5 mieszkań w rodzinie, a my nadal wynajmujemy – historia o tym, jak rodzice zgromadzili majątek, ale nie chcą pomóc własnym dzieciom, oczekując samodzielności i tłumacząc się „ciężką pracą”, podczas gdy my ledwo wiążemy koniec z końcem w wynajętej kawalerce

Mam już do tego stopnia wpajone przyzwyczajenie do obecnej sytuacji, że nic mnie nie jest w stanie zaskoczyć. Opowiem, jak to się dzieje, że w naszej rodzinie jest pięć mieszkań, a my i tak musimy płacić za wynajem.

Rodzice mojego męża mają swoje własne mieszkanie, a dodatkowo dwie inne nieruchomości położone w różnych dzielnicach Warszawy, które cały czas wynajmują obcym ludziom. Uśmiechają się i powtarzają, że sami dorobili się tego majątku, więc my powinniśmy zrobić to samo. Najwyraźniej nie chcą przyjąć do wiadomości, że za ich młodości mieszkania dostawało się od państwa, a wystarczyło podjąć pracę w zakładzie przemysłowym, by dostać lokum. Dziś jest zupełnie inaczej jeśli wynajmujesz mieszkanie, to odkładać na własne praktycznie się nie da.

Moi rodzice nie różnią się pod tym względem od teściów. Po śmierci mojej babci jej mieszkanie zostało przepisane na mnie, ale miałam wtedy zaledwie kilkanaście lat, więc rodzice zdecydowali, by przez ten czas wynajmować je studentom. Teraz, gdy jestem dorosła, do rozmów na temat mojego prawa do zamieszkania w odziedziczonym mieszkaniu nie dochodzi, bo rodzice uzależnili się od stałego wpływu pieniędzy i nie zamierzają z tego rezygnować.

Już od paru lat wynajmujemy z mężem niewielką kawalerkę w starej kamienicy w Łodzi. Prawie cała nasza pensja idzie na czynsz. Zdarzało się, że ledwo wystarczało nam na jedzenie. Teraz jestem na urlopie macierzyńskim. Nigdy nie zarabiałam dużo, ale bez dziecka jakoś udawało się nam przetrwać i spięć domowy budżet. Mój mąż, Mirosław, haruje na dwa etaty, żeby było nas stać na życie. Niestety, dobrze zarabiać w Polsce można głównie z dyplomem, którego on nie ma tuż po skończeniu technikum poszedł na wojsko, a później się poznaliśmy i już nie było czasu na studiowanie.

Najbardziej mnie frustruje, że moja mama, Alina, potrafi do mnie dzwonić co kilka dni z prośbą o pomoc przy wyborze nowej sukienki albo żakietu, a ja się zamartwiam, że nie mogę sobie pozwolić na witaminy i świeże owoce dla siebie oraz dziecka. Zawsze też powtarza, że powinniśmy być w pełni samodzielni finansowo. Według niej powinniśmy jeszcze im pomagać, bo marzą o zwiedzaniu Europy i wyjazdach na Mazury.

Nie ukrywam, bardzo boli mnie podejście obu rodzin rodziców mojego męża i moich. Mają wszystko, żyją dostatnio, a mimo to nie chcą wyciągnąć ręki do dzieci. Rozumiem, że nie muszą się dla nas poświęcać, ale jeśli mają możliwość pomoc, to przecież nikomu nic się nie stanie. Nie pojmuję, jak można być tak nieczułym na potrzeby własnych dzieci, dlatego jestem pewna, że swoim córkom Jagodzie i Zofii dam w przyszłości wszystko, czego zapragną.

Znajomi i przyjaciele próbują nas pocieszać, mówiąc, że kiedyś dostaniemy w spadku cały ten rodzinny majątek. Szczerze mówiąc, jestem już tak rozczarowana, że nawet nie chcę o tym myśleć mogą zabrać te mieszkania ze sobą na tamten świat.

Rate article
Fajna Tajna
5 mieszkań w rodzinie, a my nadal wynajmujemy – historia o tym, jak rodzice zgromadzili majątek, ale nie chcą pomóc własnym dzieciom, oczekując samodzielności i tłumacząc się „ciężką pracą”, podczas gdy my ledwo wiążemy koniec z końcem w wynajętej kawalerce