dniu oraz dał wskazówki. Powiedział, aby zrobić test ciążowy za dwa miesiące i przyjść do niego na konsultację. Tak też zrobiłam. Minęły dwa miesiące, kiedy test pokazał dwa paski. Byłam bardzo szczęśliwa, mój mąż również. Spieszyłam się, aby przekazać tę wspaniałą wiadomość rodzicom i wszystkim krewnym. Udało nam się, w końcu jestem w ciąży.

 

Dobrze znosiłam ciążę. Nie było żadnych komplikacji, a wyniki badań miałam dobre. Przyszedł czas na poród. Urodziłam syna, którego nazwaliśmy Marek. Bardzo podobało mi się to imię, a mąż nie miał nic przeciwko. Nasze życie stało się stabilne, mój mąż codziennie chodził do pracy, a ja opiekowałem się dzieckiem. W mojej głowie ciągle pojawiały się myśli, jak zwiększyć nasz dochód. To, co zarabiał mój mąż, wystarczało nam, ale nie mogłam tak po prostu siedzieć na urlopie macierzyńskim. Chciałam zająć się czymś interesującym i zarobić trochę pieniędzy. Nasz Marek dorastał jako spokojny chłopiec, więc miałam dużo czasu dla siebie.

 

Kiedyś próbowałam swoich sił w dziedzinie gotowania. Dawno, dawno temu moja babcia bardzo smacznie piekła różne wyroby cukiernicze. Ciągle się od niej uczyłam. Pomyślałam sobie, że dlaczego nie spróbować piec ciasta w domu. Jest to dość opłacalne i czerpałam z tego dużo przyjemności.

Zaczęłam zbierać zamówienia, a ludziom smakowały moje wypieki. Pewnego razu zepsuł mi się mikser, a bez niego praktycznie nic nie można było zrobić. Mój mąż był w pracy, więc postanowiłam zadzwonić do mojego sąsiada. Mieszkaliśmy obok siebie przez całe dzieciństwo i wiedziałam, że Maks zna się na naprawach. Sąsiad przyszedł, zrobiłam mu herbatę i poczęstowałam moim ciastem. Kiedy zaczął naprawiać mikser, Dawid wrócił z pracy i usiedliśmy do kolacji. Sąsiad dołączył do nas i zaczęliśmy wspominać, jak kiedyś w dzieciństwie Maks opiekował się mną i jak zbierał dla mnie stokrotki. Próbowałam zmienić temat, ale Maks nie przestawał. Mój mąż był bardzo zły. W końcu Maks poszedł do domu. Dawid miał do mnie pretensje, nie rozumiem dlaczego, to była sytuacja z dzieciństwa. Powiedział, żebym zrobiła test DNA dziecka, bo mi nie wierzy. Byłam w szoku. Słusznie mówią, że trzeba najpierw dowiedzieć się więcej o człowieku, a potem wyjść za mąż, nie tak jak ja. Co mam teraz zrobić? Mąż mi nie ufa, a ja nie chcę próbować niczego udowadniać, ponieważ jestem pewna, że dziecko jest jego.

Rate article
Fajna Tajna
Powiedział, żebym zrobiła test DNA dziecka, bo mi nie wierzy. Byłam w szoku. Słusznie mówią, że trzeba najpierw dowiedzieć się więcej o człowieku, a potem wyjść za mąż, nie tak jak ja.